DOROSNAC W WIECZNYM MIESCIE - RZYM (part 1)

21:16


Naprawdę trudno mi uwierzyć, że od dnia moich osiemnastych urodzin minął już nieco ponad miesiąc. Zdaje się jakbym dopiero wczoraj zapakowała swoją maleńką walizkę i wzbiła się ponad chmury wraz z załogą i innymi pasażerami linii Ryanair. Dzień wylotu okazał się szary, chłodny i dżdżysty, a powietrze pachniało deszczem, więc moment, w którym opuściłam samolot i stanęłam na ciepłej  (mimo późnej pory) włoskiej ziemi był niemal, że szokiem. Nie przerwanie od miesiąca myślę cały czas o tym jak bardzo chciałabym zatonąć w tamtej chwili, chwili, w której cały czar wyjazdu był jeszcze przede mną. W Rzymie spędziłam pięć cudownych dni, z czego dwa należałoby odjąć na podróż - myślę, że nawet ktoś słaby z matematyki jest w stanie obliczyć jak długo było mi dane w pełni cieszyć się atmosferą miasta. Opisanie całego wyjazdu w jednym wpisie wydaje się, więc zupełnie niemożliwe dlatego przewidziałam trzy części owej relacji. Dziś zapraszam Was na pierwszą z nich. Rozsiądźcie się wygodnie, zaraz opowiem Wam o najbardziej wyjątkowym dniu w moim osiemnastoletnim życiu.

Może wydać się to nieco zabawne wręcz dziwne, ponieważ swoje osiemnaste urodziny planowałam mniej więcej dzień po skończeniu siedemnastu lat. Długo zastanawiałam się jak uhonorować ten wyjątkowy dla mnie moment. Początkowo planowałam huczną imprezę dla przyjaciół i znajomych, do głowy przychodziły mi tysiące pomysłów włącznie z przyjęciem na statku. Jednak zapał nie trwał długo - stosunkowo szybko odkryłam, że dzień moich osiemnastych urodzin przypada na czwartek, co mocno komplikowało sprawę. Impreza nie mogła przecież odbyć się w środku tygodnia, a mi szalenie zależało aby świętować ten właściwy moment. Poza tym utworzenie listy gości wydawało się naprawdę niewdzięcznym zadaniem: czułam się zupełnie tak jakbym selekcjonowała znajomych na lepszych i gorszych. W końcu doznałam olśnienia - urodzinowa podróż zdawała się być idealnym rozwiązaniem problemu. Ponadto zdecydowałam, że chcę spędzić ten dzień z ludźmi dzięki, którym w ogóle znalazłam się na świecie - z moimi rodzicami. Znajomi musieli poczekać na to co wymyślę dla nich później. Pozostawało jedynie pytanie w jakim miejscu chciałabym przekroczyć tę wyjątkową linię między dzieciństwem, a dorosłością. I tym razem puściłam wodzę fantazji - mam wrażenie, że w myślach objechałam pół globu ziemskiego. A kiedy w końcu nieco ochłonęłam zaczęła się chłodna kalkulacja. Musiałam wybrać miejsce, które o tej porze roku nie będzie sprawiało kłopotów meteorologicznych, ale również jego odległość nie okaże się specjalnie problematyczna. Ponadto zależało mi aby ogrom zwiedzania nie przysłonił mojego wyjątkowego dnia. Wbrew pozorom decyzja okazała się całkiem prosta. Wybrałam Rzym, który jak pisałam poprzednio ma dla mnie znaczenie sentymentalne, a idealnie rozplanowane loty Ryanaira zdawały się tylko potwierdzać słuszność decyzji.



18 lutego 2016 roku obudziłam się w cudownym hotelu Smart usytuowanym w stolicy boskiej Italii. Standardowo pojawiły się kłopoty z porannym wstawaniem, które przegoniła siła ekscytacji. Prawdę mówiąc nie miałam pojęcia czego konkretnie powinnam się spodziewać bowiem moi rodzice od momentu rezerwacji lotu (czyli dobre kilka miesięcy) szykowali dla mnie pewną niespodziankę. Gdy tylko doprowadziłam się do porządku rozpoczął się moment pełen wrażeń, a mianowicie zostałam zasypana życzeniami, a w moich rękach spoczęła ciężka torba prezentowa. Ponieważ należę do specyficznego typu osób jedzących kostkę czekolady tak długo, aż sama nie rozpuści się w ustach moment odpakowywania upominku również postanowiłam przedłużyć. Rankiem otworzyłam tę sentymentalną część, a na wieczór czekał prezent główny. Muszę przyznać, że moi rodzice naprawdę bardzo mnie zaskoczyli. W osobistej części prezentu oprócz tradycyjnej kartki czekał także pamiętnik, który mama prowadziła od momentu pierwszych skurczy porodowych do wczesnych lat mojego dzieciństwa. Na dobrą chwilę wzruszenie odebrało mi mowę. To niesamowicie zabawne móc czytać o swoich pierwszych krokach na tym wielkim świecie.


Po jakże wzruszającym poranku przebrałam się w nieco bardziej odświętny strój i wspólnie wyruszyliśmy na spotkanie z już dobrze nam znanym, ale nadal uwielbianym Rzymem. Jak się dowiedziałam na popołudnie został zaplanowany uroczysty obiad w restauracji znajdującej się w okolicach Koloseum. Zdecydowaliśmy więc, że to właśnie tę część miasta zwiedzimy tego wyjątkowego dnia. Dworzec Termini, przy którym znajdowała się także stacja metra oddalony był od naszego hotelu pięć minut drogi spokojnym spacerem. Nauczeni doświadczeniem zdecydowaliśmy się zakupić trzydniowy bilet w cenie 18 euro od osoby wiedząc, że opłaci się on nam zdecydowanie bardziej niżeli jednorazówki. Tym razem podjechaliśmy tylko trzy stacje w stronę Koloseum. Z przykrością muszę przyznać, że rzymskie metro nie jest tak bardzo zadbane jak praskie czy wiedeńskie. Osobiście obstawiam na większą ilość mieszkańców/turystów, a do tego upływający czas, ale to co nas uderzyło najbardziej to zaskakująca ilość wojska z karabinami pilnująca bezpieczeństwa na stacjach metra oraz w całym mieście. Wbrew pozorom wzbudzało to w człowieku pewnego rodzaju komfort i dawało poczucie ochrony... takie mamy czasy. 


Dotychczas byliśmy w Rzymie dwa razy, niestety nie więcej niż wycieczkową dobę przez co nie udało nam się zobaczyć całego miasta. A ponieważ  zwiedzanie Koloseum dwukrotnie przewidziane było na zakończenie wyjazdu, zmęczenie odebrało nam możliwość poznania okolic. Tegoroczny wyjazd rozpościerał, więc cały wachlarz turystycznych możliwości. W pierwszej kolejności postanowiliśmy odwiedzić Palatyn, który ukazał się naszym oczom tuż po wyjściu ze stacji metra. Według legendy wzgórze miało być prekursorem całej cywilizacji rzymskiej. To właśnie tu usytuowany był  najstarszy i zarazem największy cyrk ówczesnego Rzymu  - Circus Maximus. 



Następnie ruszyliśmy wprost do słynnych Ust Prawdy. Dotąd nie udało nam się odwiedzić tej popularnej atrakcji miasta, która niegdyś miała poddawać próbie prawdomówność osób wkładających do środka swoje dłonie. Kłamca mógł być pewien, że ręka zostanie mu odgryziona na znak przewinienia jakie popełnił. Ten marmurowy posąg przedstawiać może Jowisza, Maurycego, Trytona lub Faun, a znajduje się tuż przy wejściu do Bazyliki Santa Maria in Cosmedin. Motyw Ust Prawdy pojawia się w popularnym filmie Rzymskie wakacje, w którym wystąpiła zjawiskowa Audrey Hepburn. Oczywiście należy wziąć namiar na to, że sławne miejsca przyciągają wielu turystów, tak więc napotkanie kolejki wydaje się nieuniknione. Bez obaw, posuwa się ona w miarę sprawnie i szybko. Znajdziecie również informację, według której na jedną osobę przypada tylko jedna fotografia aczkolwiek nikt nie traktuje tego nakazu poważnie i spokojnie można sobie pozwolić na kilka dodatkowych ujęć. 


Na chwilę weszliśmy do wnętrza bazyliki, ale nie zrobiła ona na mnie specjalnego wrażenia. Być może jest to już kwestia zmęczenia materiałem, mieliśmy okazję zobaczyć naprawdę wiele kościołów, więc obecnie trudno o zaskoczenie w wypadku architektury sakralnej. Warto jednak zaznaczyć, że to właśnie tutaj spoczywa czaszka św. Walentego, przy której możliwe jest zapalenie intencjonalnych świeczek. Kto wie, być może patron zakochanych przyniesie  niespodziewaną miłość i uleczy złamane serca?

Palatyn od Koloseum dzieli jedna stacja metra, ale piękne słońce przekonało nas do pokonania tej odległości pieszo. Jak już wspomniałam ten punkt trasy był zwykle ostatnim w planie jednodniowej wycieczki dlatego też nigdy przedtem nie miałam okazji obejść Koloseum dookoła, zobaczyć tę mniej turystyczną oraz zrekonstruowaną część zabytku (która notabene nie prezentuje się najlepiej). Tak więc niespiesznym krokiem ruszyliśmy na spacer. Za chwilę naszym oczom ukazało się imponujące Koloseum, które za każdym razem zachwyca mnie coraz bardziej. Muszę przyznać, że kontrast pomiędzy krwawą areną pamiętającą czasy Starożytnego Rzymu, a znajdującą się przy nim ruchliwą ulicą przesiąkniętą pośpiechem jest naprawdę niesamowity.


W połowie drogi nieco zboczyliśmy z trasy udając się do niewielkiego lecz urokliwego parku z niesamowitą florą roślinną. Usiedliśmy na pobliskiej ławeczce usytuowanej naprzeciw Koloseum i ogromnych cyprysów. Zazielenioną trawę pokrył gęsty sznur koniczynek i stokrotek. Słońce świeciło naprawdę intensywnie, więc nawet taki zmarzlak jak ja był w stanie zdjąć płaszcz. Wystawiłam twarz ku niebo łapczywie łapiąc promyki.  Mogłabym zatonąć w tamtym magicznym dla mnie momencie.


Naładowani całkiem sporą dawką witaminy D wznowiliśmy nasz spacer wokół starożytnej areny i tak dobrnęliśmy do najbardziej charakterystycznej i zatłoczonej części Koloseum. Miejsce to ma bogatą i naprawdę krwawą historię. W amfiteatrze oprócz zwierząt zabijani byli także ludzie, a nawet doprowadzano do konfrontacji, w której to człowiek zmuszony był zabić drugiego człowieka licząc na zwrócenie wolności - słynne walki gladiatorów. W pobliżu Koloseum znajdują się także dwa łuki triumfalne. Większy - Łuk Konstantyna pochodzi z 315 r. n.e i nosi oznaki symbolizujące kilka dynastii panujących w Starożytnym Rzymie. Mniejszy zaś nazwany został Łukiem Tytusa, wzniesiony jako dowód chwały tego władcy, a także jego ojca Wespazjana. W czasie naszego wyjazdu nie było dnia abyśmy nie zjawili się w okolicach Koloseum jednak czwartkowe popołudnie było najdłuższym momentem podziwiania amfiteatru. 



Następny przystanek związany był już ściśle z dniem moich urodzin. Jak wspomniałam na początku gwoździem programu miał być obiad w miejscu, o którym jak dotąd nie miałam pojęcia. Opuściliśmy plac zdobiony Koloseum i ruszyliśmy ulicą w górę. Wtedy moim oczom ukazał się kadr z wielu kultowych włoskich filmów  - poczułam, że robi mi się na sercu jeszcze cieplej. Obfotografowałam miejsce z każdej strony by za moment zniknąć w wąskiej niezwykle urokliwej uliczce, którą określić by można typowo włoską. Restauracja miała wspaniałą lokalizację: dosłownie ukryta w samym sercu Rzymu.



Rezerwacje w Le Terme Del Colosseo zrobiła dla nas koleżanka mojej mamy zajmująca się na co dzień turystyką i mówiąca biegle w języku włoskim. Wcześniej konsultowała z rodzicami wybór lokalu i jak się okazuje znają mnie od podszewki, bowiem restauracja była urządzona w piwnicznym klimacie, który absolutnie uwielbiam. Powiem szczerze, że w centrum miasta nie spodziewałam się spotkać aż tak eleganckiego miejsca, wolnego od turystycznego gwaru. Wszystko zaczynało przechodzić moje najśmielsze oczekiwania. 


Zajęliśmy miejsca przy wskazanym stoliku, za moment podszedł kelner i wręczył nam menu. Nie jestem fanką jedzenia samego w sobie, więc opis obiadu uważam za zbędny, ale koniecznie muszę wspomnieć o sałatce szefa, którą otrzymaliśmy na przystawkę. Było to bowiem zestawienie doskonałe i nawet ktoś tak wybredny w kwestii smaku jak ja stwierdza, że zupełnie oszalał na jej punkcie. Dalej raczyliśmy się cudownym posiłkiem, a już zupełnie przejedzeni na deser zamówiliśmy tylko kawę. Siedzieliśmy tak krótką chwilę oczekując na gorący napój kiedy do stolika poszedł kelner, odwrócił się w stronę mojej mamy i zaczęli podszeptywać coś po włosku, który mama zna w stopniu komunikatywnym. Być może gdyby nie nadmiar emocji zaczęłabym się domyślać, że kroi się coś więcej niż kawa, ale ja upojona wydarzeniami owego czwartku siedziałam w najlepsze rozmawiając w tym czasie z tatą.  Nagle w sali rozległ się znajomy dźwięk, już po kilku sekundach rozpoznałam w nim  słynne happy birthday. Kiedy odwróciłam się w stronę kuchni ujrzałam kelnerkę niosącą tort, na którym uroczyście paliły się świeczki w kształcie osiemnastki. Wszyscy goście zaczęli klaskać do rytmu muzyki, co niektórzy nawet śpiewać znajome słowa, a ja wprost oniemiałam. Widocznie oniemiał także mój tato bowiem jak dowiedziałam się po fakcie miał nagrać na telefonie drogę tortu, ale nawet dyskretne kopanie w kostkę, które uskuteczniała moja mama nie pomogło. 




Jak możecie dostrzec na powyższym zdjęciu włoski tort to tak naprawdę deser, w który wbito świeczki. Prawdę mówiąc był o niebo lepszy od klasycznego, kremowego ciastka.  Złapaliśmy, więc za widelce i daliśmy się ponieść łakomstwu. Na koniec okazało się, że restauracja mimo zamówienia nie chciała zapłaty za tort, był to więc ich wspaniały prezent na moją osiemnastkę. Świeczki poleciały ze mną do Wrocławia i dziś spoczywają w pudełku wspomnień razem z innymi pamiątkami. Już przy wyjściu otrzymałam życzenia od kilku przemiłych gości restauracji. Po opuszczeniu lokalu postanowiliśmy wrócić na chwilę do hotelu gdzie pochłonęłam kilka stron pamiętnika napisanego przez mamę, a gdy na dworze zrobiło się ciemniej postanowiliśmy zobaczyć oświetloną Fontannę Di Trevi. Ostatni raz widziałam ją na żywo mając pięć lat, gdyż półtora roku temu kiedy wróciłam do Rzymu po raz drugi akurat trwała renowacja zabytku. Mojego niepocieszenia nie da się opisać sławami, ale tym razem los miał mi wynagrodzić tamto rozczarowanie.

Oczywiście wynagrodził mi po stokroć, bowiem mimo wielkiego ruchu wokół fontanny ja czułam niesamowite wzruszenie, a naprawdę nie jestem typem osoby podatnej na skrajne emocje. Gdybyśmy przyjęli, że Rzym jest organizmem, za mózg uznałabym Watykan - oddzielony od reszty, nieposkromiony, a jednak niezbędny dla całości, płucami byłoby Koloseum - daje miastu chwilę wytchnienia od turystów zatrzymując ich na pewien czas przy sobie, nieodłączny, niezastąpiony element, sercem zaś mianowałabym właśnie fontannę Di Trevi - łagodna, pełna życia i skrajnych emocji, jedyna w swoim rodzaju.


Do hotelu wróciliśmy późnym wieczorem, ale za nim odpakowałam czekające na mnie prezenty, wstąpiliśmy do hotelowego baru na mojego pierwszego dorosłego drinka. 

Już na sam koniec dnia pełnego wrażeń pozostała mi niewątpliwa przyjemność zajrzenia do upominków, które jak cała reszta: najpierw wprawiły mnie w ogromne zaszokowanie, a za chwilę sprawiły niesamowitą radość. Rodzice podarowali mi przepiękny zegarek Giorgio Armani z linii Emporio, w którym cyferblat wykonany jest z masy perłowej (stąd jego mieniący się odcień) oraz cudną bransoletkę firmy Swiss.


W dzisiejszym poście to już wszystko choć wydaje mi się, że to jeden z najdłuższych w karierze całego bloga. Jeśli macie ochotę poczytać nieco więcej na temat tego, ale także wielu, wielu innych wyjazdów w jakich brałam udział serdecznie zapraszam Was na bloga mojej mamy. Jest to strona stricte podróżnicza, a ponieważ liczy sobie już grubo ponad cztery lata znajdziecie tam także relacje z podróży,  których na moim blogu zabrakło. Dodatkowo mama ujęła opisy wyjazdów sprzed założenia bloga, więc niektóre posty dotyczą wyjazdów nawet z 2007 roku. Ot małe kumoterstwo na koniec, a co, kto blogerowi zabroni ;))

......................................................................................................

A jak Ty wspomniasz swoją osiemnastk

Fotografia we wpisie: kolekcja własna


You Might Also Like

31 komentarze

  1. Można tylko pozazdrościć wyjazdu, prezentów, ale przede wszystkim rodziców. Są wspaniali. Życzę Ci jeszcze wielu takich wspólnych "przygód".

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam to miasto! Uwielbiam ten klimat! Muszę tam kiedyś wrócić :) Piękne zdjęcia, a jak ciepło! Wszystkiego dobrego :)

    http://k-a-k-blogrecenzencki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :) I gorąco zachęcam do powrotu we włoskie strony :)

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego w dorosłym życiu;)
    Piękna wycieczka, niesamowite zdjęcia!
    Cudowny prezent od rodziców ;) Ja również prowadzę córeczce taki pamiętnik, mam nadzieję, że kiedyś tez jej się spodoba. Ja z kolei na swoje 18-ste urodziny dostałam wspaniałą kronikę od znajomych. Kilka zdjęć i opis jej znajdziesz i mnie na blogu! Zapraszam;)

    Czekam na kolejną odsłonę;) Mam nadzieję, że kiedyś będę mieć możliwość zwiedzić to piękne miasto ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, ha, ostatnio gdzie nie zajrzę (mam na myśli blogi oczywiście) to mam wrażenie, że nagle wszyscy byli w Rzymie. Zmówiliśmy się wszyscy, czy jak;)
    Moim zdaniem pomysł z wyjazdem urodzinowym jest fantastyczny:) Ja już od dłuższego czasu zawsze w swoje urodziny gdzieś wyjeżdżam. Taką mam nową świecką tradycję;) i myślę, że to jest fajne. Zawsze planuję je też z rocznym wyprzedzeniem. Urodziny mam we wrześniu i czasami do jakiegoś kraju nie mogę w tym czasie wyjechać (bo np. pora deszczowa czy coś) to wtedy trzymam się wersji, że moje urodziny to święto ruchome i mogą się ewentualnie trochę przesunąć;)
    Naprawdę świetnie spędziłaś swoje urodziny, życzę Ci abyś mogła każde kolejne spędzić gdzieś na wyjeździe :))) Będziesz zawsze mieć cudne wspomnienia:)))
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia. Masz teraz cudowne wspomnienia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Miałaś piękne przeżycia z pobytu w Rzymie. Rzym to cudowne miasto.
    Pozdrawiam:)*

    OdpowiedzUsuń
  7. To musiał być dla Ciebie piękny dzień. Rzym jest piękny, można tam za każdym pobytem odkrywać nowe i nowe... ja tam chętnie poczytałabym o kolacji, bo uwielbiam włoską kuchnię, przy czym wcale niekoniecznie pizzę i makarony. A aperol... hm... na moim blogu znajdziesz go całkiem sporo:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie urodziny pamięta się do końca życia! Z przyjemnością przeczytałam i obejrzałam zdjęcia, ale do ust prawdy bałabym się włożyć dłonie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Co prawda moje urodziny też już były (swoją drogą - dzień po Twoich), ale właśnie teraz zadałam sobie pytanie - mam urodziny np. jutro - gdzie chce pojechać? Gdyby oczywiście nie ograniczała mnie praca to myślę, że wybrałabym się na Maderę. Co prawda mam kilka podróżniczych marzeń - jedne tak jak Madera czy Norwegia są bardziej realne i w zasięgu ręki; inne takie jak chociażby wizyta w Nowej Zelandii są na razie tymi bardziej odległymi - ale gdy pomyślałam o urodzinach zdałam się na intuicję i pierwsza do głowy przyszła mi właśnie Madera.

    Super, że udało Ci się spędzić te wyjątkowe urodziny w wymarzony sposób! :) A w samym Rzymie byłam (po raz pierwszy i z pewnością nie ostatni) we wrześniu 2015 i od tego czasu gorąco polecam wszystkim odwiedzenie tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne zdjęcia i świetnie wszystko opisałaś. Czuje się ten klimat i Twoją radość z wyjazdu. Będziesz pamiętała swoją 18-stkę do końca życia. :) A pomysł Twojej mamy pamiętnikiem był po prostu genialny! Na pewno fajnie było poczytać o swoich pierwszych chwilach życia. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super relacja! Piękne zdjęcia :)
    Sam wyjazd do Rzymu to super prezent dla samej siebie, a tu dodatkowo dostałaś kilka innych prezentów, także ślicznych i niespodzieanych :) Zazdroszczę :)
    PS. Dołączyłam do Twojego snapa! :) Także zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczęściara z Ciebie. :) Jestem pod ogromnym wrażeniem wysiłku, jaki Twoi rodzice musieli włożyć w organizację tego wypadu. Naprawdę chylę czoła.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lata mijają jak szalone :) Za kilka dni będę miała już 20 lat, a ja wciąż pamiętam, jak obchodziłam swoją 18. Świetna fotorelacja z wycieczki i oby więcej takich! Wszystkiego dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego najlepszego! Rzym to wspaniałe miasto na wszelkie okazje :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wow! Jestem pod wrażeniem. Wszystkiego. Pamiętnika Twojej mamy szczególnie, bo sama tworzę taki ze zdjęciami dla mojego syna i zastanawiałam się czy to ma sens, czy po latach to ma jakieś znaczenie. Widzę, że ma.. Gratuluję Rodziców i tej wyjątkowej Relacji, o której sama pisałaś u mnie. I gratuluję przekroczenia prógu dorosłości :) Zdjęcia, opis - czytało się i oglądało z wielkim zachwytem - ja tak czytałam. Czekam na dalsze części:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wciągnęła mnie Twoja opowieść, aż zapomniałam o Bożym świecie.

    Co za słodkie psisko! W ogóle wszystkie zdjęcia urokliwe. Byłam w Rzymie z rodzicami jako dziecko i niewiele z tego pamiętam. Podobno mi się nie podobało.
    Lubię być turystką i często za takową jestem brana we własnym mieście, kiedy obiektywem łowię obrazy. Nie lubię zwiedzania w turystycznym tempie. Mało się zapamiętuje i to zmęcznie, jakby się człowiek przepalił papierosami.
    Te szpileczki na sznurku przypomniały mi, że kiedyś zrobiłam fotkę trampek przewieszonych przez linię wysokiego napięcia, w głowę zachodząc, jak ktoś tego dokonał.

    Uświadomiłaś mi, że żadnej z rocznic moich urodzin nie zaplanowałam tak, aby były przyjemnością wyłącznie dla mnie. A osiemnaste... opary papierosowego dymu mieszające się z zapachem wina wypijanego jeszcze jakby ukradkiem i tańce-łamańce do upadłego, w wolnej od rodziców chacie. A nazajutrz powtórka z rodziną bliższą i dalszą, bo tak wypadało. Ubawu z tego nie było. Dopiero po latach zaczęłam doceniać wartość rodzinnych spotkań.

    Zadowolenia z dorosłości. Wszystkie Naj! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia i miłe słowa - bardzo się cieszę, że moja opowieść była wciągająca :)
      A buty faktycznie intrygują, zastanawia mnie co to za zwyczaj i w jakim celu podejmuje się to wrzucanie je na liny ;)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  17. Rzym jest wciąż na mojej travel bucket list. niemniej jednak zdecydowałaś się na wspaniały prezent urodzinowy, bo jednak wspomnienia z podróży to chyba najpiękniejsze, co mogłaś dostać :) wiem, że kiedy ja postawię stopę na włoskiej ziemi, z pewnością się zakocham, ale w tym roku kieruję się w inną stronę - moje serce już wzdycha, ale z przyjemnością przeczytam jeszcze o Twoim pobycie w wiecznym mieście :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bajecznie to wszystko przedstawiłas, aż człowiek normalnie mógł się znaleźć s pięknym słonecznym Rzymie. Twoja mama miała naprawdę dobry pomysł z pamiętnikiem, nie dziwie Ci się że się wzruszylas, spędziłam naprawdę cudowny czad i będziesz miała co wspominać, a zdjęcia rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Karolino, chociaż od urodzin upłynęło już trochę czasu, gorąco proszę o przyjęcie życzeń: wszystkiego najlepszego!!!! Ten piękny czas spędziłaś w wyjątkowym mieście. W Wiecznym Mieście.
    Dzięki swoim Kochanym Rodzicom, który ten i kolejne dni, świetnie przygotowali, na zawsze je zapamiętasz.
    Przyznaję, że jestem również pod wrażeniem pomysłowych prezentów. Oczywiście bardzo pięknych prezentów. Karolino, Twoje zdjęcia są fantastyczne.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia i komplementy pod adresem zdjęć, ale muszę się przyznać, że kilka wykonała moja mama ;)
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  20. Po przeczytaniu tego posta jeszcze bardziej chciałbym zobaczyć Rzym, czuć od razu taką magię tego miasta.

    OdpowiedzUsuń
  21. W Rzymie się zakochałam, gdy tylko wysiadłam z autokaru. Piękne miasto, cudowny zapach historii i uśmiechnięci ludzie! ;)

    Nie mogę się doczekać powrotu. Może te wakacje? Zobaczymy. Na razie planuję :P

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wiem czy mam podziwiać Wieczne Miasto, czy Twój Karolinko prezent w postaci wspaniałego wyjazdu - niespodzianki urodzinowej podarowanej przez Rodziców. Tacy Rodzice to dopiero prezent od Losu.
    Życzę wszystkiego najlepszego, dużo podróży, wrażeń a także miłości, która to jest siłą napędową do pokonywania trudów dnia codziennego.

    OdpowiedzUsuń
  23. Powodzenia w dorosłym życiu 😉 i dziękuję za oprowadzenie po Rzymie, w którym jeszcze nie byłam. Bardzo miło czytało się ten tekst 😉

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękna osiemnastka :) Muszę przyznać - aż mnie ściska z zazdrości :)
    Rzym jest zdecydowanie jednym z najwyższych punktów na mojej liście miejsc do zobaczenia, szkoda tylko, że bez względu na porę roku, zawsze jest w nim tak dużo turystów :c

    OdpowiedzUsuń
  25. Od 18stki już niestety czas leci jak szalony :) Mi już pyknęło 20 lat, a 18stke pamiętam jakby była wczoraj :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Jejku, zazdroszczę... Podobno w Rzymie czuje się taką atmosferę starości, to prawda? Stojąc koło Koloseum albo innego zabytku można poczuć minione wieki itd. Tak jest naprawdę?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Miałaś niecodzienny pomysł na 18-te urodziny. I naprawdę genialny! Po zdjęciach widać, że był to czas naprawdę w pełni wykorzystany i cudownie spędzony. Zwykle ludzie właśnie robią imprezę dla przyjaciół, rodziny, no i w taki sposób świętują osiągnięcie pełnoletności. A mi się właśnie podoba takie niecodzienne rozwiązanie. Dużo ciekawsze zresztą. Wspaniałe te widoki, naprawdę. No i pamiątka na całe życie, bo imprez będzie wiele, a taka podróż już się nie powtórzy, bo uważam, że nawet jak się wróci w jakieś miejsce to zawsze będzie trochę inaczej, poza tym 18-ste urodziny ma się tylko raz.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wow, to bije na głowę wszelkie emtiviowskie "Super Słodkie Urodziny" :D Mega zazdroszczę :)

    Wycieczka do Rzymu to od pewnego czasu moje małe marzenie, które zaczęło we mnie kiełkować podczas oglądania "Rodziny Borgiów" i rozwijać się w czasie czytania powieści o cesarzu Klaudiuszu Roberta Gravesa :) Za rok kończę trzydziestkę, więc może to będzie dobra okazja? (i przy okazji trochę zgapię pomysł ;))

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe