MODA NA MINIMALIZM

12:58


Ludzie od zawsze pragnęli "mieć". Naturalnym celem naszego życia stało się, więc dążenie do bogactwa. Dla znaczącej części populacji praca stanowi możliwość zarobku, a kwestie zaspokajania własnych ambicji spadają na dalszy plan (czemu na dobrą sprawę trudno się dziwić). Gdybyśmy mieli rozpatrywać ostatnie stulecie, na pewno należałoby wskazać zakończenie zimnej wojny jako istotny przełom, kiedy warunki życia w wielu krajach znacznie się poprawiły. Ludzie zachłysnęli się możliwością wyboru, wyższe wykształcenie stało się czymś znacznie powszechniejszym, a możliwość rozwoju zaowocowała w pieniądzach. I tak po czasie ciągłej gonitwy za dobrobytem świat stanął w miejscu i sięgnął do korzeni, kiedy ludzie mieli tylko tyle by móc przetrwać. W ten sposób z mody "na bogato", której celem samym w sobie było nie tyle mieć co pokazać innym, że się ma, nastała moda na minimalizm. Przetłumaczyłam sobie to stwierdzenie na najprostszy język i doszłam do wniosku, że dziś im masz mniej i oczywiście głośno o tym mówisz tym jesteś fajniejszy. 

Teoria vs życie

Trudno poddać krytyce sam minimalizm. Jest to bowiem zjawisko tak stare, że przewyższając nas wszystkich wiekiem musi zostać zaakceptowane. W końcu tak właśnie żyli nasi przodkowie. W teorii idea posiadania niewielkiej ilości rzeczy, dokładnie takiej, która pozwoli nam przetrwać, a jednocześnie nas nie przytłoczy jest naprawdę bardzo piękna. Już sam Epikur zajmował się kwestiami minimalizmu. Według jego teorii im więcej mamy, tym bardziej się martwimy. Jedna z polonistek w liceum tłumaczyła nam to w następujący sposób: "Jeżeli masz pięć samochodów, posiadasz jednocześnie więcej problemów. Po pierwsze martwisz się czy nikt ich nie ukradnie, po drugie nie jesteś wstanie jeździć każdym samochodem na tyle, by nie zaczął psuć się od nieużywania, po trzecie masz dylemat, który samochód wybrać na dany dzień, po czwarte wykupujesz aż pięć ubezpieczeń. Finalnie samo posiadanie zamiast sprawić ci radość przysparza zmartwień". W teorii brzmi ładnie, prawda? No właśnie, ale teoria to jedno, a życie to drugie. 

Lubię mieć

Ograniczenie do minimum przywodzi mi na myśl czasy PRL-u. Co prawda, jako rocznik 98' nie miałam z tym okresem żadnej styczności, ale rozszerzona historia oraz rodzinne opowieści wykreowały mój obraz o tamtych czasach. Nie będę się tutaj zagłębiała w kwestie ustroju i ideologii, bo zdaję sobie sprawę, że niewiele osób interesuje się historią, ale warto zwrócić uwagę na pewne założenie z tamtych lat; wszyscy mieli po równo. W rzeczywistości wyglądało to tak, że większość miała po prostu niewiele i poniekąd prowadziła minimalistyczne życie. Gro osób było po prostu nieszczęśliwych. Bo mieć tyle o ile, wręcz byleby tylko przeżyć nie jest kluczem do szczęścia (jak głosi szerokie grono blogerów). Osobiście nie wyobrażam sobie życia z jedną torebką, jedną parą butów i pokojem, w którym stoi wyłącznie łóżko, szafa i biurko. Dlatego, że jestem zmanierowana?  Nie, ja po prostu chcę czerpać z życia przyjemność. Oczywiście, że pieniądze szczęścia nie dają, ale zaciskania pasa w imię propagowanego przez świat nurtu także nie jest dobrym rozwiązaniem. Jak we wszystkim i ze wszystkim należy zachować umiar. 

Przyznaję, że uwielbiam wyszukiwać nowe blogi, które umilałyby mi wolne poranki. Niestety od dłuższego czasu przytłacza mnie zaskakująca ilość postów propagujących minimalizm. Co gorsza na większości stron czuć sztuczność i propagowanie nurtu, którego autor(ka) kompletnie nie czuje. To trochę jak zabawa w głuchy telefon. Bardzo często pomiędzy sformułowaniem, które wyszło od autora, a tym które wypowiada ostatnia osoba w kole jest ogromna przepaść. Szereg osób zmieniało sens pierwotnej wypowiedzi, aż stworzono coś zupełnie nowego. Właśnie tak odbieram dzisiejszy minimalizm. To zwykła moda, która przeminie jak wszystko inne.  Jutro, za miesiąc, a może za rok  znów zapragniemy "mieć". I powiem Wam szczerze, że strasznie współczuję osobom podatnym na wpływy. Biedaki okroili swój dobytek do minimum, a jutro będą  musieli gromadzić wszystko od zera.

......................................................................................................

Co sądzisz o minimalizmie?

 Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło



You Might Also Like

8 komentarze

  1. Potwierdzam, minimalizm wg mnie zrobił się po prostu modny, jest trendy. Choć niektórym może się to 'przyda', bo znowu gromadzenie i takie zbieractwo też nie jest dobre. Ja minimalizm wprowadziłam w 2 sferach: kosmetyki- przestałam kupować rzeczy modne i polecane, na zapas oraz torebki, bo i tak chodzę tylko w 3 maksymalnie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak każda moda, jest na nią szał, jednak on z czasem przeminie. Zgadzam się z tobą, obserwuję wiele osób, które dodają minimalistyczne zdjęcia, ujęcia wnętrz, czy dekoracji w tym stylu, jednak to z czasem każdego. Ja nie prowadzę minimalistycznego życia, ani nie mogłabym się pochwalić tak perfekcyjnymi zdjęciami ukazującymi na przykład wnętrze w tym stylu. Niestety nie zawsze stać każdego na to, aby móc podążać ściśle za trendami :) Chociaż łapię się na tym że poszczególne rzeczy mi się podobają, a chęć ich posiadania wzrasta gdy widzę je u innych :) Zostaję na dłużej, oraz Obserwuję cię na instagramie, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ta moda jest chyba zwykłą ludzką reakcją na falę konsumpcjonizmu, który akurat u nas był strasznie silny po 1989 roku ;) Uwielbiam, opowieść mojej sąsiadki, kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych pojechała z moją mamą na zakupy. Wiadomo, starsza koleżanka, z trójką dzieci, a one po raz pierwszy w dużym sklepie. Pchała wózek kółko w kółko za moją matką i pakowała do niego dokładnie to samo :D Moja mama brała po 10 galaretek w każdym z kolorów tęczy, brała i ona ;) Dopiero w domu, rozpakowując zakupy trafiło do niej - "co ja zrobię z tymi wszystkimi galaretkami?!" ;)

    Poza tym myślę, że większość ludzi to takie trochę "mentalne chomiki", które boją się, że kiedyś zabraknie. Minimalizm jest swego rodzaju odtrutką. Łatwy dla młodszych pokoleń, które nie znają ani biedy, ani wojny - niczego nie potrzebujemy "na zapas", bo zawsze możemy podejść do jednego z setek sklepów.

    Siebie zawsze określam jako maksymalistyczną minimalistkę ;) Lubię rzeczy piękne, często bogato zdobione itd., ale nie trawię nadmiaru tych rzeczy. Do szczęścia wystarczy mi jeden puder, ale musi to być Guerlain. Jedna czarna torba, ale musi to być skóra najwyższej jakości. Itd., itp. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och historia o sąsiadce ma w sobie coś uroczego :)

      Bardzo mądre podejście, bo w końcu 30 tanich pudrów zda się na nic a suma summarum cena wyjdzie porównywalna do tego jednego, porządnego :)

      Usuń
  4. Już dawno stwierdziłam, że minimalizm (w ujęciu ostatniej na niego mody) nie jest dla mnie. Jestem chomikiem, posiadanie daje mi poczucie bezpieczeństwa, lubię rzeczy i lubię mieć rzeczy (nie tylko ubrania) na wiele przydarzających się okazji. I co z tego, ze foremki do ciasta w kształcie psa używam raz na dwa lata? Po to ją kupiłam, by wypiek w niej stanowił niespodziankę i radość dla dziecka- a nie codzienny chleb powszedni.
    I podobnie ze wszystkim innym...
    Ale sama idea minimalizmu, kilka przeczytanych na ten temat książek, sporo zmieniło w moim podejściu. Dało do myślenia. A to ważne. Bardziej świadomie robię zakupy. Patrzę na jakość. I staram się ograniczyć te zakupy, które zadowalają jedynie potrzebę posiadania. I, choć posiadam ogrom rzeczy, to zaszła we mnie zmiana. Zamiast coś wyrzucać i kupić nowe, staram się naprawiać. Polubiłam się na nowo z igłą i nitką- przyszywam guziki, ceruję dziury, wymieniam wymienialne elementy. I podobnie z relacjami ludzkimi:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądre podejście, w końcu każdy z nas powinien definiować minimalizm tak jak go czuje :)

      Usuń
  5. Chyba nigdy nie odnajdę się w minimalizmie, mimo, że w domu samych mebli mam dość mało to uwielbiam wszelkiego rodzaju bibeloty i dekoracje. Kocham je zmieniać, odświeżać przestrzeń, która mnie otacza. Dzięki temu mój salon o każdej porze roku wygląda inaczej. Wiosną wprowadzam elementy, które budzą z zimowego snu, latem nastaje feria barw, jesień staje się pomarańczowo-żółta, a zimą kocham złoto i srebro :) Jesli chodzi o moją szafę to trochę powtórzę przedmówczynię, również zaczęłam kupować świadomie. Nie przepadam za zakupami, więc zawsze wpadałam do sklepu i po prostu brałam to co mi wpadło w oko bez większego zastanowienia. Teraz gdy potrzebuję nowej torebki czy butów staram się znaleźć taką rzecz, która wytrzyma ze mną lata i będzie ponadczasowa.

    P.S. Nigdy bym nie powiedziała, że jesteś z rocznika 98'! :) Na pewno będę tu wpadać częściej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och doskonale rozumie, ja również uwielbiam zmieniać dekoracje, upiększać i cieszyć się ich widokiem.

      Naprawdę? A na jaki rocznik wyglądam? ;))

      Usuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe