SLOW KILKA O BLOGOWEJ INTERESOWNOSCI

12:52


My bloggerzy (nieskromnie użyję tego słowa w liczbie mnogiej) lubimy narzekać na hejterów. Odnoszę wręcz wrażenie, że najpopularniejszymi postami tuż obok Liebster Blog Award są apele o internetową empatię. Bądźmy życzliwi, wspierajmy się, docenimy cudzą pracę... bla, bla, bla. Ale czy przypadkiem nie jest tak, że zniechęcamy siebie nawzajem, że blogger, blogerowi zaczyna być hejterem? Oczywiście bardzo cichym i niepozornym; maskuje się pochlebstwami, szeregiem uśmiechniętych emotikonów, a potem znienacka bombarduje linkami, zaproszeniami i prośbami o pilne poklikanieI tak właśnie zabija się w drugim człowieku potrzebę twórczości, nieładnie - chciałoby się rzec.

Zmodyfikowana wersja hejtera

Kiedy zaczynałam przygodę z blogowaniem miałam zaledwie dwanaście lat. W tamtym czasie prowadzenie własnej strony nie było aż tak popularne jak dziś, dlatego przyłączenie się, do którejś z blogowych społeczności szło mi dość mozolnie. Z utęsknieniem przyglądałam się wysokiej liczbie komentarzy, które widniały pod postami innych nastolatek i kiedy ktoś zostawiał pod moim wpisem krótkie skwitowanie fajny post byłam wniebowzięta. Wtedy jeszcze nie miałam  pojęcia, że autor komentarza najprawdopodobniej nie zadał sobie nawet trudu przeczytania kilku zdań tego co stworzyłam. Ale na obecnym etapie blogowej kariery umiem odróżnić szczerą wypowiedź od kryptoreklamy, a ich ilość mierzi mnie do tego stopnia, że postanowiłam napisać uroczyste zażalenie do wszystkich blogerów - leniuchów, którzy dla mnie są zmodyfikowaną wersją hejtera

Fajne posty, ładne zdjęcia, super blogi

Jestem wyznawczynią zasady moje podwórko, moje zabawki, dlatego przy okazji tworzenia Definiuję skorzystałam z opcji pozwalającej na moderację komentarzy. Żeby nie było niedomówień, nie uchylam się od konstruktywnej krytyki tylko weryfikuję treść, aby dla nikogo nie była ona obraźliwa (na szczęście mam na tyle miłych czytelników, że podobna sytuacja nigdy nie miała miejsca). Ale od pewnego czasu moderacja pozwala mi również na oddzielenie rzeczowego komentarza od zwykłego spamu. Jeszcze do niedawna pozwalałam sobie na chwilę słabości i publikowałam wszelkiego rodzaju fajne posty, ładne zdjęcia i super blog, bo w końcu ktoś zadał sobie trud zajrzenia na moją stronę. Poza tym wstyd się przyznać, ale powoli zaczynałam wierzyć, że inteligentne dyskusje odeszły do lamusa i muszę się pogodzić z mizernymi komentarzami. Nic bardziej mylnego! Grono stałych, wspaniałych czytelników, którzy niejednokrotnie dzielą się ze mną inteligentnymi przemyśleniami uświadomiło mi, że należy szanować własną pracę. Dziś wiem, że lepiej mieć kilka, znaczących komentarzy niż kilkadziesiąt zapchajdziur, których autorzy mają moje teksty w poważaniu.

Przyznaję, że robi mi się przykro kiedy trzy czwarte komentarzy oczekujących na moderację muszę klasyfikować jako spam. Najczęściej są to krótkie zdania w stylu fajny post, a pod nimi rozciąga się link do czyjegoś bloga. Nierzadko ów autor komentarza sympatycznie zagaja, że jeśli tylko mam czas to serdecznie zaprasza mnie do siebie. Nie mam nic przeciwko podobnej wstawce, ale tylko wtedy, kiedy wypowiedz jakkolwiek odnosi się do treści mojego wpisu. W innym wypadku jest to dla mnie kompletna ignorancja. Chociaż czasem podobne komentarze nawet mnie bawią; kiedyś pod felietonem zostało pochwalone zdjęcie nijak odnoszące się do tekstu. Innym razem z całej relacji z podróży, dziewczynie najbardziej przypadła do gustu moja sukienka. Poza komplementem dla ubrania komentarz nie zawierał zupełnie nic. Pozostaje mi tylko głośno westchnąć.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, z tego, że nie zawsze udaje się pozostawić długi komentarz. Jeżeli post zawiera same zdjęcia stylizacji, albo stanowi opis kosmetyku, którego sama nie testowałam, to nie jestem wstanie rozbudować wypowiedzi. Ale mimo wszystko staram się. Potrafię także zaakceptować, że kogoś nie interesują treści jakie publikuję. Miło byłoby, więc gdyby taka osoba po prostu uszanowała moją pracę i zamiast pozostawiać po sobie nic nieznaczący równoważnik zdania podarowała sobie jakiekolwiek komentowanie. Poza tym warto zgłębić temat posta zanim walnie się głupotę. Do tej pory pamiętam jak pod jednym z wpisów, w którym autor opisał utratę bliskiej osoby zobaczyłam komentarz "super post". Żenujące to mało powiedziane.

Wzajemna obserwacja

Mimo wszystko mistrzami spamu są dla mnie propozycje wzajemnej obserwacji i prośby o poklikanie. Ale skupmy się najpierw na dziwnej zasadzie fallow for fallow, której kompletnie nie rozumiem. Osobiście idea nabijania licznika czytelników jest dla mnie żałosna. Bo jeżeli nawet skusiłabym się na wzajemną obserwację to i tak ja dla kogoś i ktoś dla mnie stanowiłby pustą liczbę przy słowie obserwatorzy  Bo nie wierzę, że za taką ideą kryją się szczere chęci częstego zaglądania na czyjś blog. Jeśli jakaś strona mnie interesuje, to odwiedzam ją bez względu na to czy jej autor czyta również moje posty. Owszem nie robię tego regularnie, bo mam na głowie szkołę, która pochłania sporą część mojej doby, ale nigdy nie węszę w komentowaniu swojego interesu. Bo wybaczcie, ale uważam, że jest to obrzydliwe jak każda inna interesowność.

Kilk, klik 

Wspomniałam również o akcji, którą pieszczotliwie nazwijmy poklikaniem. Autor bloga bierze udział w kampanii, która ma mu przynieść profity. I tak za każde kliknięcie w link dostaje jakieś wynagrodzenie np. gratisy. Mało tego, że szumi o akcji na swoim blogu i za wszelaki klik oferuje reklamę stron innych czytelników (a, że ludziom zależy na byle jakim rozsławieniu dzielnie stukają w myszkę lub gładzik) to jeszcze bezczelnie prosi się o to pożal się Boże poklikanie komentując na innych blogach. Dla ciebie to tylko chwilka, będę wdzięczna za pomoc - piszą, a ja znów wzdycham bo nie nawykłam klikać gdzie popadnie. I niestety taki blogger automatycznie traci dla mnie na wiarygodności.

Długo nosiłam się z zamiarem napisania podobnego postu i finalnie jestem usatysfakcjonowana, że podjęłam się tego zdania. Dostrzegam, że niejeden blogger boryka się z podobną przypadłością i uważam, że warto o tym pisać. Może ktoś uzna mnie za bezczelną, w końcu poniekąd wyznaczam zasady komentowania. Ale jak wspomniałam na początku; moje podwórko, moje zabawki. Przy okazji tego wpisu gorąco dziękuję wspaniałym komentatorom, którzy dzielą się ze mną szeregiem ciekawych spostrzeżeń i opinii. Dajecie mi mnóstwo motywacji do działania, jestem dumna, że mogę pisać dla tak zacnego grona.

A co Ty sądzi o tego typu komentarzach?

 Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło


You Might Also Like

8 komentarze

  1. Gdy 7 miesięcy temu zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem, zupełnie nie zdawałam sobie sprawy ze skali zjawiska, o którym piszesz. Wcześniej w ogóle nie interesowałam się blogosferą; pomysł, by zostać blogerką, spadł na mnie któregoś dnia jak grom z jasnego nieba - ma to zapewne pewien związek z kryzysem wieku średniego ;)) ufam jednak, że w moim blogowaniu mieści się coś więcej niż tylko chęć "komunikowania światu o swojej domniemanej wyjątkowości" - jak trafnie podsumował intencje niektórych blogerów / blogerek patrykfi. Przede wszystkim nie wiedziałam wówczas, że dziś każdy prowadzi blogi. KAŻDY - bez względu na to, czy ma coś do powiedzenia czy nie. A przeważnie niestety nie ma... Takich bezrefleksyjnych istot z reguły nie interesują przemyślenia innych. Nie czytają, bo czytanie wymaga przynajmniej odrobiny intelektualnego wysiłku. Komentarz jest dla nich wyłącznie formą autoreklamy.
    Wiadomo, że wszyscy chcemy mieć szerokie grono czytelników. Pisanie sobie a muzom może i zadowalało Kochanowskiego, ale w dzisiejszych czasach marzy się nam spektakularny sukces. Jednak nie taki za wszelką cenę. Gdzieś w tym wszystkim warto zachować klasę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie błysnę tutaj oryginalnością pisząc: doskonały post :) Na blogowaniu znam się tak jak na obsłudze młota pneumatycznego, ciągle odkrywam coś nowego; nie mam ustawionej moderacji komentarzy - jeszcze nie doświadczyłam masowej inwazji spamero-hejterów, ale kwiatki typu: "fajny blog" się zdarzają oczywiście. Jeżeli ktoś prowadzi bloga i ma na celu tylko szybciutkie wypromowanie go i nachapanie się mamony to daleko na takich komentarzach nie zajedzie, chociaż może się mylę? Dla mnie fenomenem są blogi szafiarek, gdzie straszą jakieś żałosne fotografie i zero słów, a mimo wszystko tłum napalonych bab tam zagląda i nabija licznik - to jest jakieś niepojęte zjawisko i popularność tego typu działalności pozostanie dla mnie zagadką, prawdopodobnie, do końca mojego radosnego żywota ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze stresuję się, czytając u Ciebie ten tekst przy "komentarzach", czy przypadkiem mój nie zostanie również zaliczony do spamu ;);)

    U siebie nie jestem tak restrykcyjna, ale też to zupełnie inny format bloga, opierający się głównie na "pokazywaniu", więc wiem, że czasami ciężko byłoby skomentować inaczej. Póki co nie spotkałam się więc z żadnym rażącym spamem. Odnoszę jeszcze wrażenie, że takie blogowe spamowanie jest bardzo popularne u osób młodszych, które dopiero co rozpoczynają swoją przygodę z blogowaniem, a do mnie póki co zbyt wiele takich nie trafia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko ja nie chciałam nikogo stresować! :) Chodziło mi wyłącznie o osoby, których komentarze są zwykłą auto autoreklamą czyli teksty w stylu "fajny post", "super blog", "piękne zdjęcie" albo propozycje wzajemnej obserwacji czy prośby o to całe "poklikanie". Wiem, że podobne sytuacje zdarzą się także na innych blogach i być może innych bloggerów to nie razi, ale mnie nawet jako czytelnika irytuje tak ignorancja. Bo komentarze powinny coś wnosić. U Asi z bloga Style Digger stanowią one przedłużenie tekstu i zdarza mi przeczytać wszystkie wypowiedzi czytelników :)

      Usuń
  4. Cóż, trudno mieć pretensje o takie cenzurowanie. Mnie też cieszą tylko komentarze, po których można poznać, że komentujący przeczytał tekst...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam :-] ja dopiero zaczynam przygodę z pisaniem bloga, jak i z czytaniem blogów, jakkolwiek uwielbiam dobre zdjęcia, to jeszcze bardziej lubię dobre posty, które są napisane składnym językiem, muszę przyznać, że przeczytałam ten post bez przystanków :)
    Z tymi kliknięciami, polubieniami itd..to grubsza sprawa, i ma swoje źródło w samych ludziach, wydaję mi się, że niektóre osoby łatwo ulegają stwierdzeniu, że ich wartość opiera się na liczbie tzw lików, obserwujących... kiedyś niczego takiego nie było, albo tekst jest dobry i godny uwagi, albo nie, i wtedy najlepiej to przemilczeć. Ja piszę bo to lubię, i chcę się rozwijać, a czytam bo szukam inspiracji :)Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Też zaczęłam w wieku 12 lat, i jeszcze była to era nabijania spamu w zamian za zrobienie banneru lub avatara na bloga... Dżizas. No ale tak było 10 lat temu :D
    To, że istnieje niechęć wobec komentarzy typu "Fajna notka, zapraszam do mnie" to sprawa bezdyskusyjna. Dziwię się, że osoby zostawiające podobne komentarze jeszcze nie zmieniły swojej taktyki, bo przecież takie działania nie przysporzą im odwiedzin i czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak teraz czytam swój komentarz, to wydaję mi się arogancki. Jeśli jest taki, to przepraszam. Już tu można zobaczyć Twój wielki talent pisania felietonów- wywołujesz masę emocji i przemyśleń, a tym bardziej gdy się pisze komentarz "na świeżo". Gratuluję, to świetnie napisany tekst!

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe