TO BYLO PRIMORDIUM - uplynal rok

16:47


Witajcie,
jest mi niezmiernie miło poinformować wszystkich, że dziś upłynął rok odkąd powstało Definiuję. W co notabene trudno uwierzyć zważywszy na znikomą ilość postów jakie tu opublikowałam. Ale za nim zacznę tłumaczyć się i przepraszać za brak jakiejkolwiek regularności, nadrobię zaległość w postaci  wytłumaczenia sensu istnienia tego bloga. Przy okazji pierwszego wpisu zupełnie zaniedbałam tę kwestię, bowiem był to dla mnie okres okropnej maniery pisania w taki sposób, aby przypadkiem nikt nie zrozumiał co chcę przekazać. Więc dosłownie na wstępie obwieściłam, że blog powstał bo tak, a ja będę pisać o tym i o tamtym... Przyznaję, że zakręcone felietony to bezpieczna forma pisarska, bo nikt nie może mi zarzucić braku pomysłu, a i troszkę gorszy warsztat da się tu skrzętnie ukryć. Jednak z upływem czas postanowiłam wyjaśnić co rozumiem przez sformułowania; bo tak oraz o tym i o tamtym. Jeżeli macie ochotę na trochę prywaty to serdecznie zapraszam na dzisiejszy post.

PRIMORDIUM - grupa komórek dająca początek organowi

Chociaż Definiuję obchodzi dopiero pierwsze urodziny, ja swój oficjalny debiut w blogosferze mam za sobą od dobrych kilku lat. Niedługo po trzynastych urodzinach, zainspirowana stronami nastolatek postanowiłam dołączyć do blogowej wioski. Ponieważ nie miałam konkretnego pomysłu, który pozwoliłbym mi kreować blog w jednym kierunku uczyniłam z niego coś na kształt dziennika. Każdy czytelnik mógł przeczytać o fascynującym życiu trzynastolatki, której prawie wszystkie posty rozpoczynały się słowami: Dzisiaj byłam z Magdą, Ewą i Julką w mieście/kinie/na zakupach/obiedzie. Blog prowadziłam stosunkowo regularnie i długo, bo dodawałam notkę przynajmniej raz na tydzień, przez półtora roku. Dopiero w gimnazjum zrozumiałam jak strasznie żałosne są moje wypociny i podjęłam decyzję o ostatecznym usunięciu tego nastoletniego dorobku.

Przez kolejne lata zakładałam blogi o tytułach w przeróżnych językach świata, które tłumaczył mi translator. Dodawałam trzy wpisy na krzyż, po czym wciskałam ikonę usuń blog. Chciałam pisać o modzie, ale nie był to dobry czas dla mojego stylu, a wszystkie posty  dotyczące trendów były tak bardzo wymęczone, że nawet mi samej nie chciało się ich czytać. Miotałam się jeszcze przez kilka miesięcy i w końcu zawiesiłam swoje blogowe starania.

Ponieważ moje dziennikarskie skłonności ciągną się za mną od dziesiątego roku życia, w każdej kolejnej szkole dołączałam do jej redakcji. Przez trzy lata gimnazjum pisałam dla gazety o osobliwej nazwie Agrafka, która stanowiła moją przestrzeń pisarską. Jednak dopiero w ostatniej klasie zdecydowałam się porzucić nudne relacja ze szkolnych imprez na rzecz artykułów modowych. Wtedy też odkryłam, że największą radość sprawia mi pisanie o modzie pod kątem inspiracji i historii, niekoniecznie trendów. Tak więc, co miesiąc prawie cała szkoła wrzucała 1,5 zł do skarbonki w kształcie latarni morskiej i kupowała nasz ambitny magazyn. A ponieważ gimnazjum było niezwykle małe (liczyło zaledwie 100 osób) to ludzie łatwo identyfikowali moją osobę z artykułami, które tworzyłam. W pewnym momencie dostawałam od koleżanek zdjęcia ich stylizacji, które miałam oceniać. Przyznaję, że strasznie mnie to bawiło, gdyż nigdy nie uważałam się za żadne guru modowe, ale jednocześnie cieszyłam się, że ludzie rzeczywiście chcą czytać to co ja pragnę im przekazać. Wtedy też zaczął mi chodzić po głowie plan powrotu do blogosfery. 

W międzyczasie, dla odmiany postanowiłam zaś spróbować swoich sił w VII edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Felieton, ale, że konkursową pracę pisałam dzień przed wylotem do Hiszpanii, byłam tak bardzo zakręcona świętami, że w efekcie nie zrozumiałam się z moją nauczycielką i wyszło na to, że felieton nie dotarł na konkurs. Po fakcie przyznaję, trochę rozpaczałam, ale w końcu zapomniałam o sprawie, bo nie było najmniejszego sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Dopiero kilka miesięcy po zdarzeniu kolega podesłał mi link do strony konkursu gdzie na liście finalistów znalazło się moje nazwisko. Dzień później okazało się, że polonistka jednak wysłała pracę i była pewna, że zdaję sobie z tego sprawę. To wyróżnienie mocno podbudowało moją pisarską pewność i niedługo później oficjalnie utworzyłam bloga.


Jak już niejednokrotnie wspominałam według pierwotnej koncepcji blog miał zatonąć w ironicznych felietonach, jednak po pewnym czasie zrumieniałam, że ani ja, ani żaden czytelnik nie zniesie takiej ilości krytycznej publicystyki w jednym miejscu. I wtedy powiało lifestylem. Wszystko jednak pragnęłam utrzymać na poziomie i nadal bardzo o to zabiegam. Nie chcę tu tworzyć żydach hauli, stylizacji, kosmetycznych ulubieńców. Blog powinien być odzwierciedleniem tego co naprawdę mnie w życiu fascynuje, a jest to szeroko pojęta sztuka i kultura. Dlatego znajdziecie tu  felietony, recenzje filmowe i książkowe, wpisy modowe w kontekście inspiracyjno-historycznym oraz moje przemyślenia dotyczące mody, a także relacje z podróży. Od niedawna  też funkcjonuje kategoria wysypisko idei, która stanowi kumulacje wpisów o trochę luźniejszej tematyce, choć nadal w obrębie głównego kierunku bloga.

Ciężko mówić o tym co dało mi prowadzenie bloga, gdyż nie robiłam tego regularnie, gdzieś tam jeszcze wstydząc się tego, że mam swoją pisarską przestrzeń w Internecie. Dopiero warsztaty dziennikarskie, w których brałam udział na przełomie maja i czerwca dały mi do zrozumienia, że od pisania do szuflady nic się jeszcze w życiu nie zmieniło. Dlatego sądzę, że pierwsze urodziny bloga to dobry czas na jego reaktywację. Potraktujmy, więc ten miniony rok jak coś w rodzaju primordium, które w biologii oznacza grupę komórek dającą początek organowi. To jedno z tych słów, które napotkałam w książce i postanowiłam zapamiętać, gdyż ciekawie brzmi i w tym kontekście pasuje idealnie. Przez ubiegłe dwanaście miesięcy zdążyłam zapoznać się z zadaniami blogera dziś czuję się gotowa na ruszenie z kopyta.

Przy okazji tego małego święta chcę podziękować Wam drodzy czytelnicy, że mimo moich problemów z frekwencją nadal czasem tu zaglądacie i komentujecie wpisy, które zostawiam. Jestem bardzo szczęśliwa, że pojawiają się tu także osoby mające do powiedzenia coś więcej niż świetny wpis lub cudowne zdjęcie. Daje mi to dużą motywacje do pisania, mam nadzieję, że za rok o tej porze tłumaczenia zastąpię podsumowaniami. Na zakończanie jeszcze raz wielkie dziękuję i serdecznie zapraszam do odwiedzin bloga oraz komentowania.

......................................................................................................

Piszmy razem!

otografia we wpisie: licencja CCO (źródło)



You Might Also Like

1 komentarze

  1. Gratuluję roku, może na co dzień to nie jest zauważalne, ale wiem jak regularne pisanie rozwija i uczy wyrażenia myśli. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe