PATRIOTYZM NA BARYKADZIE FALSZU Z TARCZA W KSZTALCIE UPRZEDZEN

13:47


Nie potrafię odnaleźć w swoim życiu najlepszego czasu na tworzenie felietonów. Biję się z myślami czy przelewanie świeżych emocji nie powinno zastąpić racjonalnego przeczekania uczuciowej burzy, a może właśnie na odwrót. Czasem noszę w sobie wiele myśli nie dających mi spokoju i nie potrafię znaleźć idealnego momentu na oddanie ich światu. Tak też działo się z przemyśleniami, które za chwile poznacie. Myślę, że były ze mną wystarczająco długo, już nie jestem w stanie dać im wyłącznej opieki - dorosły i czas by w końcu ruszyły w świat.

Od wojny do... wojny

Za nami kolejne Święto Niepodległości - to już 98 rocznica, minęły wybory w Stanach Zjednoczonych, ataki terrorystyczne wciąż rujnują nasz pozorny ład, do Europy napływają kolejne fale uchodźców, na Bliskim Wchodzie wciąż trwa wojna, w Afryce nie dzieje się lepiej. Ameryka Południowa zmaga się z wysoką przestępczością, mnóstwo rodzin w Boliwii nie ma dostępu do bieżącej wody, masowe ludobójstwa wciąż spędzają sen z powiek Międzynarodowemu Trybunałowi Karnemu. Każdego dnia sprawdzam wiadomości, potem na kilka miesięcy przystaję, bo nagle nie dostrzegam w tym sensu, bo zaczynam przewidywać co się stanie, bo przestaje mnie zadziwiać okrucieństwo świata. Urodziłam się w pięknym momencie historii - lata dziewięćdziesiąte XX wieku, okres względnego pokoju. O wojnie i okresie komuny dowiem się dopiero z opowieści przodków. Ten czas zdawał mi się tak bardzo odległy wręcz abstrakcyjny; gdy będąc dzieckiem usłyszałam, że dziadek przyszedł na świat w momencie trwania II wojny światowej przed oczami miałam biegające po Ziemi dinozaury, w swej małej głowie widziałam je koło mknących ku zagładzie czołgów. Dzieci dostrzegają zło jako przeszłość, coś zupełnie niewyobrażalnego, pojęcie martwe dokładnie tak jak martwe są dinozaury. 

Wiele razy oglądałam film Jutro pójdziemy do kina opowiadający losy trójki przyjaciół tuż przed końcem wypracowanego w Europie ładu... Bez wątpienia ekranizacja zmusza do refleksji, ale to co utkwiło w mojej pamięci  najbardziej to przejawiające się po wielokroć pytanie: czy wybuchnie wojna? Liczono na odpowiedzi zaprzeczające, uspokajano, że nawet jeśli dojdzie do takiej tragedii to horror nie potrwa długo, raptem kilka dni. Ale współczesny widz wiedział, wiedział, że terror wojny nadejdzie z dwóch stron, że potrwa sześć lat, że zniszczy wszystko co w życiu istotne... Do naszych przodków docierały rozmaite sygnały - anszlus Austrii, okupacja Czechosłowacji, a jednak wciąż łudzono się, że wojny nie będzie. Dziś pytam sama siebie: czy naprawdę może dojść do kolejnej, światowej masakry? I wątpię, naprawdę wątpię. Nie potrzebujemy wroga z zewnątrz by poddać się zagładzie, prędzej zrobimy to sami, my Polacy, my Europejczycy, my obywatele wszystkich narodów. My ludzie.

Patriotyzm - wybór czy obowiązek?

Za kilka miesięcy podejdę do matury, zdaję także egzamin z historii i wiedzy o społeczeństwie - moje notatki toną w sformułowaniach: śmierć, łamanie praw człowieka, wypowiedzenie wojny, okupacja, wyzysk, rewolucja, atak. I gdzieś tam pomiędzy brudem naszej przeszłości mieni się definicja słowa patriotyzm - czytam ją po wielokroć, ale cóż z tego skoro nadal nie umiem zrozumieć znaczenia tego terminu. Patriotyzm, patriota, patriotycznie - miłość do ojczyzny. Tak, widzę to na kartce, tak przeraża mnie współczesna interpretacja tego terminu, tak boję się, że Witkacy za dobrze znał nasz świat pisząc Onych.

Patriotyzm zawsze lokowałam na tej samej płaszczyźnie co czwarte przykazanie dekalogu - czcij ojca swego i matkę swoją. Szacunek dzielę na dwa oddzielne sektory - pierwszy to ten przyrodzony, który przysługuje każdej istocie żywej, na drugi zaś trzeba sobie zasłużyć. A czyż patriotyzm i wspomniane przykazanie nie wymaga od nas bezwarunkowego przypisania kraju i rodzica do grupy zasłużonego szacunku…?  Ojczyzna jest jak matka. Ale czy matka zasługuje na szacunek dlatego, że jest matką? Każdy może powołać na świat człowieka, ale sprawdzenie się w roli opiekuna wymaga czegoś więcej niż chwili zapomnienia. Jakim prawem wspaniała, kochająca mama ma dzielić szacunek z alkoholiczką zaprowadzającą w domu terror? To samo tyczy się ojców… Dlaczego wydaje nam się, że mieć dziecko oznacza mieć szacunek? Dlaczego sądzimy, że przyjść na świat w danym kraju oznacza miłować ten kraj z całego serca, nawet jeśli tłamsi nas i dławi?

Nie być patriotą… to jedno zdanie podobno pokazuje człowieka pozbawionego wszelkich wartości, za nic ma swoich przodków, za nic historię, za nic krew wylaną na brukach po których dziś stąpa. Dla pewnych kręgów brak patriotyzmu to doskonały powód do wzgardy, już czai się masowy ostracyzm. Czy jestem patriotką? - zadaję sobie to pytanie od kilku lat i wciąż nie umiem jednoznacznie powiedzieć tak lub nie, choć wiem, że znacznie bliżej mi ku tej drugiej stornie. Kiedy chcę kategorycznie zaprzeczyć pojawia się wyrzut tak potężny, że wręcz dołujący - miliony ludzi ginęło bym ja mogła żyć tu gdzie żyję i tak jak żyję tymczasem ja odrzucam całe to dziedzictwo narodowe, dziedzictwo przodków, bo po prostu tego nie czuję?

Patriotyzm a nacjonalizm

I nagle kiedy przeglądam wiadomości z kraju wszelkie poczucie wstydu z powodu braku miłości do ojczyzny znika. Nie podoba mi się to co aktualnie dzieje się w naszym państwie, głośne, niedorzeczne reformy i wypowiedzi wielu polityków wołające o pomstę do nieba (myślę, że przekroczenie progu sejmowego powinno być poprzedzone egzaminem sprawdzającym kompetencje potencjalnych polityków). Ale to co przeraża mnie najbardziej to odradzające się nurty narodowców uważane za prawdziwy patriotyzm. Bóg, honor, ojczyzna! - a między tymi okrzykami palenie flag innych państw, nienawiść i wrogość od odmiennych orientacji, poglądów, religii, narodowości. Nawoływania do wyplewienia inności, stawianie własnej ojczyzny nad innymi - czy to nie przypomina pewnego jegomościa z III Rzeszy? Dlaczego, jakim prawem akceptujemy wszelkie akcje o faszystowskim podłożu bezczelnie mieszając je z pojęciem p a t r i o t y z m? I w tym miejscu nie mówię tylko o naszym kraju, mam namyśli naprawdę szeroki krąg różnych narodowości i najzwyczajniej w świecie czuję strach przed tym pseudopatriotyzmem, który staje się odzwierciedleniem neofaszyzmu.

Nie umiem znaleźć się w tej terminologii, nie jestem w stanie zamknąć oczu i udawać, że świat wciąż doskonale funkcjonuje, że nie ma czego się bać. Już dobiegają nas świąteczne reklamy, nawołujące do miłosierdzia i jedności… Wytrzymamy do grudnia? Może jakoś nam się uda nie pozabijać przez te kilka tygodni, wytrwać w fałszywym przekonaniu o pięknie i dobru tego świata. Pytanie tylko brzmi jak długo jeszcze będziemy w stanie maskować siedzące w historii zło za nim pojmiemy niedorzeczność naszego zachowania i naprawdę zechcemy budować ład, który stanie się podłożem pięknie rozumianego patriotyzmu.

......................................................................................................

A jak Ty widzisz zjawisko dzisiejszego patriotyzmu?

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło)



You Might Also Like

24 komentarze

  1. Podejrzewam, że człowiek jest zły z natury, więc nie mogę zaręczyć Ci, że nie pozabijamy się do świąt, bo my non stop próbujemy się pozabijać, w każdym kraju i na wszystkich płaszczyznach. I nie byłabym taka pewna tego, że nie będzie wojny. Za dużo słyszałam opowieści o ludziach, którzy uciekli z Ukrainy do Polski, wygnani przez wojnę i kłopoty gospodarcze.
    Myślę, że gdy człowiek gubi się w jakimś pojęciu, najlepiej poszukać odpowiedzi w książkach. Ja definiuję patriotyzm bardzo osobiście, wzorując się trochę na Chestertonie- uznaję ojczyznę za coś, co dostałam z góry- nie miałam wpływu na to, gdzie się urodzę- ale jestem wobec niej lojalna. Bo po prostu, skoro taki miał być mój los, to niech będzie. Jestem lojalna- czyli chcę ją zmienić na lepsze, nie chcę jej opuścić i nie jestem z niej zadowolona- i to jest najważniejsze, gdybym była zadowolona, nie zmieniałabym jej, a twory, które stoją w miejscu szybko giną. Mój patriotyzm opiera się głównie na zmienianiu mojego kawałka świata, kawałka Polski, na lepsze.
    A że przy okazji bardzo Polskę lubię, związałam z nią swój los do końca, idąc na polonistykę. Teraz już nie ucieknę, nie ma dla mnie innego miejsca.
    Nie mówię nikomu, że mój pogląd na sprawę jest dobry. W zasadzie jest zły, bo nieracjonalny. Opiera się na uczuciach. Rozumiem ludzi, którzy nie kochają swojej ojczyzny, albo odnajdują ją w innym kraju. Nie krytykuję ich w żaden sposób, byleby tylko nie próbowali Polsce bruździć i nie oczerniali jej. Bo oczernianie, gdy się siedzi spokojnie w innym kraju, jest absolutnym zaprzeczeniem mojego patriotyzmu i zwykłym mendostwem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tu masz zdecydowaną słuszność, bardzo irytuje mnie rzucanie hasłami "Polaki cebulaki", "wieśniactwo", "polskiego turystę poznasz po sandałach ze skarpetkami i reklamówce"… Kurcze ja też jestem Polką, moi najbliżsi są Polakami i nikt z nas nie zachowuje się w podobny sposób, nie lubię generalizowania i nie życzę sobie by ktoś mnie obrażał. Po za tym Ci turyści w skarpetkach to nie tylko polska przypadłość, bo widziałam tak ubranych Niemców, Japończyków i wiele innych narodowości.

      Usuń
  2. Tak sobie myślę i za to Ci dziękuję, że tym wpisem nie tylko dałaś wielu osobom do myślenia, ale dałaś też świadectwo tego, że dzisiejsza młodzież potrafi samodzielnie myśleć i wyciągać dojrzałe wnioski. Nic więcej nie dodam, niechaj pytania zostaną retorycznymi, może dzięki temu będą mieć lepszy wydźwięk ku przestrodze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie :)
      Każdy taki wpis to dla mnie wyzwanie - jak przyjmą go czytelnicy, jednak czuję, że muszę poruszać tego typu tematy, w końcu te myśli to także część mnie.

      Usuń
  3. Wiem, że to niestosowne odpowiadać pytaniem na pytanie, ale naprawdę zależy mi na tym, żeby to wiedzieć. Jestem przekonany, że obraz świata, jaki przedstawiasz powyżej, maluje się po obejrzeniu, przeczytaniu czy wysłuchaniu choćby kilku serwisów informacyjnych. I ja mam zresztą (na własny użytek) wypracowane bardzo podobne wnioski do Twoich. Mógłbym podpisać się pod każdym Twoim zdaniem, a miejscami nawet pozazdrościć celnych sformułowań. Przejdę jednak wreszcie do pytania: Czy taki właśnie obraz patriotyzmu i w ogóle zmian zachodzących wokół da się zaobserwować również w skali mikro – spacerując ulicami Wrocławia, spotykając znajomych czy podglądając codzienne ludzkie zachowania? Doprawdy, nie daje mi to spokoju. Na ile to wszystko dzieje się w sferze internetowo-telewizyjno-radiowej (w której dzieje się na pewno), a na ile w tzw. przestrzeni miejskiej? Czy faktycznie mamy do czynienia z czymś tak kolosalnym czy raczej padamy ofiarą post-prawdy (o zgrozo, istnieje już takie słowo i nawet zostało ponoć uhonorowane mianem słowa roku 2016), w której bardziej liczy się to, jaką informację można ludziom sprzedać niż to, jaka informacja ma pokrycie w faktach? Nie sugeruję rzecz jasna, że Twoje słowa są post-prawdziwe, ale raczej zastanawiam się, na ile spostrzeżenia Twoje, moje i wielu innych osób są oparte na własnych obserwacjach, a na ile – na relacjach osób trzecich. A wreszcie, czy mieszkanie w Polsce stało się w ostatnim czasie tak nieznośne, jak można by przypuszczać na podstawie doniesień medialnych?

    Skoro już wspomniałaś o Święcie Niepodległości, to posłużę się prostym przykładem. Jeden z marszy przemierzających tego dnia ulice Warszawy niósł na sztandardach hasło "Polska bastionem Europy", dając jasno do zrozumienia, że kraj nad Wisłą uważają oni za ten, który stawi czoła rzekomej inwazji. Tymczasem w Kolonii (a więc w mieście, które wedle tych pierwszych nieroztropnie otwarło swe podwoje dla całych mas przybyszów z Afryki) wieczorem tego samego dnia dzieci maszerowały ulicami miasta z lampionami w dłoniach, by uczcić Św. Marcina. Czy ta druga informacja przedarła się do jakichkolwiek mediów poza regionem Nadrenii? Nie sądzę. W Polsce pewnie nadal jest to postrzegane jako ateistyczno-islamskie miasto masowych gwałtów leżące gdzieś na "zgnuśniałym zachodzie Europy". Do mnie z kolei dotarły fotografie medialne z Warszawy, która tonęła tego dnia w czerwieni odpalanych rac. A jak do tego wszystkiego ma się prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz - jestem pełna uznania dla wypowiedzi, a samo pytanie jest doskonałe. Trochę myślałam nad odpowiedzią i muszę przyznać, że nie jestem pewna. Teoretycznie gdy idę ulicą nikt nie wymachuje mi przed twarzą flagą wrzeszcząc "Polska dla Polaków", ale jednak widzę ten postępujący nurt narodowy, choćby w szkole. Jestem w trzeciej liceum czyli właściwie na tzw "wylocie" i niestety mam znajomych, którzy takimi hasłami się epatują. Ostatnio moja nauczycielka wos-u opowiadała jak to jeden chłopak próbował udowodnić, że inne rasy niż biała mają mniejsze mózgi, druga osoba uważa, że uwolnienie jednego z faszystowskich znaków z pod ścisłego zakazu jest w porządku, bo partia rządząca musiała się czymś odwdzięczyć nacjonalistom, którzy głosowali. Jeden z moich klasowych "kolegów" jest zdania, że kobieta ma siedzieć w domu i usługiwać facetowi, bo tak "Pan Bóg przykazał" i o zgrozo trochę takich treści przychodzi mi w liceum słuchać. Aczkolwiek sama jestem cięta na dzisiejsze media, które leją wodę strasząc nas wyimaginowanymi problemami, tak więc post-prawda na pewno ma tu swoje miejsce.

      Czy w Polsce żyje się źle? Cóż mi, w tym konkretnym momencie, jako prawie 19-letniej dziewczynie, na utrzymaniu rodziców, w ciąż się uczącej nie. Jednak myśląc o swojej przyszłości w tym kraju czuję pewien niepokój. Wiem, że ze znalezieniem pracy nie jest kolorowo, ustawa antyaborcyjna zawisła gdzieś w przestrzeni, ale sprawa wciąż nie jest rozwiązania, ponad to naprawdę boję się o demokrację. To już nie jest kwestia tego czy lubię partię rządzącą czy nie, ale działania tych naszych "elit" państwowych mnie momentami przerażają. Jestem już dorosła, mogę głosować, ale co z tego, skoro nie widzę w tym kraju partii, która odzwierciedlałaby moje poglądy. Jednak fakt, faktem, że lepszy brud na własnym podwórku niż cudzym. Nie jestem odrealniona i wiem, że inne kraje mają także własne problemy choć nie ukrywam, że poważnie myślę o emigracji.

      Ta opowieść o dzieciach z Kolonii to takie ładne światełko w tym politycznym, ciemnym tunelu, trzymajmy się takich działań, w nich jest moc tego świata :))

      Usuń
    2. Dziękuję za tak wielowymiarową odpowiedź. Prawdę mówiąc, trochę się tego obawiałem, tj. że pewne skrajnie prawicowe zakusy pobłyskują już nawet w życiu codziennym. Tak na marginesie, kiedy sam byłem w klasie maturalnej, głównymi tematami rozmów w moim liceum były nowe płyty rockowych zespołów, koncerty, filmy, książki, krótko mówiąc – popkultura; wszystko tylko nie polityka. Być może należałem do pokolenia ignorantów? Być może mieliśmy wtedy jeszcze tę ostatnią po prostu gdzieś albo zwyczajnie nie afiszowaliśmy się ze swoimi poglądami? Ostatecznie, skądś się nagle wzięli ci wszyscy zwolennicy skrajnych obozów, dla których ostatnimi czasy stworzono podatny grunt. Z drugiej strony, jest przecież sporo ludzi nieprzychylnych ekstremizmom (celowo używam tego słowa, bo osobiście nie widzę różnicy między popadaniem w taką czy inną skrajność). No i nieprzeliczone tłumy (powiedzmy) ambiwalentnych, którzy skłaniają się raz ku jednej, raz ku drugiej opcji. Cieszę się więc, że w Twojej wypowiedzi mimo wszystko dominuje optymizm. Nie dajmy sobie wmówić, że "zjawiska ekstremalne to dziś codzienność" (abstrahując od faktu, że logicznie to zdanie i tak nie ma sensu).

      A co do emigracji, to ja również o niej myślę (choć w nieco innym kontekście – jako wyprowadzki z Niemiec do jeszcze innego kraju) i łapię się na tym, że kwestia nastrojów względem przyjezdnych stała się dla mnie ostatnio jedną z bardziej istotnych, choć kiedyś w ogóle bym się nad nią nie zastanawiał. Nie wiem, jakie kraje Ty (ewentualnie) rozważasz, ale odnoszę wrażenie, że lista państw europejskich, w których na widok Polaka miejscowi nie będą się ani trochę krzywić, powoli się kurczy. I dopóki naszą "narodową fajność" budować będziemy zadzieraniem nosa, na poprawę sytuacji nie mamy co liczyć. Jasne, jeśli ktoś na liście rzeczy, z których jest dumny, wymienia dumę z bycia Polakiem, jego prawo, ale gdy automatycznie oznacza to, że inni ludzie powinni padać przed nim na kolana i bić pokłony przed "wielką Polską", to ja się za takich krajanów szczerze wstydzę.

      Wybacz, że tak się rozgadałem. A zarazem wielkie dzięki za poruszenie tak ważnego tematu!

      Usuń
    3. To ja dziękuję za tak ciekawą dyskusję i przepraszam, że odpowiadam dopiero dziś, ale... ech ta klasa maturalna :D

      Muszę przyznać, że moja szkoła to dość hmm specyficzne środowisko. Tutaj dysputy polityczno-historyczne są na porządku dziennym, co to się działo przed wyborami prezydenckimi w 2015 roku, prawdziwe słowne walki. Innym razem dwie dziewczyny zaczęły się kłócić o żołnierzy wyklętych na zasadzie: byli dobrzy czy niekoniecznie? Z jednej strony jestem dumna z takiego poziomu z drugiej przerażona, że gro moich szkolnych znajomych utraciło młodość w wieku licealnym i czasem czuję się dość dziwnie z takim przekonaniem.

      W kwestii emigracji: rozważam raczej kraje południowe tzn. Włochy, Hiszpania, Portugalia, Francja... Gdzieś tam z tyłu głowy mam także Kanadę. Z jednej strony serce rwie się do USA i UK, ale teraz to chyba nie są najlepsze kierunki na emigracje...

      Usuń
  4. Doskonale Cię rozumiem. Sama też nie mogę się zgodzić wewnętrznie na to, żeby pod płaszczyk patriotyzmu wrzucać: nienawiść, pogardę, dyskryminację? I to właśnie w momencie pozornego stanu "wolności". Jaka to wolność, skoro nie jest równa dla wszystkich. Gdzie w tym wszystkich ludzkie odruchy, dbanie o drugiego człowieka. Dlaczego budujemy kolejne mury zamiast je burzyć? Jak wreszcie jednostka może to przerwać? Chciałabym, aby ludzie żyjący w mojej ojczyźnie czuli się bezpiecznie, sama chciałabym nie odczuwać niepokoju.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och dokładnie, chciałabym przeglądać wiadomości bez uczucia "spinki" w żołądku na widok kolejnych przerażających faktów.

      Usuń
  5. Zawsze mawiam, że jeśli patriotyzm to palenie flag i rozwalanie chodników, budynków czy czegokolwiek na 11 listopada to nie chce uważać siebie za patriotkę, tym bardziej, że mam mieszane pochodzenie i nie podoba mi się takie mówienie, typu Ukrainka - to ma wp*erdol za Wołyń, tamten Rusek to za II wojnę światową, Francuz - Ci nam nie pomogli podczas wojny. Czekam aż przyczepią się do Finów - nie wiem za co, ale mam wrażenie, że niedługo mogę oberwać nawet za to, że Nokia upadła. Dla mnie przykre jest to, że moja rodzina oraz przyjaciele nie mogą się tutaj czuć bezpieczni, bo znajdzie się parę czubów, którzy uważają się za prawdziwych polaków i jeszcze zrobią im krzywdę ze względu na obcy akcent czy inny wygląd. W takich momentach to nic nie pozostaje tylko zacytować Piłsudskiego "Naród wspaniały, tylko ludzie k*rwy".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, Piłsudski wiedział co mówi. Irytuje mnie to, że wciąż jesteśmy na etapie wyrzucania innym narodom zbrodni z przed lat skoro tamte pokolenia już przeminęły. Przecież żadna nastolatka z Niemiec nie będzie przepraszać za poczynania III Rzeszy nawet jeśli jej pradziadek maczał palce w zagładzie ona jest niczemu winna. Jak to kiedyś moja koleżanka skwitowała: "Sorry, nie będę przepraszać za Grunwald i nie oczekuję przeprosin za bitwy przegrane, bo nie miałam na to wpływu." Oczywiście to samo tyczy się innych narodów, po prostu taplamy się w błocie przeszłości zamiast iść na przód i zająć się tym co dziś istotne. Poległym należy się hołd i oddanie, a nie wieczne szarpanie ich zasług w celu pognębienia innego kraju.

      Usuń
  6. Czy ja wiem czy dzieci dostrzegają zło jako przeszłość...? Niekoniecznie. To zależy od indywidualnej jednostki.
    Trzecia wojna światowa? Trochę trudno to sobie teraz wyobrazić. Racja, na świecie toczy się mnóstwo konfliktów, ale wydają się być tak dalekie, choć jednocześnie bliskie. Nikt nie chciałby na własnej skórze doświadczyć śmierci podczas wojny.
    Historia i WOS? Czyżby kolejny human? Jak ja nie znoszę tego pierwszego przedmiotu, tego nie da się opisać słowami. Za to drugiego nie mam i naprawdę cieszę się, ze nie będę ich zdawała. Nawet nie chcę myśleć o maturach. Tak wiele nauki, tak mało czasu.
    http://screatlieve.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No human, human :D Historia, społeczeństwo, kultura, literatura - moje klimaty ;)

      Usuń
  7. Pięknie napisane i niech pytania pozostaną pytaniami, pod każdym zdaniem z osobna mogłabym się podpisać, więc powtarzać się nie będę, a swój komentarz podsumuję słowami Proboszcza z "Rancza": "Ja ten kraj kocham, bez dwóch zdań, ale żyć w nim to jest sen wariata".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaka ładna sentencja na podsumowanie, w samo sedno... niestety

      Usuń
  8. Dla mnie to trochę smutne, że pod przykrywką patriotyzmu działają ludzie z grupy "JP na 100%", szukający zaczepki, a nawet i tacy, co wyglądają na porządnych ludzi, ale swoim zachowaniem daleko im do patriotyzmu. Bo nawoływanie do nienawiści to dla mnie żaden patriotyzm. Tak samo jak noszenie tych wszystkich części ubioru ze znakiem Polski Walczącej...

    OdpowiedzUsuń
  9. Całkowicie się z Tobą zgadzam - tak samo jak i Ty mam wątpliwości, czy dzisiejszy patriotyzm oznacza to samo, co podczas chociażby II wojny światowej - ten dzisiejszy patriotyzm niestety jest przepełniony nienawiścią oraz dyskryminacją, która może nas kiedyś ta podzielić, że sami siebie wykończymy, nie potrzebując do tego zadania "wroga" z zewnątrz.

    http://crafty-zone.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aktualnie przerabiam "Przedwiośnie" i ta cała chora idea rewolucji głównego bohatera niezwykle mi przypomina podejście wielu osób do patriotyzmu, ten brak realnego zrozumienia i zwykła obłuda... jednak historia zatacza kręgi cały czas.

      Usuń
  10. Nie słyszałam wcześniej o tym filmie, a przyznaję, że zaciekawiłaś mnie - w ogóle Twój post. W szczególności podoba mi się to, co napisałaś o szacunku do siebie. A czytając ostatni akapit, prawie się popłakałam. Przedstawiłaś wszystko w niezwykły i szczery sposób. Podziwiam, klękam i biję brawa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku muszę powiedzieć, że super, że w tak młodym wieku masz swoje poglądy i nie boisz się o nich mówić - naprawdę to się chwali i obyś nigdy nie czuła się stłamszona.

    Jako, że mamy wolność słowa to i ja z tego prawa skorzystam i powiem co sądzę. I zanim ktoś zarzuci mi tutaj sympatyzowanie z partią rządzącą od razu odpowiem - daleko mi do PiS. No, ale od początku. Nie byłam nigdy na Marszu Niepodległości, chociaż bardzo chciałam jechać na tegoroczny. Niestety z przyczyn czysto technicznych mnie tam zabrakło. Nie jechałam tam, żeby palić flagi, krzyczeć "Śmierć wrogom ojczyzny" czy prowokować inne manifestacje (cóż rzeczywistość pokazała, że nie po raz pierwszy to ktoś inny prowokował, ale to przemilczę) - nie mnie jednak poczułam wrzucona się do jednego worka z faszystami, ba, że już nie powiem o tym "nurcie" pewnego jegomościa z Trzeciej Rzeszy. Nigdy odmienność kulturowa nie stanowiła dla mnie jakiegoś kryterium, podobnie jak kolor skóry - sama mam znajomych ciemnoskórych, z innych państw i nigdy przez głowę mi nie przyszło, żeby przez tak zdefiniowany przez Ciebie patriotyzm wyrzec się ich, odwrócić czy obrazić. No, ale w sumie jako, że prawie jestem faszystką (bo chciałam uczestniczyć w Marszu Niepodległości, a to przecież jest jednoznaczne z akceptowaniem wszelkich akcji o faszystowskim podłożu ) to oni powinni bać się mnie, bo na pewno chcę ich tylko zwyzywać, pobić i zgnębić. To nic, że chciałam pojechać na ten Marsz, żeby tego jednego szczególnego dnia w roku pójść ramie w ramie z innymi Polakami. Nie przeczę, że również i tam znajdą się osoby, które pojechały tam w celu, w którym opisałaś Ty lub inni komentujący. Ale w Twoim poście zabrakło mi takiego właśnie odróżnienia. Włożyłaś kilkadziesiąt tysięcy Polaków do jednego worka z podpisem "faszyści". No chyba, że tam naprawdę takie obrazy jak - młoda Matka idąca z maleństwem na rękach, młody mężczyzna prowadzący wózek z maluszkiem, czy wreszcie (o zgrozo jak oni mogli tak zrobić!) młodzi ludzie na Marszu Niepodległości a razem z nimi czarnoskóry, niepełnosprawny, uśmiechnięty mężczyzna - mi się tylko przyśniły. Ale jeśli nie to dla mnie właśnie to jest patriotyzm, a zdecydowanie bardziej boli mnie widok polskiej flagi wtykanej do (przepraszam za wyrażenie) psiego gówna, niż obraz tysięcy ludzi, którzy idąc ulicami Warszawy robią biało-czerwone morze.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz przeczytałam swój tekst i nie widzę w nim żadnego wrzucenia wielu Polaków do worka z napisem "faszyści", nawet słowem nie wspomniałam o marszach niepodległościowych (ja tej idei nie czuję, ale jeśli innym odpowiada, chcą się angażować to naprawdę super). "Ale to co przeraża mnie najbardziej to odradzające się nurty narodowców uważane za prawdziwy patriotyzm. Bóg, honor, ojczyzna! - a między tymi okrzykami palenie flag innych państw, nienawiść i wrogość od odmiennych orientacji, poglądów, religii, narodowości. Nawoływania do wyplewienia inności, stawianie własnej ojczyzny nad innymi" tu mam namyśli manifestacje o zabarwieniu nacjonalistycznym, tak owa miała miejsce nawet w tym roku w moim mieście. Dla mnie krzyki "Polska dla Polaków", strzelanie z rac i zianie nienawiścią jest zachowaniem, które należy uznać za niebezpieczne. A palenie flag innych narodowości... dla mnie nie ma tu usprawiedliwienia, jeśli tak jak mówisz wepchnięcie flagi do psich odchodów jest bolesne to jej palenie także...

      Również pozdrawiam

      Usuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe