MONACO BABY (part 2)

20:36


Po chwili przerwy wracamy do Monaco! Jeżeli umknął Wam poprzedni, wprowadzający wpis nic straconego, możecie przeczytać go tutaj. Ostatnim razem skupiłam się na najpopularniejszych atrakcjach księstwa, więc tym razem zabiorę Was w bardziej niszowe miejsca, także takie, o których "jednodniowi" turyści nie mają pojęcia. Dziś, zobaczycie między innymi niepozorną dzielnicę Fontvieille gdzie mieszkają milionerzy oraz ogrody sukulentów skąd rozciąga się widok na cały kraj. Tu przepych Monaco jest znacznie bardziej stonowany, choć nadal widoczny. Pod poprzednim postem małe państwo zebrało wiele komplementów, mam nadzieję, że tym razem również Was zauroczy. Zobaczmy! 

Zostawiając w tyle port w Monte-Carlo zbliżamy się do dzielnicy Monaco-Ville, która rozciąga się na wzgórzu. To właśnie tu znajduje się pałac książęcy, który zamieszkuje obecny monarcha Monaco, książę Albert II Grimaldi, syn słynnej księżnej Grace, która zmarła w wypadku samochodowym w 1982 roku. Monaco-Ville to jedno z  najczęściej odwiedzanych miejsc przez turystów. Dzielnica jest naprawdę urocza, a widok roztaczający się z góry zapiera dech. Niestety jednak samo wdrapanie się do celu może być uciążliwe, więc jeśli tylko macie możliwość odwiedzenia okolic pałacu rano radzę tak właśnie zrobić. Ja na przykład pod czas tegorocznych wakacji nie pogrzeszyłam rozsądkiem. Wybrałam się do Monte-Ville w samo południe, w czarnej sukience i o zgrozo w nowych butach. Co prawda miałam je już na sobie kilka razy, ale jednak połączenie gorąca ze schodami było ponad ich możliwości. Ponieważ dodatkowo zapomniałam plastrów tył mojej stopy został doszczętnie pozbawiony skóry i tak o to buty przeleżały cały urlop w hotelu. Dla tych bardziej sprytnych i leniwych  istnieje także wersja chill, o której ja dowiedziałam się dopiero później. Do dzielnicy Monaco-Ville dojeżdża autobus linii numer 2. Mimo wszystko sama droga jest na tyle urokliwa, że szkoda pozbawiać się tych wyjątkowych widoków... Spójrzcie sami.


Jak już wspomniałam wcześniej pałac książęcy stanowi siedzibę rodziny Grimaldich. Został on wybudowany w XVII wieku. Mogłabym tu teraz zasypać Was całą masą "fascynujących" informacji na temat historii tego budynku. Oczywiście informacji żywcem zaciągniętych z przewodnika, bo przecież sama takiej wiedzy nie posiadam.  Ale tego nie zrobię. Nie będę ukrywać, że jeśli widzę zbyt wiele faktologii na blogach, to od razu odpuszczam sobie czytanie postów. Prawda jest taka, że od wciskania nadmiaru wiedzy jest szkoła, a blogi powinny stanowić przyjemność.

Podzielę się jednak z Wami informacją, która jest nie do końca sprawdzona, bo przekazywana pocztą pantoflową, ale być może kogoś  zainteresuje to na tyle by głębiej pogrzebać. Otóż (bodajże raz w roku), rodzina książęca organizuje w Monte-Ville coś na kształt festynu dla turystów gdzie można przeżyć różne atrakcje za darmo np. malowanie portretów. W tym roku impreza miała odbywać się 24 lipca. Nie mam pojęcia czy to stała data czy też festyn odbywa się w trzeci piątek lipca. Osobiście nie wybrałam się na splendor ze względu na moją niechęć do turystycznych tłumów. Poza tym jakoś przeżyłam te prawie 18 lat bez portretu, więc na pewno dam radę także teraz. Planowałam znaleźć więcej informacji na temat festynu, ale niestety i internet i przewodnik zawiedli. Jeśli wiecie coś więcej koniecznie dajcie znać w komentarzach.


Oczywiście dzielnica Monte-Ville to nie tylko płac. Sama okolica jest naprawdę urokliwa i jeśli tylko macie trochę czasu warto się tu poszwendać. Sklepy ulokowane w wąskich uliczkach, małe kawiarnie, domy z przecudnie ukwieconymi  balkonami. Wystarczy zostawić w tyle dwa najczęściej odwiedzane obiekty czyli pałac i katedrę aby nacieszyć się urokami dzielnicy bez udziału turystów szalejących z aparatami. A jak już dotknęłam tematu katedry, to warto wspomnieć także o niej. Zauważyłam, że ludzie mają obsesję na punkcie zwiedzania kościołów. Jak dla mnie te najpopularniejsze za bardzo ociekają przepychem, kościelne cuda architektoniczne pozostawił po sobie głównie gotyk... Katedra z Monte-Ville jest już jednak bardziej współczesnym dziełem, bo wybudowano ją na przełomie XIX i XX wieku, jak podaje przewodnik w stylu neoromańskim, a ja jako absolwentka szkoły artystycznej nie mogę się z tym nie zgodzić ;) Choć romańskie budowle nie robią na mnie specjalnego wrażenia, to trzeba przyznać, że katedra wygląda imponująca. Co ważniejsze jest bardzo spójnie dopasowana do architektury Monaco. Spektakularny gotyk wyglądałby na jej miejscu dość groteskowo, zaś biały kamień katedry delikatnie gasi przepych na rzecz czystego piękna. Schody zaczynają się dopiero za drzwiami... Zdecydowanie zbyt wiele złota jak na tak chłodne wnętrze.


Mijając katedrę i idąc cały czas prosto zbliżacie się do kolejnej atrakcji turystycznej  gdzie tłumów zdecydowanie  nie brakuje. Otóż mam na myśli Muzeum Oceanograficzne. Co prawda, tym razem postawiłam odpuścić, sobie wizytę w tym miejscu, ale będąc tam ostatnim razem zdążyłam zrobić parę zdjęć i wyrobić sobie zdanie, dlatego zaraz podzielę się wrażeniami. Zacznijmy od tego, że trzy lata temu ceny biletów wynosiły kolejno dla  osób dorosłych 12,5 euro, a dla nieletnich 6,00 euro. Doszukałam się informacji, że bilet bez ulg obecnie podrożał o 1,5 euro, ale jak jest w przypadku dzieci i młodzieży nie mam pojęcia. Przyznaję, że oceanarium zwiedziłam niekoniecznie z własnej woli, bardziej wyglądało to tak, że rodzice szli, a mi nie uśmiechało się na nich czekać w tym koszmarnym upale, więc dołączyłam do rodziny. Dlatego nic dziwnego, że najlepiej z całego pobytu w oceanarium wspominam klimatyzację. Jak by to powiedziała moja mam: I weź tu człowieku coś dziecku pokaż! Obecnie ciężko mi się z tym nie zgodzić, dlatego też nie umiem obiektywnie stwierdzić czy oceanarium jest naprawdę warte zobaczenia. Wydaje mi się, że jeśli macie trochę więcej czasu warto zobaczyć jakie ekspozycje oferuje Muzeum Oceanograficzne. Rafa koralowa powinna Was zauroczyć. Jeśli jednak oceanarium miałoby zająć miejsce innej atrakcji np. dzielnicy Fontvieille to być może warto je zostawić na następny raz.



Schodząc z góry i pozostawiając w tyle Monaco-Ville jesteśmy coraz bliżej bardzo niepozornej dzielnicy, Fontvieille. Turyści nie zaglądają tu często, rzadko widać także miejscowych. Na pierwszy rzut oka dzielnica zdaje się być zwykłym blokowiskiem, dopiero później można dostrzec jej skrytą ekskluzywność.  To właśnie  Fontvieille stanowi największe skupisko milionerów żyjących w Monaco. W związku z tym nieopodal apartamentów znajduje się miejsce lądowania helikopterów, które mogą służyć bogaczom za taksówki.  Mankamentem Monaco jest brak własnego lotniska, dlatego milionerzy wybierają się do Nicei korzystając z podniebnych usług transportowych. Oczywiście zwykły turysta także może przelecieć się helikopterem; koszt wycieczki do Cannes i z powrotem to 150 euro od osoby, zaś dziesięciominutowy przelot po Monaco wyniesie Was 60 euro i również jest to cena od jednej osoby.


Oczywiście Fontvieille może poszczycić się czym więcej niż tylko apartamentami dla milionerów. Znajduje się tu bowiem oficjalny stadion drużyny AC Monaco - Louis II. Jest to naprawdę bardzo ciekawe miejsce gdyż architektonicznie nie przypomina klasycznego stadionu. Wewnątrz nabiera znacznie więcej sportowego wymiaru. Należy jednak zaznaczyć, że samodzielne zwiedzanie stadionu jest niemożliwe. W tym wypadku kupując bilet (5 euro od osoby) musimy liczyć się z faktem, że właśnie wybieramy się na półgodzinną wycieczkę fakultatywną. Przez to stadion zwiedza się w tempie ekspresowym, ale za to można zobaczyć miejsca na ogół zamykane przed turystami,  na przykład szatnie zawodników. Przewodnik oprowadza grupę w wyznaczonych godzinach i przytacza różne historie związane ze stadionem. Nasza pani informator (za pewne jak cała reszta personelu) posługiwała się zarówno językiem francuskim jak i angielski. Dzięki podwójnemu tłumaczeniu zyskiwaliśmy więcej czasu na zrobienie zdjęć.




Ostatnim miejsce o jakim chciałabym Wam opowiedzieć są ogrody egzotyczne. Tutaj będzie już ciężko dotrzeć w jakikolwiek inny sposób niż przez skorzystanie z usług komunikacji miejskiej. Do ogrodów dojeżdża autobus linii numer 2. Bilet autobusowy możecie kupić albo w automacie ulokowanym na przystanku albo u kierowcy autobusu. Oczywiście zachęcam Was do skorzystania z pierwszej opcji, bo dzięki temu zaoszczędzacie 0,5 euro (bilet z automatu - 1,5 euro, bilet u kierowcy - 2,00 euro), a także kontaktu z gburowatymi kierowcami... Natrafiliśmy nawet na  kierowcę Polaka, który choć obsługiwał nas w języku ojczystym to był tak strasznie zblazowany, że aż szkoda słów. Masakra.

Wracając jednak do kwestii ogrodów. Są one ostatnim przystankiem autobusu numer 2, więc nie musicie śledzić przebiegu drogi. Pętla znajduje się dosłownie kilka kroków od bramy ogrodu także na pewno traficie bez problemu. Bilet wstępu wynosi; 7,20 euro za osobę dorosłą oraz 3,80 euro za nieletniego. Ode mnie nie żądano żadnego dokumentu tożsamości potwierdzającego, że jeszcze nie przekroczyłam linii dojrzałości, widocznie w Monaco bazują na ludzkiej uczciwości i tylko  im się to chwali. Same ogrody sukulentów nie ukrywam są bardzo, bardzo rozczarowujące i właściwie gdyby nie cudowne widoki rozciągające się prawie na  cały kraj i mały staw z rybkami w ogóle bym Wam o nich nie wspominała. Bilet wstępu co prawda daje Wam także możliwość zwiedzania muzeum, które znajduje się na terenie ogrodów, ale gdyby nie zachowany szkielet mamuta nie byłoby nawet sensu zaglądać do środka.



I tu nasza przygoda z Monaco dobiega końca. Na razie zaplanowałam tylko dwa posty wspomnień z tego cudownego kraju, ale nie wykluczone, że dojdą jeszcze jakieś pojedyncze wpisy. Obecnie pomiędzy recenzjami, felietonami i inną blogową twórczością planuję także wpleść relację z Francji, bo zaglądałam tu bardzo często korzystając z bliskości granicy. Za kilka dni wyjeżdżam do Pragi, więc na pewno nie zabraknie wpisów ze wspomnieniami również z stamtąd. Tym czasem enjoy jak to mówią w Ameryce ;)

......................................................................................................

Co sądzisz o tym mniej turystycznym Monaco?

Fotografia we wpisie: kolekcja własna




You Might Also Like

10 komentarze

  1. Przepiękne zdjęcia :) świetny blog! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Najbardziej spodobały mi się te budynki i ich wnętrza oraz skwarek z fontanną, ślicznie *.*
    Zapraszam! zuzu-zuzannaxx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. wow ale tam cudnie super sesja zdjęciowa... to foto jak schodzisz ze schodów jest mega...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie byłam nigdy w Monako, ale po Twoich dwóch postach zapragnęłam odwiedzić :) Moi rodzice wybierają się jakoś w okolicach września do Monte Carlo i jestem ciekawa, jakie będą ich wrażenie, szczególnie, że będę mogła porównać z Twoimi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG, ale Ci zazdroszczę tych widoków! Świetna relacja i piękne klimatyczne zdjęcia, nie mogę się napatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie wolę takie niszowe miejsca, niż te najbardziej popularne :) I zdecydowanie wolę podziwiać naturę niż budynki, dlatego ogrody egzotyczne to moje must see *.* a jaki jest z nich widok! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jej jak pięknie! Jeden kraj, który ma różne oblicza do odkrycia :) Widać od razu, że wyjazd udany! Można leżeć i podziwiać, ale po co, skoro jest tyle rzeczy do doświadczenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przepiękne miejsce! Cudowne zdjęcia! Koniecznie muszę się tam kiedyś wybrać. Musiałaś tam genialnie spędzić czas :D

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe