MORNING'S LIFEHACK CZYLI SPOSOB NA MILE PORANKI

23:01


Nigdy nie ukrywałam, że nie należę do grona fanów internetowych mądrości i nie raz rzuciłam małą uszczypliwość w kierunku tej tematyki. Oczywiście powodem mojego stanowiska nie jest zwykłe uprzedzenie, a raczej znudzenie niepraktycznością tychże porad. To, co razi mnie najbardziej to fakt, że wiele zawodowych bloggerek zatraciło kontakt z rzeczywistością i przedstawiając sposoby na udany poranek rzucają śniadaniami do łóżka... Nie oszukujmy się, niewielu z nas ma rano czas i chęć na urzędowanie w kuchni, tak więc królewska uczta ogranicza się do jabłka złapanego w locie tuż przed wyjściem z domu. Niestety poranny pośpiech nie tylko burzy naszą harmonię danej chwili, ale negatywnie wpływa na kolejne godziny. Nie możemy również zapomnieć, że długotrwały stres jest fatalny w skutkach dla naszego zdrowia... 

Osobiście bardzo długo borykałam się z tragizmem poranków, które odbierały mi radość całej doby. Jednakże od dłuższego czasu moje nastawienie w tej kwestii uległo znacznej zmianie i początek dnia bywa naprawdę przyjemnym momentem. Ponad połowa sukcesu tkwi w naszej głowie czyli od tego jakimi myślami będziemy się karmić zależy to jak potoczy się nasz dzień. Pozostała jedna/druga to oczywiście sprytne lifehucki, które ograniczą nasz stres do minimum. Jeśli ja - naczelny maruda uporałam się z fatum poranka to znaczy, że każdy doskonale da sobie radę z tym wyzwaniem. Jednakże skoro sama przetarłam już nieco poranne szlaki pomyślałam, że warto podzielić się kilkoma dobrymi sposobami, które bardzo ułatwiły mi funkcjonowanie w granicach 6.00/7.00 nad ranem. Jednak zanim zaczniemy pragnę zaznaczyć iż nie pojawi się tu żadna nowatorska i zaskakująca metoda, wszystko to już kiedyś było, ale jak pisał wspaniały, dwudziestowiecznych coach Dale Carnegie, sukces tkwi w spojrzeniu na utarte schematy świeżym okiem, a nie ciągłym poszukiwaniu niemożliwego. 

Jest jak jest, inaczej nie będzie

Bardzo często tragizm sytuacyjny ulokowany jest w naszym podejściu do sprawy. Czujemy się nieszczęśliwi, bo świat nie jest tak miękki i ciepły jak nasze łóżko, w związku z czym decydujemy się  na marazm. Z perspektywy osoby, która pojęła nonsens  podobnego myślenia  powiem tak: ruszamy na uzbrojoną armię z drewnianym patykiem... Świat będzie wyglądał dokładnie tak jak wygląda bez względu na to czy wyrazimy zgodę i zaaprobujemy nieuniknioną kolej rzeczy. Jest jak jest i inaczej nie będzie, tak więc zamiast walczyć z wiatrakami i próbować zmieniać niemożliwe zajmijmy się czymś o wiele prostszym - metamorfozą naszego nastawienia. Większość z nas nie przepada za procesem wstawania, bo tak naprawdę nie czuje ekscytacji i chęci do działania - po prostu nie lubimy swojego trybu życia. Tu tak naprawdę istnieją dwie drogi: zmiana lub akceptacja. Być może nawet sami nie wiemy jak wielki wpływ ma nasza zgoda na tok życia i czasem diabeł tkwi w  pracy/partnerze/mieszkaniu/tuszy itd. Wszystkie te elementy są częścią naszej codzienności i mamy prawo je zmienić.  Jednak co jeśli z różnych powodów porzucenie negatywnego pierwiastka jest awykonalne? Pozostaje tylko akceptacja. Myślę, że idealnie sprawdzi się tu przykład szkoły. Osobiście nienawidzę tego elementu swojego życia jednakże jeśli chcę dotrzeć do celu muszę minąć tę pośrednią drogę. Skoro, więc wiem, że nie mam wpływu na zmianę sytuacji pozostaje mi przekształcenie swojego  nastawienia. To w jakim nastroju wstanę z łóżka nie ma wpływu na fakt mojej niechęci do szkoły, po cóż w takim razie dodatkowo się katować i umacniać swoje niezadowolenie? Sceptyk powie, że nieszczęście jest następstwem niechęci do pewnych obszarów naszego życia - wiem, bo sama tak mawiałam, jednak jeśli przestaniemy patrzeć na nasz mózg tak bardzo wyniośle pojmiemy, że te na pozór głupiutkie metody naprawdę mogą na nas zadziałać

Ogranicz czynności do minimum

Ponoć najnowsze badania wykazały, że najwłaściwszym momentem na wybudzenie  jest dla naszego organizmu godzina 10:00. Niestety dla większości z nas spanie do tej pory jest rarytasem zarezerwowanym tylko na weekendy i na co dzień raczej witamy dzień razem ze wschodem słońca (zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym). Cóż więc zrobić aby ukraść chociażby dwadzieścia minut dodatkowego snu? Otóż moja rada brzmi banalnie: ogranicz czynności do koniecznego minimum. Prysznic możesz wziąć wieczorem, również lunch dobrze jest przygotować poprzedniego dnia, warto także sprawdzić prognozę pogody i przemyśleć strój na następny dzień jeszcze zanim zaśniemy. Porządek zdecydowanie skraca czas szykowanie się do wyjścia. Poszukiwania kluczy, portfela, ważnej teczki - nonsens, przecież możesz położyć wszystko w jednym miejscu i nad ranem bezproblemowo wrzucić potrzebne drobiazgi do torby. Fundowanie sobie stresu na dzień dobry to mało pozytywna wizja reszty doby.


Odpowiednia pula czasu

Pewnie niejednokrotnie zdarzyło Ci się biegać po domu łapiąc się za najistotniejsze  czynności, a czas i tak gnał daleko przed Tobą... Sama uprawiałam poranny sprint średnio co drugi dzień, aż w końcu mnie olśniło - przygotowuję sobie zbyt mało czasu na wyszykowanie. Zdawać by się mogło, że 40-50 minut wystarczy aż nadto, ale nie w moim przypadku. Któregoś dnia postanowiłam, więc zmierzyć jak wiele czasu potrzebuję każdego ranka aby w spokojnym, wręcz wolnym tempie dobrnąć na metę. Okazało się, że mój życiowy rekord wynosi 80-90 minut (dwa razy tyle co przypuszczałam!). Nie staram się zminimalizować tego pułapu, wolę oddać te kilkanaście minut snu na rzecz spokojnego przebudzenia. Bardzo często rano jesteśmy nieobecni, na pewno nie raz zdarzyło Ci się stać dłuższą chwilę wgapiając się w przestrzeń i nie wiedząc co właściwie dalej zrobić, dlatego kilka dodatkowych minut doskonale wypełni lukę czasową, którą tworzymy swoją nieobecnością. Swoją drogą tu mam jeszcze jedną banalną radę: myśl o tym co robisz. Za często zdarzało mi się pakować książki jednocześnie zapominając co właściwie powinnam zabrać, dlatego ostatnim czasem nastawiam się na automatyczne myślenie o tym co w danym momencie robię, dzięki temu wszystko idzie mi znacznie szybciej, a ja zyskuję kilka minut dla siebie, które poświęcam na przegląd blogów czy fragment książki. 

Dobry budzik to podstawa

Dla każdego inna metoda pobudki będzie tą najlepszą. Osobiście testowałam już wiele sposób na skuteczne przebudzenie,  od zrywania się na równe nogi, po 40-sto minutowe drzemki w odległości pięciu minut. Obecnie wstaję bezproblemowo dzięki metodzie - telefon metr od łóżka. To zmusza mnie do szybkiego wstania jednak spokojna melodia nie przyprawia o nienawiść do świata. Agresywne alarmy wcale nie są skuteczniejsze od delikatnych tonacji, sukces tkwi w przestawieniu się z programu "Jeszcze pięć minut" na "Okej, wstaję aby nie biegać po domu spóźnioną/ym" Doskonałym sposobem na wyrzucenie własnej osoby z ciepłego, miękkiego łóżka jest szlafrok albo gruby sweter - coś, co nieco przedłuży nasz pobyt w krainie snów i ewolucyjnie przeprowadzi przez etap wstawiania bez zbędnego dygotania z zimna.

Dziesięć plus

Jeśli masz problem z natychmiastowym podniesieniem się z łóżka nastaw budzik 10 minut wcześniej i poświęć ten moment na spokojne rozbudzenie. Tu sprawdzi się zarówno przegląd ulubionych portali jak i medytacja. Wszystko zależy od tego co najlepiej na Ciebie zadziała. Dobrym pomysłem jest także spokojne wybudzenie bez konkretnego zajęcia, ot krótkie dosypianie ze świadomością że pobudka naprawdę nastąpi.



Oprzytomnij 

Moment rozbudzenia jest o tyle trudny, że oczy same rwą się do spoczynku. Nie oszukujmy się, cudów nie ma i to właśnie te stare, dobre metody na lekkie orzeźwienie znów pomogą nam w powrocie do rzeczywistość. Otwórz okno, nawet jeśli na dworze panuje chłód, a następnie przemyj twarz chłodną wodą. Wiem, że zrobienie z siebie burito z koców i zamoczenie dłoni w gorącej wodzie brzmi znacznie lepiej o godzinie 6:00 rano, jednak w ten sposób tylko w zmorzymy tęsknotę za łóżkiem, a przecież nie taki jest cel.

Powitanie słońca
Od kilku miesięcy regularnie uprawiam jogę oraz strechning i powiem jedno - czuję się doskonale. Nie dość, że mój mózg cieszy się większą swobodą myśli to jeszcze samo ciało lepiej ze mną współpracuje. Od pewnego czasu każdego ranka poświęcam 10-15 minut na chwilę relaksu z jogą. Obecnie ułożyłam własną sekwencję, która pozwala mi złapać równowagę psychiczną oraz rozciągnąć zaspane ciało. Te kilka minut to moja mała świętość, prawdziwa ostoja w pędzącym świecie. Nie bez powodu pojęcie poranna gimnastyka istnieje w naszym słowniku od wielu, wielu lat. Te kilka minut dla naszego ciała naprawdę zaprocentuje. Siedzący tryb życia często skutkuje bólami kręgosłupa, sama nie raz nie wiedziałam gdzie usadowić się z książkami i notatkami, bo w każdej pozycji moje plecy dawały o sobie znać. Choć zabrzmi to jak fragment przeciętnej reklamy to odkąd uprawiam jogę mój kręgosłup umilkł - cudowne uczucie

Przerwij negatywny monolog

Któregoś razu dostrzegłam coś naprawdę przerażającego... Ścieląc łóżko pozwoliłam siebie naprawdę wsłuchać się w swoje myśli i nagle spostrzegłem, że co rusz w mojej głowie pojawia się hasło: "Nie mam siły!", "Jestem zmęczona!", "Chcę odpocząć!", "Nie dam rady!". Na chwilę zatrzymałam się uświadamiając sobie jak głupi jest ten wewnętrzny monolog... Wmawiając sobie co rusz negatywne określenia zaczynamy w nie wierzyć, żyć według nich, karmić się nimi a co gorsza po prostu im się poddawać. Jeszcze w XIX przeprowadzono eksperyment wykazujący w jaki sposób  mózg potrafi ustosunkować się do naszych myśli, dlatego kiedy powtarzamy non-stop o opanowującym nas zmęczeniu, stajemy się jeszcze bardziej wycieńczeni. Oczywiście nie namawiam nikogo do wmawiania sobie innej rzeczywistości i radości z powodu poniedziałku jednakże negatywny proces myślowy trzeba urwać. W jaki sposób? Najlepiej przez włącznie dobrego dla nas nagrania - może to być afirmacja, podcast, audiobook czy miła dla ucha muzyka. Ach, wiem że kusi Cię melancholijna melodia, a Don't worry be happy to raczej kiepski wybór na poranny marazm, dlatego proponuję spokojną składankę Spotify, w bazie portalu znajdziesz ich mnóstwo. Osobiście o poranku gorąco polecam: Your Favorite Coffeehouse, Soul Coffee, Sonday Morning oraz Indie Brounch.


Lekkie śniadanie 

Swego czasu akcje pod hasłem Jedzmy śniadanie! zadomowiły się w wielu szkołach po tym jak przeprowadzone ankiety wykazały, że pierwszy posiłek zjadany jest dopiero późnym południem. Logicznym jest, że wielu z nas we wczesnych godzinach porannych ani myśli o zjedzeniu czegokolwiek. Sama nigdy nie czuję głodu i śniadanie zawsze było dla mnie drogą przez mękę. Jednakże nie muszę podkreślać jak negatywne w skutkach potrafi być wychodzenie z domu na pusty żołądek. Już dawno odeszliśmy od tradycyjnego pojęcia śniadanie i dziś stara, dobra kanapka posiada wiele zastępstw. Osobiście o poranku wybieram płatki, ale równie dobrze możemy postawić na owsiankę, jogurt, owoce itd. W Internecie nie brakuje stron z ciekawymi przepisami na pierwszy posiłek, wystarczy odrobina chęci

Szerokiej drogi

Dobra podróż to podstawa. Bez względu na to w jaki sposób przemieszczamy się po mieście warto nieco umilić sobie ten proces. Obraz ludzi szczękających zębami na przystankach na pewno nie jest Wam obcy. Osobiście niejednokrotnie stałam na czele tego tłumu, aż w końcu uświadomiłam sobie własną głupotę. Nie marznę ze względu na mroźne powietrze, ale swoją nieracjonalność. Każdy z nas wie, że w okresie jesienno-zimowym należy ciepło się ubrać, ale niewielu z tej złotej zasady korzysta. Warstwy może nie są podstawą komfortu, ale zdecydowanie wygrywają z przeszywającym chłodem. Brzydki gruby sweter można zdjąć dojeżdżając do miejsca docelowego, a tym czasem nieco ociepli naszą podróż. Jadą samochodem często decydujemy się na przypadkową stację radiową. Ja zwykle stawiałam na Muzo.fm, ale prowadzący poranne wydanie są taaak strasznie irytujący, że ewidentnie zaburzają moją harmonię poranka. Dużo bardziej preferuję Radio Ram lub FRM Classic, które wpływają na mnie znacznie lepiej w tej nadal sennej aurze. Jeśli natomiast przemieszczam się autobusem zwykle przeglądam blogi, albo tworzę nowy wpis, co zdecydowanie odciąga moje myśli od szkoły i nadchodzących obowiązków. 

......................................................................................................

A jak wygląda Twoja lista porannych „lifehucków”?

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło | źródło | źródło) + kolekcja własna




You Might Also Like

41 komentarze

  1. Ach,ja również często jestem sceptyczna wobec tych blogowych poradników, bo są tak oderwane od rzeczywistości... podoba mi się, że Twój jest praktyczny, świetnie, zgrabnie napisany, a przy tym bardzo życiowy :)
    Ech, poranki. W tygodniu to najgorsza część dnia. Bo ja lubię pospać bardzo. I lubię posiedzieć dłużej wieczorem. Teraz kładę się wcześniej, mam taką zasadę, że przed dziewiętnastą, osiemnastą chcę być gotowa z nauką, żeby wieczór mieć wolny, potem nie robię nic. Staram się również wyciszyć z książką, wypić herbatę - wieczór to chwila dla mnie. Chodzenie spać wcześniej nie zawsze wychodzi, ale staram się, bo sama widzę, że rano jestem bardziej żywa.
    Bo rano przeważnie jestem nieprzytomna. Snuję się jak zombie. A spróbuj przekazać mi wtedy jakąś ważną informację, nie ma opcji. No i najczęściej trudno zwlec mi się z łóżka, bo kołdra taka ciepła... I popełniam ten błąd, że mamroczę do siebie ,,jestem zmęczona", ,,nienawidzę szkoły", ,,nienawidzę świata", ,,umieram" i tak dalej. Więc postaram się zastosować do Twojej rady, żeby zmienić nastawienie.
    No właśnie, nastawienie. Kiedyś próbowałam nastroić się pozytywnie do fizyki w poniedziałki rano, czyli przedmiotu, no, delikatnie mówiąc, niezbyt przeze mnie lubianego (podejrzewam, że to także kwestia tłumaczenia nauczyciela, bo teraz, gdy mamy zastępstwo, jakoś łatwiej mi to przyswoić i uwaga, nie wierzę, że to piszę, niektóre elementy wydają się nawet ciekawe!).
    ,,Kocham fizykę" - warczałam do samej siebie, siedząc w poniedziałek na pierwszej lekcji i próbując zrozumieć cokolwiek. ,,Kocham".
    Nie wyszło :D
    Dobra, żarty na bok. Nastawienie z całą pewnością jest ważne i postaram się nastroić w mojej głowie bardziej pozytywnie ;)
    Ja pochwalę się, że posiadam cieplutki, puchaty szlafrok, to mój nieodłączny poranny towarzysz :D
    Pozdrawiam ciepło i wybacz ewentualnie nieskładny komentarz!
    P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kiedyś miałam fizykę w poniedziałkowe poranki, tak więc znam ten ból doskonale :D
      Zmiana nastawienia jest trudna ale z drugiej strony poranny marazm jest jeszcze gorszy, tak więc naprawdę warto ;) Również od 20:00 rezerwuję czas dla siebie, wtedy jest chwila rekalksu aby nie zwariowała od nadmiaru wszytskiego :D

      Usuń
  2. Bardzo fajnie to wszystko zebrałaś, może być przydatne dla osób, które mają problemy z porannym rozruchem. Ja zawsze należałam do skowronków, nawet w liceum i nigdy nie miałam problemów z porannym funkcjonowaniem, ale wcześnie także szłam spać. Teraz jest podobnie i zamiast poleżeć dłużej, wolę spokojnie wstać by mieć czas na wszystko, a przede wszystkim na kawę, bo od takich codziennych rytuałów zależy dobry początek dnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zarzekam się zawsze, że postawię na poranną kawę żeby się nieco pobudzić, ale rano nie potrafię się do niej zmusić, bardziej popołudniami ;)

      Usuń
  3. Też jestem marudą i trochę mi zajęło pogodzenie się ze złem tego świata, który zrywa mnie z łóżka nad ranem... Oprócz jogi wiele rzeczy robię jak Ty. Zazwyczaj jak się budzę to tylko rozciągam się próbując dosięgnąć palcami sufitu, a sposób z telefonem kilka kroków od łóżka odkryłam już dawno, kiedy to telefon zaczął mi się rozładowywać jak głupi i muszę go ładować w nocy, a nie mam przy łóżku kontaktu. Jakiś sposób to to jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o zgrozo kontakt przy łóżku mam, tak więc mogę go ładować tuż nad swoją głową, sęk w tym, że wtedy stawiam na 5-minutowe drzemki i wdawanie trwa 30 minut

      Usuń
  4. Z większością punktów się zgadzam, nawet jeżeli poranną gimnastykę ograniczam do minimum ze względu na wielkość mojego pokoju (przywitanie dnia przywaleniem w biurko to nie jest to, o czym marzę...) Ale choćby porządne wyciągnięcie kręgosłupa świetnie działa. Dobrym sposobem okazało się tez dla mnie zminimalizowanie komfortu łóżka - zamiast puchowej pierzyny i miliona poduszek, z których naprawdę ciężko się wyciągnąć, śpię pod prostym śpiworem. Wieczorem i tak jestem tak zmęczona, że ten śliski śpiwór wydaje się cudowną kołderką, a rano łatwiej go opuścić.
    Lubię też zrobić sobie mały, poranny spacerek, czyli po prostu jeden przystanek przechodzę, zamiast przejechać, najlepiej ze słuchawkami na uszach.
    A z tym alarmem to święta racja... Kiedyś budziłam się naprawdę głośnymi, agresywnymi piosenkami, wręcz krzykiem, i codziennie przeżywałam przez to mini zawał. Teraz mam na budziku ,,Stairway to heaven", więc zaczyna się miękko, ładnie, a do tego uwielbiam tą melodię.
    Niestety, niezależnie od wszelkich środków czasami jest taki tydzień, że szybciej zdechnę niż wyjdę z łóżka, czuję się chora i pozbawiona sensu życia od samego rana. Wtedy po prostu robię sobie wolne, bo tak naprawdę dręczenie się za wszelką cenę przynosi wiele szkód. Lepiej mieć ten jeden dzień w szkole czy na uczelni opuszczony niż dręczyć się kolejne dni i odwalić coś głupiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznaję, że i ja czasem robię sobie wolne od szkoły kiedy czuję, że wszystko idzie nie tak. W pracy tak łatwo nie będzie, więc korzystam póki mogę :D

      Usuń
  5. Na studiach problem rannego wstawania odpadł, bo tylko dwa razy w tygodniu mam na ósmą, a mieszkam 10 minut od uczelni... Ale w liceum, wstając codziennie o szóstej, używałam podobnych metod jak Ty, tylko nieco zmodyfikowanych do moich potrzeb. Po pierwsze- zawsze ta sama piosenka na budziku. Bardzo piękna. Dla takiej piosenki warto wstać. Poza tym żadnych drzemek, dryg jak w wojsku, wyskakujemy z łóżka od razu w pełni świadomi. Po drugie- myśl pozytywnie. Ponieważ moje życie w liceum nie było przepełnione różowymi kucykami, główną optymistyczną myślą była kawa. KAWA. Łatwiej żyć, kiedy robisz wszystko myśląc KAWA, jak takie kawowe zombie.
    Nie u każdego to się sprawdzi... Ja akurat mam dużą samokontrolę. No i twierdziłam, nie bez racji, że wczesne wstawanie to naprawdę nie jest najważniejszy problem mojego życia. Współczuję jednak ludziom, którzy muszą robić to codziennie przez całe życie- ja chociaż miałam świadomość, że gehenna kiedyś się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie. Zawsze pozostaje ta myśl, że ta szkoła zaraz dobiegnie końca, warto pomyśleć wtedy o tych, dla których codzienność bedzie jeszcze długo utrapieniem i zaczać byc wdzięcznym za to co mamy

      Usuń
  6. Moje poranki nigdy nie były zmorą. Jasne, uwielbiam wstawać o 10 i jestem niezłym śpiochem. Zawsze jednak potrafię sobie zorganizować godzinę, półtorej przed wyjściem z domu - to czas na śniadanie, kawę, poranną blogową prasówkę, wyszykowanie się do wyjścia. Bez tego małego rytuału czuję się taka niepełna.
    Dobrze, że mówisz o ciepłym ubraniu. Dziś zmieniam kurtkę na zimową ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Ja rówież kiedy ominę jakiś punkt z mojej porannej listy czuję się niepełna :D

      Usuń
  7. Ja nigdy nie miałam jakiś ponadprzeciętnych problemów w trudnymi porankami. Jednak ostatnio troszkę się to zmienia. Leżałabym jak najdłużej. Jednak gdy mam trening na siłowni o 6:40 to nie ma przeproś. Wszystko przygotowuję poprzedniego dnia, a potem wypruwam z łóżka jak strzała rano ;) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trening 6:40... Naprawdę godne podziwu :D

      Usuń
    2. W dzień praca, w weekendy studia. Po pracy padam, poza tym nigdy nie lubiłam ćwiczyć wieczorami. Zostaje tylko poranek. Cud, że znalazłam trenera, który zgodził się na tak chorą porę treningów :D
      Miłego dnia! :)

      Usuń
  8. Dobre śniadanie to u mnie podstawa. Bez niego po drodze do pracy najpewniej bym zemdlała..
    Z powyższych punktów jestem obecnie na etapie szykowania się wieczór "przed". Kiepsko mi to wychodzi, więc często mi się zdarza przed wyjściem "biegać" za ciuchami..staram się usilnie to zmienić ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ciuchami to akurat przyznaję, że także "biegam rano", nie znoszę rozwieszać ich po całym pokoju, znacznie bardziej przemawia do mnie wybieranie rankami ;)

      Usuń
  9. Świetne rady! Szczególnie spodobała mi się ta związana z jogą - siedzenie 8 godz w pracy przed komputerem, a następnie raz na dwa dni 2-3 godziny w domu sprawia, że pod koniec dnia mój młody kręgosłup daje o sobie znać, chętnie to zmienię. Masz jakieś filmiki na YT, które możesz polecić, jeżeli chodzi o jogę dla początkujących?

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak! Absolutnie uwielbiam YogaZone (https://www.youtube.com/channel/UCTIuGeDiY8akZDnK2yZZ7HA) jestem kilkadziesiąt filmików, które sprawnie przeprowadzają na kolejny poziom i naprawdę niezniechęcaną za trudnymi asanami na początek :))

      Usuń
    2. Dziękuję za polecenie, z pewnością przetestuję jogę w takim wydaniu na sobie :)

      Usuń
  10. U mnie musi być kawa i 3 minutki a przegląd social mediów i maili od klientów (pracuje zdalnie z domu). Poza tym, witam moją imienniczkę w blogosferze :) obserwuje bo zapowiada się naprawdę ciekawy content na blogu :) pozdrówki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie taka nowa, musiałam przenieść się na nową domenę (usterki na starym adresie) ;) Ale dziękuję bardzo, miło mi :))

      Usuń
  11. Też nie przepadam za "blogowymi mądrościami", dlatego bardzo pozytywnie mnie zaskoczyłaś ;) Widać, że masz lekkość pióra. Bardzo miło się Ciebie czyta. I porady nie są banalne. Chętnie zastosowałabym się do wszystkich, ale nie zawsze się to udaje ;) Poranna joga odpada, bo nie wystarcza mi na to czasu. Mimo, że staram się zawsze wstać wcześniej to moje powolne poranne ruchy uniemożliwiają mi znalezienie chwili na rozruszanie ciałka :D Z samą pobudką raczej nie mam problemów. Należę do osób, które po pierwszych dźwiękach budzika wyrywają się ze snu. Troszkę inaczej jest z podnoszeniem tyłka z ciepłego łóżeczka. Zazwyczaj zajmuje mi to 3 minuty :D Nie jest najgorzej, ale znam ludzi, którzy wyłączają budzik i od razu wskakują w kapcie :D Wiem, że chłód powinien mnie rozbudzić, ale jestem tak ciepłolubną osobą, że nie mam odwagi otworzyć okna :D No, wyjątek stanowi wiosna/lato, kiedy nie ma mrozu na dworze (czyt. powyżej 15 stopni :D). Ja nie umiem wyjść z domu bez śniadania. Jestem ogromnym głodomorem, więc pierwsza moja myśl po przebudzeniu to "jedzenie!" :D Mimo, że zazwyczaj mam ochotę pożreć ogromne ilości mocno sycących potraw to staram się sięgać po lekkie dania ;) I koniecznie herbatka (zimna, jesień i początek wiosny) lub szklanka wody (koniec wiosny i lato) ;)
    Obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio wyskakuję z łóżka po pierwszym budziku, bo w innym razie nie ma bata, nie wstanę - dziś chciałam dospać tylko 5 minut i tak o to zaspałam godzinę :D

      Usuń
  12. bardzo przydatne, w końcu coś, co człowiek jest w stanie wykonać i nie jest to ponad jego siły :P

    OdpowiedzUsuń
  13. ps. dodaję do obserwowanych :D

    OdpowiedzUsuń
  14. To fakt, ja się dziwię jak ktokolwiek może jeść śniadanie w łóżku - tylko okruszki na kołdrze zostają. Rozumiem herbatka czy laptop, ale śniadanie w łóżku - nie przepadam. Ja niestety poranki spędzam połamana myśląc czy jest sens wstać czy nie lub kończąc w łóżku z królikiem, który na siłę o 8 rano zamiast pozwolić mi w wolny dzień wyspać się do 8 rano następnego dnia (przesadzam oczywiście) stwierdza, że jest głodny, a tak w ogóle to nie w sumie głodny nie jest, ale chce się bawić, więc podziwiam jak ktokolwiek ma chęć z rana do życia, gotowania, itd :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Na zdjęciu może to jakoś wygląda, no ale w rzeczywistości wszędzie okruchy i dżem na kołdrze - o nie, dziękuję za taki relaks :D

      Usuń
  15. Zaczynać dzień od jogi? Super pomysł! Też zamierzam wprowadzić go w końcu w życie i nie szukać więcej wymówek :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hej! :) Ile tutaj pozytywnych porad na udany poranek! Oj przyda mi się większość z nich, tym bardziej, że moje poranki są strasznie niezorganizowane i doszło do tego, że ranek to dla mnie najgorsza część dnia. Najgorsze w tym wszystkim chyba jest to wczesne wstawania.. gdybym mogla wstawać pozniej, np. o 9 czy 10 to mysle, ze jakos lepiej bym to wszystko zorganizowala. Znam ten poranny sprint haha :D postaram sie skorzystac z Twoich rad, moze coś mi pomoga.
    Buziaki!!!:)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
  17. Udany poranek? Lubię się wyspać :D
    A na serio, byle bez pośpiechu. To już chyba lepiej wstać 15 min. wcześniej.
    Obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Świetne porady :) Ja z porankami nie mam problemu, dzięki chłopakowi wyrabiam się zawsze na czas (robi nam śniadania :)) a z resztą jakoś sobie radzę i to nawet bez pośpiechu :)
    Gingerheadlife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  19. coś idealnie dla mnie ;) od zawsze mam przeogromne problemy ze wstawaniem z łóżka. nawet córka się nauczyła, żeby na śniadanie wołać tatę :D muszę to zmienic

    OdpowiedzUsuń
  20. Zasada numer 4 to moja złota zasada, zgadzam się co do niej. Muszę mieć telefon gdzieś z daleka od łóżka żeby się podnieść i przebudzić, bo ja zostawię go na łóżku to nigdy nie wstanę :D Nie lubię wcześnie wstawać, moją optymalną godziną jest 8.30 :) a na przyszykowanie się muszę mieć całe 70 min ^^ I nie potrafię się myć tylko wieczorem, prysznic muszę też wziąć rano na orzeźwienie ;) Dodaję do obserwujących, jak CI się spodoba mój blog to też możesz dodać :*
    http://sarowly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. Chyba nikt nie lubi wczesnego wstawania i tym bardziej w okresie jesienno-zimowym ciężko jest się zmobilizować do szybkiej pobudki. Ja zazwyczaj zostawiam sobie przynajmniej 1,5 godziny do momentu kiedy muszę wyjść z domu. Mogę wtedy spokojnie zjeść śniadanie, umyć się i do pracy docieram w pełni obudzona i gotowa do życia :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Fajny post. :)
    Miłego weekendu,
    DaisyLine

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie mam większego problemu ze wstawaniem, chociaż bywają poranki, gdy nie mam ochoty wyjść z łóżka. Poranna kilkuminutowa rozgrzewka staje się dla mnie wybawieniem:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dobre nastawienie to podstawa, wstaję z uśmiechem na ustach, niekiedy z konkretnymi zadaniami w głowie, które wykonam w ciągu dnia, i na samą myśl o tym, czuję się zdecydowanie lepiej. Co do wstawania o 10, wolę tego unikać (chociaż ostatnio zdarza mi się to nazbyt często, taki tryb dnia prowadzę), zdecydowanie wolę poranną pobudkę, mam później więcej czasu dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również lubię wczesne wstawanie, czuję się wtedy zdecydowanie bardziej gotowa do działania i widzę, że moje działanie jest znacznie bardziej produktywne, ale… czasem przychodzi taki weekend kiedy przed 10:00 jestem absolutnie nieprzytomna i nic nie mogę z tym zrobić :D

      Usuń
  25. Bardzo dopracowany post :) Ja mam to szczęście, że sama ustalam swój czas pracy, więc mogę się spokojnie rozbudzić :) na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Fajne sposoby - praktyczne i życiowe, mniej w stylu śniadań do łóżka właśnie. :) Ja wprawdzie raczej jestem skowronkiem, ale nawet w taką pogodę ciężko mi się wyrwać z objęć kołdry.

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe