"CICHO DZIECKO, CICHO, BO USLYSZY CIE WIELKI SWIAT I NA PEWNO ZECHCE ZJESC"

20:11


Istnieją pewne gatunki zwierząt, które chcąc uniknąć ataku drapieżnika udają martwe. Tego typu sztuczki aktorskie pozwalają ujść z życiem wielu oposom, kameleonom, a nawet zaskrońcom zwyczajnym. Ciekawa kwestia, prawda? A co gdybym powiedziała że gatunek ludzki opanował do perfekcji podobne zachowania? Zdziwieni? Tak, więc zapraszam do podstawówki, gimnazjum, a nawet liceum gdzie roi się od ofiar wychowania "na oposa". Chociaż może to zły przykład w końcu opos ma wole życia, a wielu rodziców chce dla własnych dzieci wyłącznie cichej egzystencji. Jako osoba wychowana w zupełnie innym duchu czuję się przytłoczona zaskakującą liczbą ludzi wokół mnie, którzy milczą za wszelką cenę udając głuchych i ślepych. Czasem naprawdę trudno żyje się  wśród setek posągów poddających się rutynie codzienności i marazmie następnej doby. Wykonują kolejne czynności jak zaprogramowane roboty, nie myślą, starają się nie czuć i odciąć od bodźców zewnętrznych zwodzących ich na boczne drogi. Drogi, które tak naprawdę są kwintesencją prawdziwego życia, ale na nich nie ma osłony przed "wielkim światem". Słyszeli wiele historii na jego temat, które przedstawiały wyłącznie jeden skutek - spróbujesz się odezwać, a świat na pewno zechce Cię zjeść, więc cicho dziecko, cicho.

Wychował opos oposa

Byłam jeszcze wtedy w podstawówce - paskudne miejsce z tego co pamiętam. Mama gotowała obiad, a ja skarżyłam się, że moja klasa nie chce nic zrobić z faktem, iż zapowiedziano nam w danym tygodniu więcej sprawdzianów niż przewidywał szkolny regulamin. Byłam prawdziwie zbulwersowana biernością swoich kolegów, ale mamę moja historia kompletnie nie zdziwiła. "Skoro rodzice mają problem by odezwać się na zabraniu, zawalczyć o dobro własnego dziecka, to trudno dziwić się  milczeniu samych dzieciaków" - wyjaśniła z kpiną w głosie podobnie jak ja brzydząc się udawaniem niemowy. Tamtego dnia zrozumiałam, że nikt z nas nie rodzi się "oposem", to ludzie, którzy powinni dawać nam przykład decydują czy mamy się nimi stać i niestety zbyt często wybierają opcje chowania małych "oposiątek". A kiedy wzrasta się właśnie w takiej kulturze naprawdę trudno jest przejrzeć na oczy w życiu dorosłym...

Jako osoba nie mająca własnych dzieci mogę brzmieć mało wiarygodnie, tak więc pozwólcie, że będę mówić w imieniu młodych ludzi, których krzywdzi się zasłaniając im oczy, zatykając uszy, sznurując usta... Każdy człowiek rodzi się wolny, dlaczego więc uporczywie pragniemy zniewolić go własnymi przekonaniami i niekatulanymi morałami? Jaki cel ma rodzic upominając dziecko aby nie ważyło się powiedzieć nauczycielowi, że czuje się źle traktowane, że coś jest niesprawiedliwe, wręcz karze je za brak szacunku do wielkiego państwa profesorstwa choć tylko wspomniało matce lub ojcu, że w szkole dzieje się coś złego? Od razu widzę w głowię twarze pewnych belfrów, którzy prawdopodobnie cierpią na choroby psychiczne ponieważ jawnie wyżywają się na uczniach bez najmniejszego powodu. Być może odezwą się w tej sprawie dwie osoby, nawet  jakiś rodzic zechce zabrać głos, ale czym jest ta niewielka grupa wobec milczącej masy udającej, że wszystko jest w najlepszym porządku, bo nauczyciel musi być surowy, bo trzeba hartować młodzież. I na nic zdają się poranne wymioty i trzęsące ręce dziecka, bo dla rodzica oposa znęcanie psychiczne to nadal hartowanie ducha. Kilka lat później małe oposiątko dzielnie znosi mobbing w swej pracy powtarzając w myślach, że życie musi tak wyglądać.

Kiedyś pewna osoba usłyszała od swojej matki, że w życiu trzeba robić rzeczy na które nie mamy ochoty. To stwierdzenie staje się mottem życiowym kolejnych pokoleń zaprogramowanych na przeżycie własnego życia w linii prostej - wstać rano, zjeść w biegu, wyjść do znienawidzonej pracy, odgrzać pierogi, wyjechać na jakiś urlop, przygotować święta, nie marzyć, nie myśleć zbyt wiele... Odhaczać kolejne godziny, dni, miesiące i lata, egzystować najciszej jak się da chowając kolejne małe oposiątka.  A niech by tylko młode chciało polatać za wysoko, niech by miało wielkie marzenia - zaraz rodzice mu przypomną, że opos nie ma skrzydeł. W życiu brakuje miejsca na pasje, na wielkie idee, gdybanie to strata czasu, a poradnikowe "bądź kim chcesz" to opium dla ślepego ludu - właśnie tak kreuje nam świat dorosłe pokolenie tłumacząc, że zrozumiemy jak już osiągniemy taki, a nie inny wiek. A co jeśli my nie chcemy tego wszystkiego zrozumieć? Jeśli pragniemy poniesieni na fali młodości zmienić coś na tym świecie? Dlaczego więc podłe oposy chcą zabić tlącą się w młodych potrzebę prawdziwego życia podsuwając im w zamian marną egzystencję? 

Suma oddechów

Jak śpiewa Sidney Polak człowiek jest wyłącznie sumą własnych oddechów. Ileż z przypisanej nam porcji wykorzystujemy na czynności, których nienawidzimy, które musimy wykonywać, bo właśnie takie jest życie, bo tak nas nauczyli? Każdy oddech, każde zaciągnięcie się powietrzem i wyzbycie dwutlenku węgla wydać by się mogło powtarzalną rutyną, studnią bez dana. Ale przecież każdy z nich jest inny, jeden jedyny, niepowtarzalny. Czy chcemy go marnować na marazm? Czy chcemy by nasze potomstwo go marnowało na marazm? Nie pójdę na wybory, bo mój głos i tak nic nie zmieni, nie będę ćwiczyć, bo już za późno na zmianę, nie ma sensu się uczyć skoro w tym kraju i tak nie znajdę pracy, nie będę spełniać własnych marzeń i rozwijać pasji, bo na chleb tym nie zarobię... taki przekaz dostaje setki moich znajomych od własnych rodziców! Ostatnio usłyszałam historię dziewczyny, która wybrała się do technikum aby mieć zawód, więc ani myśli o zdawaniu matury. Dla mnie jest to szokiem, dla osoby, która streszczała mi opowieść również, ale nic nie bierze się bez przyczyny  - stare oposy nie zaszczepią w młodych ambicji, nie będą motywacją.

Spójrz i dostrzeż 

Wartościowe przeżycie własnych dni nie musi oznaczać wynalezienia lekarstwa na raka lub rozdania majątku biednym. Czasem wystarczy drobny gest, nie odwrócenie twarzy w drugą stronę kiedy dzieje się coś wymagającego interwencji. Moje myśli od razu przywołują sytuację, której byłam uczestnikiem: mam czternaście lat wraz z przyjaciółką stoję na przystanku pełnym ludzi, wracamy ze szkoły jest godzina szesnasta, ale z racji zimy na dworze zapanował mrok. Kiedy czekamy na autobus pochłonięte rozmową, na miejscu zjawia się dwóch pijanych kibiców Śląska Wrocław. Tego wieczoru na stadionie miejskim miał odbyć się mecz, ale panowie byli już w wystarczająco "sportowym" nastroju. Milkniemy z przyjaciółką by niepotrzebnie nie zwracać na siebie uwagi, ale niestety ci i tak postanowili do nas podejść. Udawanie, że nie słyszymy ich pijackiej gadki zdaje się na nic, w końcu jeden z nich zirytowany naszym milczeniem unosi rękę w moją stronę, automatycznie krzyczę by mnie natychmiast zostawił. W końcu drugi z kibiców odciąga kolegę, który na odchodne nazywa mnie najgorszym określeniem kurtyzany. Prawdę mówiąc do dziś zastanawiam się jak potoczyłaby się sytuacja gdyby jeden z mężczyzn nie był na tyle trzeźwy by odciągnąć od nas agresywnego kolegę... Przystanek pełen ludzi w tym kilku rosłych mężczyzn zaciekle wpatrywało się w ulicę udając, że nie widzi nieporadności czternastolatek wobec zaistniałej sytuacji. Wiem, że reagowanie budzi strach, że pozycja martwego oposa jest o wiele bardziej komfortową, ale gdyby każdego człowieka chowano w poczuciu obowiązku pomocy słabszym, w naszej obronie stanęli by wszyscy obecni, a wobec nich pijani kibice staliby się znacznie mniej groźni. 

Wydać by się mogło, że przeszło dwadzieścia kilka lat po obaleniu komunizmu "oposjonizm" będzie wygasał.... a jednak wciąż w doskonałej formie nadal szuka sobie ciała, w którym schroni się przed wielkim światem. Tak po cichu przeżyje dzień i prześpi noc, aż dobędzie ostatni dany mu na tej Ziemi oddech i zniknie na zawsze, po cichu rzecz jasna. W liceum, w którym się uczę stoi duży stół, na którym możemy wydrapywać nasze życiowe mądrości i różne rysunki. Największy z napisów jest krótki: Żyj! Przekaz jest jasny, tego i Wam życzę drodzy czytelnicy.

A co Ty sądzisz o „oposjoniźmie”?

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło


You Might Also Like

20 komentarze

  1. Na ogół jest tak, że trudno kogoś nauczyć tego, czego się samemu nie potrafi więc oposy (podoba mi się to określenie) przekazują gen oposa swoim młodym, bo dostali go od swoich rodziców i tak to się toczy... Może być też tak, że każdy inaczej postrzega to, co kryje się pod hasłem "żyj", a my nie widzimy wszystkiego, co robią nasi bliźni. Masz jednak rację, że bierność to powszechna postawa i tylko przykro się robi, że ludzie przybierają ją również wtedy, kiedy ktoś inny znajduje się w niebezpieczeństwie - dobrze, że nic Wam się nie stało.

    Kto wie, może swoją odważną postawą zainspirujesz kogoś do zrzucenia futerka oposa? Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właściwie zgadzam się z Tobą w 100%. Rodzice mnie wychowywali tak, bym umiała walczyć o swoje, choć czasami zdarzało się, że zapominali się, próbując ze mnie zrobić takie oposiątko. Na szczęście było to tylko chwilowe. Osobiście mam nadzieję wychować swoją córeczkę w odpowiednim kierunku. Nie chcę jej podcinać wymarzonych skrzydeł. Niech fruwa ile się da, i przeżywa jak najwięcej własnych oddechów :)
    P.S tam chyba miała być studnia bez dna? ;)
    Świetny tekst! Naprawdę bardzo dobry!
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słyszałam nawet takie powiedzenie "Siedź w kącie, a znajdą cię". Całe pokolenia się na tym wychowywały. I choć może powiedzenie nie do końca trafia w sedno to coś w tym jest. Wiele ludzi nie chce zabierać głosu, pokazywać się, walczyć. Takie postawy też wpaja dzieciom - że nie warto, po co się angażować, brać odpowiedzialność. Tylko, że jak mamy mieć odważny naród, jak wielu ludzi będzie myślało w ten sposób? Jak młode pokolenia mają walczyć o swoje prawa, godność, jak nie będą miały odwagi, a co gorsza potrzeby? Tu leży problem i pomimo, że świadomość społeczna nieco się zmienia - nie można powiedzieć, że społeczeństwo ma siłę się sprzeciwiać niedogodnościom.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Twój tekst jest naprawdę świetnie napisany i sprawił, że zaczęłam bardziej myśleć o "oposjoniźmie" - niestety na codzień spotykam się bardzo często z bierną postawą oraz z opiniami, że "a nie będę robił czegoś, ponieważ i tak to nic nie da". Marazm, czysty, marazm. Dziwi mnie to, tym bardziej, że coraz częściej słyszę to od młodych osób w swoim wieku, które "chciałyby się rozwijać, ale boją się, dlatego i tak nic nie robią", a szkoda, ponieważ nasz każdy oddech może być wyjątkowy!

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :))

      Najbardziej boli ten oposjanizm u młodych ludzi, którzy mają całe życie przed sobą...

      Usuń
  5. Ludzie często boją się zareagować na złe traktowanie. Boją się wyjść przed szereg i zwrócić na siebie uwagę. Myślę, że jest to najczęściej spowodowane brakiem zaufania do siebie samego, zbyt niska samoocena czy też po prostu nadmiernym skupieniem się na sobie.
    Jakiś czas temu byłam na dworcu i spieszyłam się na pociąg. W pewnym momencie słyszę huk i widzę, jak kobieta spada z samej góry schodów ruchomych. Jej walizka zatrzymała się na nogach faceta zjeżdżającego niżej. Ona z głową w dół, z kompletnie rozwalonym nosem i cała we krwi leży i nie może się podnieść. Facet udawał, że nic się nie stało. Podbiegłam do niej, aby jej pomóc. Godziny szczytu, pełno ludzi. Wszyscy udawali, że nic nie widzę. Znieczulica ludzka...

    OdpowiedzUsuń
  6. Prawie każdy komentarz kwituję słowem "dokładnie", ale tak bardzo się zgadzam z moimi czytelnikami... Więc znów napiszę: dokładnie. Iść pod prąd to piękna rzecz, ale nadzwyczaj trudna, więc czasem każdy z nas sobie odpuszcza. Ludzka to rzecz.

    Wstyd się przyznać, bo jestem z Wrocławia, a o tym chorym marszu nie słyszałam... Ale o ile dobrze odczytuję naszą konstytucję (ma się ten rozszerzony wos :D) to, to jest już zadanie dla policji powstrzymanie nazistowskich i ksenofobicznych ruchów społecznych.

    OdpowiedzUsuń
  7. KOCHANI CZYTELNICY NAJMOCNIEJ WAS PRZEPRASZAM ZA TAK PÓŹNĄ MODERACJE KOMENTARZY I ODWIEDŹ NA NIE - OSTATNIO ZA DUŻO SIĘ DZIEJĘ I ZWYCZAJNIE NIE NADĄŻAM ;))

    OdpowiedzUsuń
  8. "Że opos nie ma skrzydeł" - tym zdaniem podsumowałaś wszystkich tych, którzy skrzydła podcinają... A tak być nie powinno.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Oposjonizm..." fajnie to nazwałaś :) Też myślałam, że to relikt po PRL... Nie jest tak? To bardzo nie dobrze! Ja jestem od małego uczona walczyć o swoje, nie mam problemów z tym, żeby głośno powiedzieć, co mi się nie podoba i z tej możliwości nad wyraz często korzystam. Junior też już nie daje sobie w kaszę dmuchać, mimo, że ma lat 3 i w żadnym razie nie zamierzam go zamieniać w oposa.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej! Nie czepiajmy się tych pierogów! Uwielbiam pierogi (odgrzewane czy nie) i nie dam złego słowa powiedzieć o mojej ukochanej potrawie :D Ale co do reszty się zgadzam... Mnie rodzice też zawsze strofowali, żeby nie kwestionować nauczycieli, starszych itd, itp. Nawet jak ewidentnie nie mieli rację. Starałam się iść temu pod prąd i czasami dostawałam po głowie za "niesubordynację", ale i tak cieszę się, że nie dałam się wpędzić w bycie "oposiątkiem". Z resztą aż dziwię się, że mnie tak próbowali uczyć, bo sami "oposami starcami" nie są :/ Pewnie to jakieś odruchowe działania tu decydowały. Zbiegiem lat widzę, że jednak zaczęli doceniać mój silny charakter i dążenie do prawdy i poszanowania mojego zdania, a nie dawaniu się tłamsić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, a ja z kolei nie lubię (za wyjątkiem tych, które robi moja babcia), więc postanowiłam je tu umieścić :D

      No właśnie jeśli jest się wystarczająco silnym to "oposowe szkolenie" zda się na nic, niestety jednak wiele osób nie potrafi przeciwstawić się woli rodziców. Oczywiście nikogo nie obwiniam i nie osądzam, bo przecież sama nie wiem jak bym się zachowała żyjąc w innej rodzinie. Na szczęście nie musiałam się martwić o tego typu kwestie :))

      Usuń
  11. Moja mama zawsze mnie ostrzegała, że świat jest zły i niedobry, ludzie samolubni, okropni i skupieni wyłącznie na własnych interesach, więc mam być ostrożna i nieufna. Teraz się próbuję oduczyć lęku, bo jest to moja pierwsze reakcja na odgłos kroków wieczorem czy zagajenie w autobusie. Mam nadzieję, że jeśli będę miała dzieci to im tego lęku w spadku nie przekażę.

    OdpowiedzUsuń
  12. W bardzo mądry, realny i rzeczywisty sposób opisałaś ludzką obojętność i wszech obecną znieczulicę, na ludzkie życie a nawet względem natury. Nie należę do ludzkiego rodzaju słupów, ścian i murów i prawdę powiedziawszy, nie lubię tego rodzaju ludzi. Nie znoszę, kiedy trzeba zająć głos i odpowiednio do sytuacji działać a jest cisza i udawanie, że się nic nie dzieje. Kiedy trzeba, podnoszę głos i działam jak należy i dlatego, nie jestem zbytnio lubiana bo przeszkadzam tym co lubią się pastwić nad innymi, myśląc że ujdzie im to bezkarnie. Ale mam to w nosie, że tak powiem czy ktoś mnie lubi czy nie, ważne by nie działa się komukolwiek jakaś krzywda i to jest dla mnie najważniejsze i tak ogólnie być powinno, a niestety nie jest :( Bardzo konkretnie opisałaś autentyczny stan ludzkich się zachowań. Brawo! Mądra i ogromnie wrażliwa z Ciebie dziewczyna i tak trzymaj! Pozdrawiam Cię Karolinko :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo mądrze opisałaś ten wszechobecny stan rzeczy, nie znoszę ludzi posągów. Bycie odpowiedzialnym człowiekiem wymaga odwagi, na którą powinno być każdego stać wtedy kiedy trzeba. Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  14. Niezwykle ciekawie /Definiujesz/ po codziennych obszarach życia, temat konkretny i na czasie z którym trudno się nie zgodzić a płynąca z niego refleksja, powinna przemówić do każdego kto stoi okoniem wobec tak ważnych i istotnych kwestiach życia, które nikogo z nas nie omija. Jestem pod miłym wrażeniem, że tak młoda osoba tak poważnie myśli i zajmuje w świecie niezwykle mądry i niezbędny a wręcz konieczny głos. A ponieważ, doświadczyłem ogromnej bierności ludzi mi bliskich a także i tych dalszych, a więc tym bardziej mnie swoimi spostrzeżeniami codziennego życia zadziwiasz i powiem szczerze, że właśnie taką córkę chciałbym mieć a niestety nie mam wogóle dzieci bo jak to się potocznie mówi /nie zdążyłem/ a szkoda :( Miło, że Jesteś :) Uszanowanko Karolinko!

    OdpowiedzUsuń
  15. Miło wiedzieć, że nie jest się samemu... :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy wpis! :)

    Ja mam wrażenie, że często bycie takim oposem jest niczym innym jak tylko pancerzem, mechanizmem obronnym przez złym, otaczającym światem...

    OdpowiedzUsuń
  17. Skoro wieki przemian politycznych i kulturowych nie zmieniły natury człowieka, to jakim cudem miałby to uczynić fakt "obalenia Komunizmu"? A owi kibice, pewnie na co dzień to przykładni uczniowie/pracownicy, członkowie rodzin. Zamroczenie używkami potrafi zrobić potwora z najmilszego człowieka. Bo w każdym z nas drzemie morderca (pisał w tym Erich Fromm).
    Człowiek najchętniej działa, kiedy jest w grupie sobie podobnych, a na ulicy wszyscy są sobie obcy.
    Doskonale Ciebie rozumiem Karolino, że czujesz się przytłoczona pewnymi aspektami życia. Miałam tak samo non stop, ale życie mnie w pewnym stopniu znieczuliło.

    Marnowanie czasu jest względne, jak wszystko zresztą. Osoby nie przejawiające ochoty na poznawanie świata poza kręgiem codziennych spraw są w społeczeństwach całego świata w większości. Niegdyś się temu dziwiłam, a dzisiaj właściwie nie zwracam na to uwagi i robię swoje.
    Ludzie twórczy (obojętnie w jakiej dziedzinie sztuki) czują się nieco lepsi/wartościowsi od tych, którzy jedynie ograniczają się do jej odbioru. Osoby, które poświęcaj czas na jej odbiór z kolei uważają, że stoją na wyższym szczeblu rozwoju intelektualnego od ludzi żyjących wyłącznie dniem codziennym. Ci z kolei krzywo patrzą na tych, którzy mają gdzieś sprawy doczesne. A owi (np. Buddyści) czują się bardziej rozwinięci duchowo od całej reszty. To tak w dużym uproszczeniu. Doszłam do takiego etapu w życiu, iż uważam, że nie jest ważne jak kto układa sobie życie, ale to czy jest mu z tym wygodnie.
    Jednakże pisanie o tym jest potrzebne, bo czasem może wzniecić u czytelnika iskierkę zainteresowania czymś nowym. Zapoczątkować odmianę jakości życia. Oczywiście pod warunkiem, że nie jest buddyjskim mnichem.

    Z umiejętnością udawania martwego przez ludzi zetknęłam się dawno temu, przy okazji której rocznicy wybuchu II wojny światowej. Ktoś udawał martwego nie trafiony kulą podczas rozstrzeliwania mieszkańców pewnej kamienicy, w czasie hitlerowskiej okupacji. W miarę mojego interesowania się historią dowiedziałam się, że nie było to rzadkością.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytam, czytam i ... zachwycam się tym jak dobrze opisałaś tą dzisiejszą rzeczywistość. Uczy się nas bycia biernym, podporządkowanym, jednym z wielu. Myślę, że głownym celem rodziców jest ochronienie dziecka przed krzywdą, na którą może się narazić wystając z szeregu. Dlatego, że oni, mimo że dorośli, nadal się tego boją i projektują ten strach na swoje dzieci. Jak wiele projektujemy na innych, nie zdając sobie z tego sprawy!

    Dodatkowo dziedziczymy masowo poczucie krzywdy i bólu- bo jak mam szukać szczęścia, jak mam się spełniać, jeśli moi rodzice są tak skrzywdzeni i smutni? Dzieci często nie stawiają tego ostatniego kroku do spełnienia, bo powstrzymuje ich wrodzone już poczucie winy- że będę szczęsliwy, podczas gdy moi bliscy cierpią. To nielogiczne, a jednak tak często spotykane.

    Dziękuję Ci za ten post, świetnie się go czyta :)

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe