PRAWO DO SMUTKU

20:33


Wiesz czym jest weltschmerz? Humaniści definiują to zjawisko jako ból z powodu świata, ból istnienia, którego prekursorem był Goethe autor powieści epistolarnej, pt. "Cierpienia młodego Wertera". Przypadłość niejednokrotnie przejawiała się w literaturze, choć definiowano ją inaczej i dotykała innych postaci. Dlatego jeśli spytasz czemu bohaterowie romantyczni musieli być nieszczęśliwi odpowiem Ci weltschmerz. Gdybyś żył w tamtych czasach, drogi czytelniku wstyd by Ci było nie czuć smutku, zresztą czasy były takie, że pewnie nie miałbyś z tym najmniejszego problemu. Jeżeli któryś z romantycznych utworów był napisany w nieco pogodniejszym tonie, na przykład nasza epopeja narodowa to i tak w efekcie okazał się być dzieckiem tęsknoty, w przypadku "Pana Tadeusza" tęsknoty za Litwą. Wyobrażasz sobie prozaiczność, przyziemność i niezdefiniowaną radość w epoce Gustawa, Konrada, Wertera, Wallenroda? A czy nie dostrzegasz, że w naszej epoce, epoce motywujących blogów i opisów "możesz wszystko" pod zdjęciami na instagramie, zakazany zaczyna być smutek, ból i cierpienie?

I need some sleep"

Pewnie uznasz, że jestem za młoda, za mało żyłam, za mało widziałam, aby móc mówić o takich rzeczach, ale jednak spróbuję zaryzykować. Dotyka mnie i jednocześnie zupełnie nie obchodzi, gdy ktoś stwierdza, że za dużo myślę i doszukuję się sensu w sensie - ambiwalencja. Jakiś czas temu przyjaciółka (mistrzyni wyszukiwania pięknych słów) podesłała mi link. Link z wypowiedzią Agnieszki Graff, pod którym mogłabym się podpisać obiema rękami i nawet nogami gdybym potrafiła. Chłonę te słowa całą sobą, bo już dawno się z niczym nie mogłam tak bardzo zgodzić. Owszem, na świecie zaczął panować przymus bycia szczęśliwym. Jednak zanim rozkręcę się na dobre w wylewaniu swoich zażaleń muszę sprostować, że nie mam nic przeciwko szczęściu. Jak każdy człowiek pragnę czerpać z życia, odczuwać radość i być pełna energii i nadziei. Ale nie jestem robotem. Ani ja, a ni Wy, ani nikt inny (pomijając oczywiście roboty). Wszyscy posiadamy zdolność czucia, a to czyni nas w pewien sposób słabymi i silnymi jednocześnie. Oprócz tego, że umiemy czuć szczęście czujemy także smutek. Smutek, przed którym nie możemy uciekać, bo on prędzej czy później i tak nas dopadnie. Po co, więc ciągle znikać mu z pola widzenia? Czasem trzeba zdjąć swój pancerz ochronny i zwyczajnie się poddać. Pozwolić sobie na łzy, na sen w niedomytym  makijażu i noc wypełnioną dźwiękami I need some sleep. Właśnie na tym polega życie - na równowadze.

Moda na szczęście

Jakkolwiek okrutnie to zabrzmi zaczęła panować moda na szczęście. Bloggerki nie potrafią oprzeć się wrzucaniu motywujących zdjęć na instagram i wpisów, które mają nam uświadomić, że co by się nie działo życie jest dobre. Oczywiście, należy być wdzięcznym za dar bycia czy to Bogu, losowi, światu albo rodzicom w zależności od tego jakie mamy poglądy. Ale wdzięczność za moc przebywania na Ziemi nie oznacza, że życie jest z reguły dobre. Cechuje je przede wszystkim nieobliczalność, którą ciężko zakwalifikować do jakiejkolwiek grupy. Życie moi drodzy po prostu jest i co by się nie działo armia niepoprawnych optymistów nie wymaże ze świata smutku i nie zakuje w kajdany tych, którzy go odczuwają.

Szacunek do smutku

Znajdę tu jakiś fanów Przyjaciół? W jednym z sezonów, Phoebe spotykała się z człowiekiem, który był niepoprawnym optymistą. Zachwycał się dosłownie wszystkim, nawet autostrada i kłótnia stanowiły dla niego czyste piękno. Postać sama w sobie była zabawna, ale domyślam się, że życie z kimś takim to prawdziwa męka. Wyobraź sobie, że każda dramatyczna sytuacja jaka miała miejsce w Twoim życiu jest tłumaczona w taki sposób, że nagle nie możesz ulżyć sobie płaczem, nagle tracisz prawo do smutku. Bo przecież jakże łatwo jest dawać komuś rady, kiedy ani razu nie założyło się jego butów i nie przeszło tę samą drogą. Lekko przychodzą frazesy: "będzie dobrze!", "wszystko się ułoży" kiedy samemu nie miało się do czynienia z daną chorobą, sytuacją, przeżyciem. Niezwykle proste jest emanowanie optymizmem, kiedy los sprzyja, wtedy naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego koleżanka z bagażem przeżyć nie jest w stanie wziąć  się w przysłowiową garść i żyć dalej. Czasem jednak wypada zdjąć różowe okulary i z godnością pozwolić sobie na płacz, bo gdyby nie smutek nie wiedziałbyś jak smakuje szczęście. Okażmy mu, więc odrobinę szacunku. 

......................................................................................................

A Ty dajesz sobie przyzwolenie na odrobinę smutku? 

Fotografia we wpisie: Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło)




You Might Also Like

22 komentarze

  1. Uważam że mówienie o smutku jest ważnym elementem naszego życia, ale masz racje że raczej wszyscy wrzucają fajne, miłe, motytwujące zdjęcia czy wpisy. I z jednej strony dobrze bo i tak na świecie jest zbyt wiele smutku ale z drugiej każdy ma prawo być smutnym z jakiegoś powodu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy wpis, dał mi dużo do myślenia. W trudnych chwilach, nie chciałabym słyszeć oklepanego "będzie dobrze!". Wystarczyłby mi fakt, że mogę się komuś wyżalić, wypłakać, to nic złego. Ciężko myśleć, że będzie dobrze, kiedy jest fatalnie. Wydaję mi się,że nie powinniśmy zapominać o smutku, aby wciąż równie mocno doceniać radość.
    Przede wszystkim równowaga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutek również obecny jest w życiu i nie można tłumić go przymusowym uśmiechem. Są sytuacje, w których to normalne, że jesteśmy smutni. Ważne jednak, by tego smutku naprawdę było jak najmniej. Nie uciekniemy od niego, musimy go przeżyć, każdy po swojemu. Smutek przeżyty świadomie, we właściwy sposób wydaje mi się, że szybciej minie, niż ten ukrywany pod sztucznym szczęściem. A odcinek "Przyjaciół" oglądałam, świetny jak każdy! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mądrze napisane - świadomy smutek przeżyty w zgodzie z samym sobą jest lepszym rozwiązaniem problemu niż sztuczne szczęście. Im bardzie chcemy go ukryć tam bardziej nas pogrąży...

      Usuń
  4. Nic dodać, nic ująć. Widziałam gdzieś dzisiaj tekst, że nie ma czegoś takiego jak "złe emocje", wszystkie są dobre i potrzebne. Gdyby nie te smutne chwile, nie moglibyśmy bardziej cenić tych, w których wszystko jest dobrze, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo się z Tobą zgadzam, tym bardziej, że temat jest mi bardzo bliski, nawet wspominałam o tym na blogu, że lubię pielęgnować mój smutek. To czasami pozwala nam na przemyślenie wszystkiego, przeanalizowanie każdej drogi, plus nieraz ten smutek powodował nagły przypływ weny twórczej, i dzięki niemu powstają rzeczy, z których jestem dumna. Co to byłoby za życie, bez smutku.. mało kto doceniałby wtedy szczęście.. Trafny tekst! Gratuluję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)

      Dokładnie, dzięki smutkowi wiemy jak może smakować szczęście. Czasem trzeba go potraktować jako dar, a nie zło konieczne.

      Usuń
  6. Jaki dojrzały i mądry wpis.
    I szczerze mówiąc notką na temat smutku, pocieszyłaś mnie ;) Dlatego, że mnie dość często towarzyszą rozmaite emocje (nierzadko smutek), co też widać po moich wpisach i niekiedy odnoszę wrażenie, że ludzie wręcz oczekują czegoś wesołego, radosnego. Tyle, że ja nie chce się do niczego zmuszać, nie chcę robić niczego na siłę. Jeśli jestem zła, to nie będę skakała z radości, jeśli będzie mi smutno, to nie będę uśmiechała.
    Wszyscy mamy prawo do przeżywania całego wachlarza uczuć i emocji.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo:)
      Czuję podobnie, kiedy jest mi źle naprawdę z trudem powstrzymuje się przed okazaniem tego światu. Po prostu nie umiem udawać własnych emocji.

      Usuń
  7. Zgadzam się z tobą w pełni! A nawet przyznam, ze nic mnie tak ni denerwuje jak motywujący ludzie pełni pozytywnej energii. Niestety, kiedy wypowiadam tą opinię na głos spotykam się z całkowitym niezrozumieniem - przecież coś co jest pozytywne MUSI się podobać. Mi się nie podoba, mnie denerwuje te ciągłe powtarzanie mdłych frazesów, mnie to nudzi - niemożliwe, takich ludzi nie ma. Wszyscy czują się bardzo szczęśliwi czytając wpisy ładnych 14- latek o motywacji i pożeraniu zdrowej marchewki.
    Zaraz przypomina mi się ,,Kandyd", powiastka filozoficzna Woltera. Jeden z jej bohaterów wciąż powtarzał, ze żyjemy w najlepszym ze światów: co z tego, że spalili mu dom, siostrę zgwałcili i poranili, co z tego ze został wygnany, przecież ten świat jest najlepszy! Własnie tak zachowuje się obecnie większość blogerów. W ogóle nie widząc, jacy są śmieszni i jednocześnie smutni w tym ciągłym optymizmie.
    I nie, to nie jest gderanie wiecznego smutasa, bo właśnie jestem chyba najszczęśliwsza w całym życiu - ale z moich własnych, indywidualnych przyczyn, nie pod wpływem rzeczy które chcieliby mi narzucić inni. I banany ani truskawki nie grają w tym żadnej roli!

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy miałam naście lat miałam wrażenie, że moja dusza ma znacznie więcej. Męczyło mnie otoczenie i jego pustość, to czym fascynowali się inni nie miało dla mnie żadnego sensu. Jestem wesołą osobą, ale nie zawsze potrafię się odnaleźć we wszystkich sytuacjach. Smutek to piękne uczucie oczywiście w odpowiednich dawkach. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję serdecznie :)
    Ja również, bardzo zgadzam się z tym co napisałaś. Prawdziwa radość to najpiękniejsze z uczuć, ale sztuczny optymizm staje się chorobą XXI wieku.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Super powtórka do czekającego mnie egzaminu z filozofii kultury jeśli chodzi o pojęcie weltschmerz :)

    Zgadzam się, nie ma co zakładać pancerza. Smucić się i popłakać wolno każdemu. Gdyby smutku nie było to jaka byłaby radość ze szczęścia. Są takie sytuacje, kiedy ciężko mówić komuś "Będzie dobrze, ułoży się", wtedy moim zdaniem powinniśmy się dobrze zastanowić, czy nie lepiej pomilczeć z drugą osobą niż pocieszać utartymi frazesami.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Sądzę, że problem jest głębszy. Problem leży w okazywaniu emocji - mało kto okazuje smutek, ale czy tak wiele osób pokazuje radość? Jesteśmy raczej ponurym narodem. Nie tak dawno obserwowałem dzieci zjeżdżające na sankach - jak one potrafiły okazywać radość, a także ból i smutek, gdy któreś spadło na ziemię i się potłukło. Im jesteśmy starsi, tym bardziej umiejętność wyrażania autentycznych emocji zatracamy.
    Oczywiście, że smutek jest ważny dla naszej egzystencji, zapewnia równowagę. Tak samo kryzysy w gospodarce są potrzebne, aby po nich mógł nastąpić rozwój. Natomiast nie utożsamiałbym smutku z pesymizmem, czy radości z optymizmem, to są inne odczucia. Nie ma żadnej sprzeczności w tym, że optymista odczuwa smutek. Optymista, to nie człowiek, który nieustannie szczerzy zęby w uśmiechu, lecz człowiek, który w trudnych sytuacjach dostrzega możliwości, okazje, szanse zmiany na lepsze. Natomiast pesymista tych szans nie dostrzega. Najlepszym przykładem tego pierwszego jest postać Viktora Frankla.
    Mówienie człowiekowi, który przeżywa smutek "wszystko będzie dobrze", świadczy, że nie szanujemy tego człowieka, nie szanujemy jego aktualnego stanu...

    OdpowiedzUsuń
  12. Czysta prawda ujęta w prostych słowach. Doskonały wpis, zmuszający do refleksji. Świadczy to między innymi o Twojej dojrzałości. Jesteś umiejętna w rozpoznawaniu sztuczności ludzkiej. Nigdy wcześniej nie myślałam w ten sposób i chyba to było błędem. Pozdrawiam gorąco! ;)

    http://pocomiwiecejx3.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Karolino, rewelacyjny tekst - bardzo prawdziwy, życiowy i dojrzały. Naprawdę dobrze czyta się to, co piszesz. I nie chodzi tu tylko o Twoją dojrzałość , uważność i wnikliwą obserwację, ale również o Twoje lekkie pióro. Nie ukrywam, że mam słabość do naszego ojczystego języka, studiowałam kiedyś filologię polską i uwielbiam czytać wszystko, co napisane jest ładną polszczyzną. Sama nigdy nie miałam wielkich zdolności pisarskich, ale lubię zachwycać się nimi u innych:-). Swoją drogą, jeśli lubisz pisać, to z całego serca polecam Ci rewelacyjną lekturę pt.: "Wszystko zależy od przyimka" (Bralczyk, Miodek, Markowski). To istna wirtuozeria i zabawa słowem.
    A teraz wracam do tematu przewodniego, ponieważ dość mocno od niego odbiegłam.
    Zgadzam się z Tobą, internet (a w szczególności instagram) aż kipi od optymizmu. Czasem sobie myślę, że chyba jest po prostu taka potrzeba, bo świat moim skromnym zdaniem powoli wariuje, a raczej ludzie zamieszkujący ten świat. Dużo stresu, pracy, pogodni za karierą, pieniędzmi powoduje coraz więcej nieszczęść wokół. I stąd chyba to motywowanie optymizmem. Jeśli jest on szczery - super, sama lubię patrzeć optymistycznie na świat. Jeśli jest wykreowany, na potrzeby- tego nie kupuję.
    Optymizm optymizmem, ale życie to nie tylko szczęśliwe chwile. Jest dokładnie tak jak napisałaś, nie ma możliwości żeby przez całe swoje życie przejść z uśmiechem na twarzy, z samymi radosnymi chwilami na koncie.
    Ja osobiście pozwalam sobie na przeżywanie smutku, bo tłumienie negatywnych emocji to moim zdaniem krzywdzenie samego siebie. Jestem wrażliwcem, więc albo cieszę się jak małe dziecko kiedy jestem radosna, albo płaczę, kiedy jest mi źle. To oczyszczające.
    Czytając Twój post, nasunęła mi się pewna myśl towarzysząca. Piszę towarzysząca, ponieważ nie dotyczy typowo smutku, ale jest spokrewniona z tym tematem.
    Na mojej półce oprócz wielu innych, stoją dwie książki do których wracam: "Chustka" oraz "Magda, miłość i rak". Książki trudne, bo dotyczą tematu raka, odchodzenia, cierpienia i godzenia się z losem. Z drugiej strony, to książki o radości, celebrowaniu codzienności i cieszeniu się drobiazgami. Nie da się ukryć, że lektury te wywołują wiele emocji. Spotkałam się z opiniami, że nie każdy jest w stanie je przeczytać, bo temat trudny, bolesny, bo brak odwagi itp. Pewnie tak jest i każdy ma prawo tak czuć. Ja jednak nie żałuję, że je przeczytałam, bo choć wiele razy w trakcie czytania czułam smutek, ciekły łzy, to czułam potrzebę pochylenia się nad tym tematem. Dlaczego? Ponieważ jest tak jak piszesz. Życie to nie tylko piękne, radosne chwile, podróże, zabawa, praca itp. Życie to również czasem wspomniany smutek, żal, rozpacz. Czasami właśnie te emocje pozwalają docenić to co mamy. Teraz zbieram siły do lektury "Zorkowni" Agnieszki Kalugi.
    Rozpisałam się, ale temat bardzo ciekawy, więc wybacz:-), pozdrawiam ciepło i czekam na Twoje kolejne wnikliwe obserwacje.

    OdpowiedzUsuń
  14. Udanego wieczorku, Karolinko ;)

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. Well, po pierwsze oglądnęłam kilka razy wszystkie sezony przyjaciół. Po drugie zawsze byłam trochę takim Werterkiem , jestem szczęśliwa w tym momencie życia, ale nigdy nie próbuję na siłę wszystkiego usprawiedliwiać, smutek i melancholia jest częścią mojej osoby i jest mi z tym bardzo dobrze. Ponadto, bez dramatów, bez smutku i łez...podejrzewam, że dużo dobrych książek i wierszy nigdy by nie powstało.

    OdpowiedzUsuń
  16. Ah! Sama ostatnio myślałam o tym temacie. Na siłę starałam się, wmawiałam sobie, że nieważne co się stanie, życie i tak jest dobre, świat jest cudowny, a ja muszę być szczęśliwa. Żyłam tak sztucznie, tak na siłę, że jak przyszło co do czego, skumulowane emocje wybuchły i przeryczałam miesiąc w łóżku, zastanawiając się, czy to już czas na kolejną konsultację z psychiatrą. No cóż.
    Świetny wpis, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Dodajmy jeszcze, że nie wiadomo gdzie byśmy dziś byli, gdyby nie ludzki smutek i niedola. Przecież to deprywacja jednostki najbardziej motywuje do pracy, do udowodnienia światu, że nie jesteśmy do niczego! Tyczy to się zarówno brazylijskich piłkarzy kopiących szmacianą piłkę z psem, jak i niespełnionych, przymierających głodem literatów odrzuconych przez atrakcyjne (bo wpisujące się w obowiązujący w danym momencie i miejscu kulturowy wzór piękna) kobiety!

    #Zdelegalizować_coaching_i_rozwój_osobisty x)

    Pozdrawiam!
    www.kulturaifetysze.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  18. Weltschmerz, oczywiście pojęcie znane każdemu, kto czytał ,,Cierpienia młodego Wertera" i tak po części chyba je do siebie odnoszę. Smutek jest naturalny, wiadomo lepiej mieć uśmiech na twarzy, być szczęśliwym - o to w życiu chodzi. Ale radość można udawać, smutku raczej nie. Nie mówię o aktorach, oni muszą, za to im płacą, ale nawet im czasem łzy na zawołanie nie lecą, tylko muszą być ,,wytworzone". Myślę, że smutek też dłużej trwa niż radość. Ona często jest ulotna, a on długo nie chce odejść. Dzisiaj to szczęście jest na pokaz, takie odnoszę wrażenie. Świetny tekst. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak to prawda, gdybyśmy nie doświadczyli smutku, nie docenilibyśmy szczęścia i radości.

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe