DOJRZEC DO WLOCH

13:16


Gdybym miała sprecyzować na czym polega życie powiedziałabym, że na nieobliczalności. Dawniej wydawało mi się, że definiowała je pozioma linia. Teoretycznie wiedziałam, że ta w każdej chwili może zmienić swój bieg, ale nie do końca wierzyłam w jej zdolności. Złe rzeczy działy się gdzieś daleko, niezwykle dobre także, ja zaś stałam w w kompletnej zwyczajności dnia codziennego odcięta od tragedii i euforii. Ale człowiek dorasta, świat się zmienia i skorupa przeciętności nasiąka silniejszymi emocjami. Dziś już wiem, że taka jest kolej rzeczy, że los będzie działał bez naszego pozwolenia śmiejąc się po cichu z ludzkiej wiary w moc jego kształtowania. Mnie po raz kolejny złapał w ten sam sposób i przekręcił o sto osiemdziesiąt stopni, a ja pomachałam mu na odchodne z wdzięcznością.

Cienka granica nienawiści i miłość 

Niejednokrotnie wspominałam Wam o mojej włoskiej przeszłości. Rodzice pokazali mi wiele miejsc, ale wyjątkowo skrupulatnie wyedukowali mnie w kwestii boskiej Italii. Moja mama zawsze marzyła by zobaczyć Toskanię, więc kiedy po raz pierwszy ujrzała klasyczny obraz tamtych rejonów w oczach stanęły jej łzy. Miałam wtedy dziesięć lat toteż niespecjalnie rozumiałam matczyną reakcję. Przez klika pierwszych lat po tamtym wydarzeniu wracaliśmy do Włoch regularnie, a ja właściwie darzyłam kraj obojętnością. Dopiero wchodząc w rolę typowej nastolatki z całego serca znienawidziłam tamtejszą kulturę. Irytowało mnie dosłownie wszystko co związane z południowym stylem życia, że sjesta uniemożliwia mi zjedzenie posiłku w typowej dla mnie porze, że nie jestem bezpieczna na pasach, że każda kolejka przypomina gęsty krzak, a nieeuropejski wężyk, że chleb  nie jest w ogóle słony i że suszarka na tej samej stacji benzynowej od trzech lat bezskutecznie czeka na naprawę. Jeszcze chwilę niecierpliwie przewracałam oczami, aż w końcu oznajmiłam, że więcej tam nie wrócę. Ale kiedy nadejszła wiekopomna chwila na decyzję gdzie chcę spędzić swoje osiemnaste urodziny  bez większego zastanowienia palnęłam Włochy.

Może naiwnie jest myśleć, że przemówiła przeze mnie nadchodząca wielkimi krokami dorosłość aczkolwiek trudno jest mi znaleźć inne wytłumaczenie na nagłą zmianę nastawienia. Kiedy znalazłam się w Rzymie nagle wszystko to co dawniej doprowadzało mnie do szału okazało się przyjemną odskocznią do sztywnej rzeczywistości. Tyle się mówi o daleko idących skutkach zachodnioeuropejskiego stylu życia doprowadzającego ogromny odsetek osób do wypaleń zawodowych i załamań nerwowych. Nasze organizmy przestają nadążać za biegnącym światem, za machiną pracy nastawioną na zyski. Jest to jednak temat rzeka zdecydowanie zasługujący na oddzielny post. Chciałam tu jedynie napomknąć o wyżej wspomnianym, aby pokazać kontrast  do kultury włoskiej, która mimo geograficznego położenia kraju daleka jest od trendu "życie na deadline".

Tam gdzie telefon nie jest bogiem

Ostatnio zauważyłam niesamowitą tendencję, która zagrzała miejsce nie tylko w moim liceum. Kiedy wchodzę do szkoły pierwsze co rzuca mi się w oczy to setki osób siedzących na ławkach i ziemi na przemian wymieniając telefon z zeszytem i podręcznikami. Zanika zwykła rozmowa na rzecz aplikacji telefonicznych i szybkiego douczania. Nawet na integracyjnym papierosie (nie, ja nie palę) widuję ludzi zajętych czymś zupełnie innym niż procesem poznawczym. Tymczasem zachodząc na rzymskie Zatybrze doszłam do budynku szkoły (prawdopodobnie liceum) gdzie akurat trwała  przerwa. Ludzie siedzieli na parapetach okien machając do mnie przyjaźnie, ktoś nawet zagwizdał. Mimo, że spełniali swój codzienny obowiązek nauki nadal potrafili się śmiać i dobrze bawić w swoim gronie. Mury budynku nie były przesiąknięte tak depresyjnym nastrojem jaki czuć w polskich placówkach. Widziałam tam naprawdę spore grono ludzi i absolutnie nikt nie trzymał w rękach telefonu. A kiedy jadłam pizzę w rodzinnej włoskiej restauracji o cudownej atmosferze, jeden z młodych kelnerów podszedł do mężczyzny zajętego swoim smartfonem i żartobliwie, bo żartobliwie, ale jednak polecił by ten zabrał się w końcu za jedzenie, bo lada chwila mu wystygnie i tyle będzie z włoskiej uczty. Trzeba przyznać, że było to bardzo odważne zachowanie. Wyobrażacie sobie coś podobnego w polskiej restauracji?

Czerwone to tylko sugestia

Włosi są naprawdę śmiali w kwestii wyrażania poglądów i eksponowania swojego nastawienia. Sytuacja z biegu, w innej restauracji wszystkie osoby z pobliskiego stolika wstał przed posiłkiem jak jeden mąż i przystąpił do modlitwy na głos. Obejrzeliśmy się zdziwieni, ale pełni szacunku za tak odważny gest.  Mam wrażenie, że ten kraj wierzy inaczej niż wszyscy, w jakiś prawdziwy przepełniony nadzieją sposób, którego tak bardzo brakuje u nas. Wierzą chyba także w swoją nieśmiertelność bowiem jeżdżą jak wariaci. Włoski styl jazdy jest znany na całą Europę, jak nie świat. W moim ulubionym filmie rozgrywającym się na terenie Italii jeden z bohaterów tłumaczy zależność między sygnalizacją świetlną, a realnym życiem: zielone światło oznacza, że możesz jechać, żółte jest dla ozdoby, zaś czerwone to tylko sugestia. Żarty, żartami, ale włoscy kierowcy naprawdę wyznają podobne zasady, piesi zresztą także. Mijają się wszyscy, wciskają klakson i krzyczą wzajemnie, bo tak nakazuje południowy temperament, ale nikt nie robi problemu z tego uroczego chaosu. Spytacie gdzie jest policja? Tuż obok, przygląda się kolumnie ludzi sunących po jezdni na czerwonym świetle i nic sobie z tego nie robi. I choć jestem zwolenniczką przestrzegania prawa to ten precedens niezwykle mnie urzekł.

Ci Włosi potrafią żyć

Od czasu wyjazdu nasuwa mi się na myśl tylko jedno stwierdzenie: ci Włosi to potrafią żyć. Głośni, weseli, pełni życia. Największą wartością jest dla nich rodzina, z racji temperamentu potrafią na siebie wrzeszczeć, ale nie uznają cichych dni czy nawet lat. Najważniejsza jest zawsze matka obdarzona wielkim szacunkiem. Ręczyć nie mogę, ale śmiem wątpić by jakikolwiek Włoch ośmielił się nazwać mamę per "moja stara."  Praca to tylko praca, źródło utrzymania, a nie sens życia. Zdarzą się oczywiście wyjątki, bo w końcu to one potwierdzają regułę. Na szczęście wyraźnie widoczna większość umie żyć. A ja życzę nam wszystkim byśmy posiedli tę umiejętność zanim chory świat posiądzie nas.

......................................................................................................

Co sądzisz o włoskim stylu życia?

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło)


You Might Also Like

14 komentarze

  1. Tak, tak, po stokroć tak! Zgadzam się z niemal każdym słowem w tym tekście. I nie obchodzi mnie, że wuj szwagra był też we Włoszech i widział kogoś, kto zachowywał się zupełnie inaczej niż opisujesz. Wyjątki nie mają znaczenia, jak sama zresztą wspominasz.

    Też tak masz, że czasem czujesz, że urodziłaś się "nie tam, gdzie jest Twoje miejsce"? I nie chodzi mi nawet konkretnie o Włochy. Po prostu mieszkasz w X, ale ilekroć jedziesz do Y, masz przeświadczenie, że pasujesz tam o wiele bardziej. Na dodatek, gdy wracasz potem do domu, widzisz mnóstwo ludzi, którym X zdaje się odpowiadać, ale Ciebie jakoś tak uporczywie uwiera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja wielbię Włochy bardzo:). Kocham luz, fun, który mają, uwielbiam ich jedzenie ( w dodatku mi nie szkodzi), a włoskie wina przedkładam nad inne - najchętniej pijam właśnie toskańskie i z rejonu Trento. Lubię tez ich język, radosny i na szczęście zrozumiały. Ostatnio oglądałam mecz Juventus - Bayern we włoskim barze, pół na pół Polacy i Włosi. A za to, że mają Dolomity, to już kocham ich najbardziej. Nie ukrywam, że czasem mnie swoim południowym stylem życia wkurzają:)
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolino, dziękuję za odwiedziny. Wspomniałaś z którego jesteś rocznika i przyznam, że zaskoczona jestem dojrzałością, z jaką patrzysz na świat. Poza tym piszesz bardzo interesujaco, więc będę tutaj wracać.
    Kiedy ja pobierałam nauli jescze nie było komórek, może dlatego ludzie bardziej słuchali siebie nawzajem.
    Ostatnio miałam do czynienia z włoskim stylem jazdy: samochód "nauka jazdy",za kierownicą kandydat na kierowcę, zielone światło, a pan instruktor nie zareagował jak "uczeń" przejechał po pasach na zielonym, aby potem czekać aż samochody z poprzecznej ulicy przejadą. To co mi się najbardziej podoba we Włochach to szacunek do matki.
    Dałaś mi do myślenia uwagą odnośnie Włochów: "Praca to tylko praca, źródło utrzymania, a nie sens życia". Może dlatego tak się dzieje, że tamtejsi ludzie są bardziej rodzinni, więc mogą liczyć na siebie nawzajem, nie ma presji, żeby dorosłe dzieci "poszły an swoje"? Być nie jest ważniejsze od mieć?
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkiego najlepszego z okazji 18-stych urodzin :) (na pewno spóźnione życzenia, no,ale co tam:)). A co do włoskiego stylu życia szczerze powiedziawszy również zazdroszczę im takiego "luzackiego" (nasuwa mi się angielskie wyrażenie mówiące o tym, że są tacy "easy-going"), beztroskiego stylu życia oraz faktu, że zawsze są uśmiechnięci. Poza tym, zgadzam się z Tobą, że zapewne w ich słowniku nie ma czegoś takiego jak "deadline" i pewnie dzięki temu (+ dodać pyszne czerwone, wytrawne wino na serce:)) żyją dłużej.

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie byłam we Włoszech bardzo chciałaby się tam wybrać, to co piszesz o "zasadach" na drodze bardzo mi przypomina Turcję w której byłam w ubiegłe wakacje, tam też klakson słychać co chwilę;)) pozdrawiam i zapraszam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę, dowcipy wojenne? No proszę, jeszcze nie słyszałam o takim skojarzeniu :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie byłam we Włoszech ani nie miałam okazji poznać kogoś mieszkającego w tym kraju - więc moja opinia będzie pewnie oparta na stereotypach czy zasłyszanych historiach. Uważam, że Włosi są odważniejsi, nie bawią się w tłumienie swoich uczuć, nie mają problemu z ich wyrażaniem. U nas "na topie" jest powściągliwość, zachowanie pokerowej twarzy w każdej sytuacji. Jakiekolwiek widoczne emocje to oznaka słabości.. naprawdę tego nie rozumiem. Ogólnie nie uważam się za osobę wrażliwą czy delikatną, ale czasem coś do mnie dobitnie trafia - wzruszy mnie lub rozbawi do łez, wtedy inni patrzą krzywym wzrokiem. Naprawdę nie powinny mnie wzruszać niektóre momenty? Nie chcę być skałą, która tylko obserwuje i nic z tego nie wyciąga. Przechodząc do sedna, uważam, że moglibyśmy się dużo od Włochów nauczyć, znaleźć w tym wszystkim złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znałam Włoch od tej strony :) Generalnie bardzo mało wiem o tym kraju, gdyż nigdy się nim nie interesowałam. Ale jak widać warto poświęcić mu trochę czasu. :)
    Co do tych telefonów... Mieszkam w małej miejscowości i u nas to naprawdę tak nie wygląda. Integracyjny papieros to integracyjny papieros, przerwa to ploty albo uczenie się w biegu. Chociażby dlatego szkoda mi opuszczać moje miasteczko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę jest czego pozazdrościć :) U nas niestety to robi się coraz rzadsze...

      Usuń
  9. Plaga uczniów zapatrzonych w telefony- zamiast ze sobą rozmawiających jest mi doskonale znana..przykre to strasznie, że ludzie zamiast ze sobą rozmawiać- wolą się gapić w mały ekran :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Często właśnie jako dzieci nie potrafimy docenić tego, co dają nam rodzice, co daje nam życie...
    Ja nigdy nie miałam okazji być we Włoszech, ale mój chrzestny był parę razy, ostatni raz w zeszłe wakacje i pokazywał nam nagrania... Chyba w Rzymie bym się nie odnalazła... Tyle ludzi, takie tłumy i kolejki... To chyba nie dla mnie :( Albo musiałabym wybrać jakieś mniej popularne miejsca. Jednak południe Włoch mnie zachwyciło <3
    Ale... znam osobiście jednego Włocha i prócz tego, że rodzina jest dla niego bardzo ważna, to zupełnie się nie wpisuję w stereotyp głośnego i wrzeszczącego Włocha :D Ale jest pilotem, to dobrze, że nie jest impulsywny, bo chyba nie wsiadłabym z nim wtedy do samolotu! :D Taki właśnie wyjątek.

    OdpowiedzUsuń
  11. Był we Włoszech ponad dziesięć lat temu. Spodobało mi się tam, i mam zamiar kiedyś tam powrócić. Toskania jest również i moim marzeniem. Może kiedyś... Czas pokaże :)

    OdpowiedzUsuń
  12. No dobrze, zdążyłam jeszcze zobaczyć Duomo w Mediolanie, hihi :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy temat posta. Muszę częściej zaglądać na Twojego bloga - pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe