QUO VADIS SWIECIE BEZ WARTOSCI?

21:21


Ostatnie dwa tygodnie spędziłam na Maderze, ale to już wiecie bowiem mój instagram tonie w zdjęciach z Wyspy Wiecznej Wiosny. Muszę przyznać, że zawsze zastanawiały mnie wszelkie deklaracje ludzkości o rzekomym przemyśleniu życia w czasie urlopu. W końcu w moim wypadku myśli kręciły się głównie wokół niechęci do powrotu w stronę polskiej, smutnej rzeczywistości i zabrakło miejsca na istotniejsze koncepcje. A jednak tym razem w głowie zapaliło się znacznie więcej lampek niż mogłabym przypuszczać... Bo Madera to tak naprawdę biedna wyspa żyjąca przede wszystkim z turystyki - hotele, restauracje, inne atrakcje dla podróżnych oraz połowu ryb, który odbywa się nocami - rybacy wypływają w głąb Atlantyku na chybotliwych kutrach wątpliwej jakości. Tak więc tu perspektywa zawodowa pozostaje jedynie frazesem stając obok bogactwa i stopnia naukowego... A jednak ludzie wciąż potrafią spełniać się we własnym życiu czując jego pierwotność i prawdziwość odciętą od mody, trendu czy opinii świata...

Prostota chwili

Będąc na Maderze wielokrotnie powtarzałam, że pragnę zbudować domek z desek na plaży i po prostu tu zamieszkać, odciąć się od kultu pieniądza, pracy, zysku czy tytułu, uciec w to co realne i naprawdę ważne. Kilka dni temu stojąc wśród portugalskiego gwaru na targu rybno-owocowym w Funchal miałam wrażenie, że jestem na właściwym miejscu, że ta prostota chwili jest tym czego naprawdę pragnę. A przecież nie zawsze tak było... Trudno jest się przyznać do błędu, a jeszcze trudniej do głupoty, zwłaszcza gdy ma się tak niewielki życiowy staż. Mimo to zamierzam wyznać iż świat bez głębszych wartości omiótł także mnie i to w wieku szesnastu lat, kiedy stałam przed wyborem szkoły ponadgimnazjalnej. Otóż złożyłam papiery do jednego z najtrudniejszych liceów w mieście (praktykującego egzaminy  semestralne  stanowiące 30% półrocznej oceny) tylko po to by udowodnić światu, że mogę je skończyć, by zaimponować otoczeniu... i sobie samej. Przez lata nie znałam definicji słowa presja bowiem należę do szczęśliwego grona potomstwa rodziców o normalnym podejściu do życia. Tak więc zderzenie z realiami panującymi na świecie było jak siarczysty policzek w twarz, a im dłużej się w nim chowam tym bardziej odczuwam niesmak wobec panujących tu zasad, a właściwie ich braku.

Cel bez celu

Od dziesiątego roku życia myślę wyłącznie o jednej ścieżce kariery - dziennikarstwo. A jednak wielokrotnie byłam bliska porzucenia tego marzenia na rzecz ładnie brzmiącego tytułu i uznania ludzkości. Jeden z nauczycieli, z którym przyszło mi mieć do czynienia wielokrotnie powtarzał, że dziennikarstwo to żaden zawód, a i dla mnie nie brzmiało tak dumnie jak bycie prawnikiem. Po cichu zaczęłam, więc szykować się na  studia prawnicze aby zdobyć tyłu godny uznania... Dziś kiedy o tym myślę nie mogę zrozumieć własnej głupoty i próżności, a jednak wiem że ich obecność to jedynie skutki dorastania w tym świecie, świecie bez głębszych wartości.

Czasem zaskakuje mnie jak jedna ulica potrafi być usiana kontrastami; chwiejnym krokiem i ostrym odorem wyróżnia się alkoholik, stado ludzi w identycznych butach będących na topie mknie naprzód ze wzrokiem wbitym w ekran telefonu, gdzieś z boku pośrodku chorej rzeczywistości siedzi żebrak błagając o gorsze, centy, pensy czy centymy... To zestawienie życiowych wartości jest wręcz groteskowe, bo gdzie używkom i potrzebie zlania się z tłumem do woli życia. A jednak coraz trudniej dostrzec nam to co naprawdę ważne. Zabijamy się o lepsze wykształcenie, o dobre zarobki, musimy mieć duże mieszkanie w dobrej lokalizacji, bez nowych gadżetów czujemy się nikim, jesteśmy zobligowani do umieszczenia w internecie śladów po tym co dobre w naszym życiu - niech świat wie jak wspaniale nam się wiedzie. Aż pewnej nocy budzimy się zlani potem po sennym koszmarze, który jest odzwierciedleniem naszej codzienności. Nasze jestestwo na Ziemi ogranicza się do gromadzenia i udowadniania, aby pod koniec życia pluć sobie w brodę, bo zamiast pięknych wspomnień mamy te, które wypadało mieć i jeszcze setki rzeczy i pewnie jakiś tytuł. Ciekawe czy w zaświatach to wszystko nadal ma znaczenie? Obawiam się, że odpowiedź na to pytanie niesie danse macabre... 

Jeśli tak brzmi definicja człowieczeństwa...

Przed śmiercią podobno umiemy się ukorzyć, okazać cierpienie. Jesteśmy wielkim wsparciem dla rodzin ofiar masowego mordu, łączymy się w bólu,  zdjęcia profilowe przyozdabiamy flagą, a w całej swej wspaniałości potrafimy jeszcze dorzucić kilka kolorowych serduszek. To na pewno wiele znaczy... Ach na miłość boską dlaczego działania wobec czegoś tak straszliwego ograniczamy do pustych frazesów i o zgrozo obrazków! Skąd w nas taka potężna ilość braku taktu? I w końcu skąd w ludziach takie bestialstwo by zabić drugiego człowieka w imię przekonań? Moja przyjaciółka, Ewa powiedziała kiedyś, że jeśli tak brzmi definicja człowieczeństwa to chyba nie chce by nazywano ją człowiekiem, a ja muszę się zgodzić z owym założeniem... Ale mimo wszystko mam nadzieję, nadzieję, że pogodzenie się, dopasowanie lub puste biadolenie nie są jedynym rozwiązaniem. Wierzę, że siłą  przekonań i pewnością wobec słuszności własnych działań można obrać inną drogę. Drogę w zgodzie z samym sobą, a także w zgodzie z siłami natury, która jest ponad człowiekiem i ponad wszystkim co zdawać by się mogło ważne.

Kiedy któregoś dnia pobytu na Maderze znalazłam się w Sao Lourenco,  górzystym dzikim, pierwotnym miejscu i stanęłam nad przepaścią targana przez wiatr czułam spokój wiedząc, że to co widzę jest ponad wszystko co potrafi wyznawać ludzkość. Uwielbiam to przekonanie, że nic nie jest w stanie dorównać sile natury, że jesteśmy wobec niej bardzo mali. Całe bogactwo, tytuły, gromadzone gadżety, moda i trend są nagle niczym, a człowiek zaczyna pamiętać o tym co naprawdę ważne, o życiu i byciu w danej chwili. I wszystkim nam życzę aby takie refleksje pojawiały się częściej i prowadziły nas w dobrą stronę, stronę tego co naprawdę istotne.

Ps. Na Maderze prawie, że odcięłam się od internetowego świata toteż mam ogromne zaległości w blogowej wiosce, proszę więc o troszkę wyrozumiałości w kwestii moich zaniedbań. Już nie mogę się doczekać kiedy zajrzę na blogi czytelników, naprawdę tęskniłam za Waszymi tekstami! ;) 

......................................................................................................

Jak myślisz, dokąd zmierza ten świat? 

Fotografia we wpisie: kolekcja własna 



You Might Also Like

12 komentarze

  1. Żeby umieć się czasem w życiu się zatrzymać. To bardzo ważna rzecz. Niestety, tak jak napisałaś pęd za pracą, samochodem, czy pieniądzem przesłania ludziom prawdziwy sens życia, a "wyścig szczurów" trwa w najlepsze. Najgorsze jest to, że rodzice już od maleńkości wmawiają dzieciom, że trzeba skończyć prestiżową uczelnię, żeby znaleźć potem jeszcze bardziej prestiżową pracę, a potem z kolei złapać depresję i załamanie nerwowe, związane z tym całym prestiżem.
    Oby radość i piękno życia zawsze były na pierwszym miejscu, a potem dopiero cała reszta.
    Życzę tego nam wszystkim i czekam na reportaż z Madery, którą bardzo chciałabym kiedyś odwiedzić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dzieci-statuetki" – ależ mi się to podoba. Wyjątkowo celne określenie.

      Usuń
  2. Miło, że już wróciłaś. Lubię czytać Twoje młode a jakże dojrzałe teksty, które przywracają mi wiarę w ludzi i młode pokolenie. Ciekawa jestem Twoich wrażeń z Madery, tym bardziej, że odwiedzenie tej części świata mam dopiero w zamyśle.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, niezmiernie mi miło :)
      Myślę, że relacja z Madery pojawi się niedługo, sama czekam z niecierpliwością, aż opowiem o tym cudownym miejscu :)

      Usuń
  3. fajnie się tak zresetować w pięknym miejscu, wtedy mysli się jakoś jaśniej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Myślę, że każdy może znaleźć Bieszczady blisko, u siebie. Swoje owce również. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Czasami ludzie biegną w tym codziennym tempie i nie patrzą na to znajduje się wokół nich. Mój mąż, gdy ma zbyt wiele stresów w pracy, co jakiś czas powtarza, że rzuciłby wszystko i pojechał w Bieszczady.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz rację sporo w naszym społeczeństwie skrajności, sprzeczności, fałszu i dążenia, żeby mieć...obawiam się jednak, że to choroba, z której trudno się wyzwolić

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie napisane! :)) Na pewno zapamiętam i wezmę sobie do serca słowa Twojej Mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Słuszna uwaga, po za tym ja sama nie widzę siebie w dosłownym drewnianym domku, wciąż szukam równowagi pomiędzy tymi światami :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jesteś niesamowita. Świetnie się czyta Twoje teksty. Będziesz doskonałym dziennikarzem.
    Zastanawiam się czy to możliwe aby taka młoda osóbka a tak poważnie myślała i to jeszcze na Maderze? W XXI wieku większość ludzi żyje w pośpiechu i stresie. Doceniają tylko rzeczy przyziemne i powierzchowne. Bardzo często oceniają ludzi po wyglądzie, a nie zwracają uwagi na jego wnętrze.
    Czy w szacie graficznej Twojego bloga zaszły jakieś zmiany? Mam takie wrażenie...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie to napisałaś... Dokąd zmierzasz świecie?... Ja myślę, że do zagłady. Zagłady człowieczeństwa, współczucia, empatii, bezinteresowności i szczerości. Od dawna obserwuję zachowania moich znajomych na Facebooku, jestem tym wręcz zafascynowana! Ludzie nie są sobą! Zauważyłam, że im ktoś zamieszcza więcej wymuskanych zdjęć i postów pełnych szczęścia, to osobiście okropnie mu się wiedzie. Jest osobą niedowartościowaną i zakompleksioną, próbującą nadrobić braki komentarzami i lajkami. Bardzo smutne! A tego jest dużo więcej. Żyjemy w czasach epatowania pozornym szczęściem, a co będzie za kilka lat?...

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe