WIDZI WIEC NIE PATRZY: O CICHYM PRZYZWOLENIU NA PRZEMOC

15:28



To nie jest jeden z tych zaplanowanych wpisów, który publikuję z zadowoleniem. Ten powstał bardzo niedawno pod wpływem wydarzeń, które obserwuję od pewnego czasu w wiadomościach. Do napisania postu zdecydowanie nie zainspirowały mnie, ale zmusiły cztery historie, o których ostatnio jest naprawdę głośno i które doprowadziły mnie do niezwykle przykrych wniosków. W naszej kulturze przemoc jest traktowana jako pewnego rodzaju tabu. To znaczy wiemy, że patologia istnieje i mimo chciałoby się rzec zaawansowanych światopoglądowo czasów jest wciąż obecna. Rok temu napisałam artykuł (do przeczytania tutaj) o - jak to nazwałam - oposjoniźmie czyli udawaniu martwego przed światem, aby przypadkiem mu się nie narazić. W tamtym wpisie przywołałam historię z własnego życia, która dała mi bardzo smutną lekcję: skoro umiesz liczyć to liczyć wyłącznie na siebie. Przytoczę tu fragment tamtej notki, więc jeśli kojarzycie tę opowieść po prostu przejdźcie do kolejnego akapitu.

Mam czternaście lat...

Mam czternaście lat wraz z przyjaciółką stoję na przystanku pełnym ludzi, wracamy ze szkoły jest godzina szesnasta, ale z racji zimy na dworze zapanował mrok. Kiedy czekamy na autobus pochłonięte rozmową, na miejscu zjawia się dwóch pijanych kibiców Śląska Wrocław. Tego wieczoru na stadionie miejskim miał odbyć się mecz, ale panowie byli już w wystarczająco "sportowym" nastroju. Milkniemy z przyjaciółką by niepotrzebnie nie zwracać na siebie uwagi, ale niestety ci i tak postanowili do nas podejść. Udawanie, że nie słyszymy ich pijackiej gadki zdaje się na nic, w końcu jeden z nich zirytowany naszym milczeniem unosi rękę w moją stronę, automatycznie krzyczę by mnie natychmiast zostawił. W końcu drugi z kibiców odciąga kolegę, który na odchodne nazywa mnie najgorszym określeniem kurtyzany. Prawdę mówiąc do dziś zastanawiam się jak potoczyłaby się sytuacja gdyby jeden z mężczyzn nie był na tyle trzeźwy by odciągnąć od nas agresywnego kolegę... Przystanek pełen ludzi, w tym kilku rosłych mężczyzn zaciekle wpatrywało się w ulicę udając, że nie widzi nieporadności czternastolatek wobec zaistniałej sytuacji

Oczywiście nie doświadczyłam żadnej przemocy, a jedynie porządnie mnie nastraszono, nie zmienia to jednak faktu, że od tragedii dzielił mnie jeden w miarę trzeźwy człowiek. Ale skoro ludzie nie zareagowali w środku dnia, na zaludnionym przystanku (warto dodać, że był gigantyczny korek, więc wokół nas było naprawdę MNÓSTWO osób świadomych co się może wydarzyć), to co dopiero  w sytuacji prawdziwego zagrożenia... Wtedy chowanie głowy w piasek to podstawa dla naszego społeczeństwa. Kiedyś słyszałam historię o ludziach, którzy odmówili dozorczyni poproszenia sąsiadów o nie zamykanie zsypu, bo cytuję: "Będziemy tu żyć do śmierci, więc nie chcemy z nikim kłótni". Czyli mówiąc wprost dla niektórych zwykła sąsiedzka rozmowa stanowi lęk przed ostracyzmem. Jak więc w takich warunkach mamy kształtować młodych ludzi na osoby świadome i społecznie zaangażowane? Nie mówię tu wyłącznie o Polakach, jednak te tendencje w naszym kraju są wysoce niepokojące, a ja jako obywatelka tego państwa obserwuję je na co dzień... 

Oczy szeroko zamknięte

Przed bodajże dwoma tygodniami na jaw wyszła sprawa mężczyzny, który przez dwa lata więził, torturował i molestował własną żonę. [Jeśli nie znacie szczegółów sprawy odsyłam do typowo informacyjnej notki - tutaj.] Oprawca chwilę po ślubie ukazał swoje prawdziwe oblicze po raz pierwszy, z czasem było tylko gorzej. W końcu zamknął żonę w piwnicy, kazał jej jeść rozmoczony chleb przywiązanej i na czworaka jak pies, potem brutalnie gwałcił kobietę, zmuszał dzieci do bicia bezbronnej matki. Córki także były bite i molestowane przez swojego ojca. Ponoć pokrzywdzoną wypuszczano z piwnicy na wyjątkowe okazje aby pokazała otoczeniu, że w jej życiu nie dzieje się nic złego, do jej więzienia wpuszczano zaś innych mężczyzn, którzy za dwadzieścia złotych mogli zrobić z kobietą co tylko chcieli. Istnieją także doniesienia, że dzieci miały na twarzy nawet ślady po taśmie klejącej, którą zasłaniano im usta. Nie wierzę, że NIKT przez DWA lata nie dostrzegł, że w tamtym domu dzieje się istne piekło... Ba, zamiast pomóc maltretowanej kobiecie dokładali swoje - tu mam na myśli gwałcicieli za dwie dychy. Oczywiście media dotarły do osób mieszkających w sąsiedztwie, a nawet do matki oprawcy, ale albo nikt nie widział, albo co w domu to w domu... Jednym słowem katowanie człowieka we własnym M2 jest dla wielu ludzi sytuacją w normie, no bo na co to się wtrącać w cudze życie. (Fakt, że wyrok dla tego mężczyzny to jedynie dwadzieścia pięć lat, dodatkowo z możliwością ubiegania się o przedterminowe zwolnienie po odbyciu trzech czwartych kary, jest szokujący, bo ofiara długo nie będzie w stanie normalnie funkcjonować, jeśli w ogóle kiedykolwiek da radę żyć ze spokojem.)

Interwencja? Czy to na pewno bezpieczne?

Rozumiem, że interweniowanie jest trudne, że wymaga od nas pewnego rodzaju odwagi, że boimy się o własne życie i życie naszych najbliższych... Ale na miłość boską już nawet patrząc tak czysto egoistycznie: jaką mamy pewność, że ktoś kto maltretuje własną rodzinę za chwile nie wpadnie w odwiedziny do nas, zabierając ze sobą siekierę. Skąd wiemy, że nie trafi na nasze dziecko wracające ze szkoły, partnera/partnerkę przychodzącego z pracy po zmroku... Dlaczego ułatwiamy czynienie zła tego typu ludziom? I nie jest to kwestia racjonalnej kalkulacji dorosłych, bo przecież wiemy co zdarzyło się w gdańskim gimnazjum. [Jeśli nie znacie szczegółów sprawy odsyłam do typowo informacyjnej notki - tutaj.] Do sieci trafiło nagranie, na którym kilka dziewcząt znęca się nad uczennicą gimnazjum. Dziewczynka jest bita, kopana, ciągnięta za włosy. Wokół tłum osób przygląda się z rozbawieniem, dopinguje, zachęca do dalszej masakry, nawet podpowiada gdzie jeszcze uderzyć czy kopnąć, jak bardziej ją upokorzyć i zniszczyć. To już nawet nie jest lęk przed hipotetyczną zemstą za interwencje, ale zwykłe zwyrodnialstwo, którym świadek dzieli się w sieci. Porażkę wychowawczą ponieśli, więc nie tylko rodzice bohaterek materiału, ale także dzieciaków, które biernie lub co gorsza z aplauzem uczestniczyły w agresji. A wystarczyło tylko zawołać nauczyciela, woźnego, konserwatora, przechodnia... kogokolwiek z dorosłych kto mógłby przerwać katowanie dziewczyny.

Twarz, nam jako ludziom, ratuje mieszkanka Texsasu. Erika Burch wybrała się na zwykłe zakupy do Walmartu w Cleveland, kiedy niespodziewanie zauważyła kwilące dziecko błagające ojca o litość. Kilkuletnia dziewczynka została przywiązane za włosy do sklepowego wózka, które pchał rosły mężczyzna mający za nic ból dziecka. Erika od razu zareagowała, ale ojciec odburknął tylko, że nie jest to sprawa kobiety, więc niech się lepiej nie wtrąca. Burch zrobiła zdjęcie i udała się z nim na policje, ale tam usłyszała, że każdy ma prawo do dyscyplinowania własnego dziecka, a dziewczynka nie nosi śladów świadczących o znęcaniu. Pomogło dopiero wrzucenie fotografii do sieci, okazało się, że mężczyzna posiada już wyrok za znęcanie się nad nieletnimi i poszkodowana dziewczynka została zabrana w bezpieczne miejsce. I tu pojawia się nagle kolejny absurd, bo w internecie zarzuca się kobiecie wtrącanie w życie rodzinne, przez co dziecko zabrano od bliskich. Ba, na polskich portalach znalazłam nawet komentarze chwalące ojca, bo te dzisiejsze dzieciaki są takie rozpieszczone, że trzeba uciekać się do przemocy aby je jakoś wychować... chyba na potencjalnych oprawców. Nie zrozumcie mnie źle, mocno potępiam skandynawskie ingerowanie w życie obywateli, sprawdzanie każdego życzliwego donosu sąsiada, bo dziecko nabiło sobie guza czy zrobiło sinika. Dziecko to tylko dziecko, nie uważa, szaleje, łazi po drzewach i jak się nie wywróci to się nie nauczy, ale czym innym są siniaki nabite w boju z grawitacją, a czym innym te zadane przez rodziców. Zrobienie dziecka to żadna sztuka i nie jest to też powód do bezkarnego dyscyplinowania małoletnich. Zaangażowanie pani Burch jest godne pochwały i podziwu, gdyby na świecie było więcej takich ludzi może nie słyszelibyśmy tyle o noworodkach pobitych na śmierć. Bo jeśli ktoś w miejscu publicznym przywiązuje dziecko za włosy do pchanego wózka sklepowego, to co musi się dziać za zamkniętymi drzwiami...

Zło w mundurze sprawiedliwości 

Z drugiej strony jak tu się dziwić zwykłym obywatelom skoro nie reagują nawet osoby, których zadaniem jest obrona słabszych. Kilka tygodni temu na światło dzienne wypłynął materiał, na którym widać, jak dwudziestopięcioletni mężczyzna zatrzymany w ubiegłym roku przez wrocławską policję jest katowany w policyjnej toalecie. Odkąd dowiedziałam się co zaszło tamtego dnia, za każdym razem gdy mijam na wrocławskim rynku miejsce, w którym chłopak patrzył na świat ostatni raz, czuję dreszcze. Potraktowany gorzej niż zwierz, umierał w męczarniach za zamkniętymi drzwiami komisariatu... za przyzwoleniem grupy funkcjonariuszy mających stać na straży prawa. W jednym z filmów z Tomem Cruise, Jack Reacher: Jednym strzałem, bohater wylicza typy osób, które wstępują do armii: są to patrioci lub ludzie chcący kontynuować rodzinną tradycje oraz... ci, którym podoba się wizja legalnego zabijania. Jestem, więc w stanie pojąć, jakoś objąć rozumem, że i w policji znajdą się osoby o psychopatycznych skłonnościach, ale przecież paralizator trzymała jedna osoba. Co więc działo się z resztą funkcjonariuszy? Dlaczego biernie przyglądali się przesłuchaniom rodem z czasów III Rzeczy i jej oddziałów bojowych, dlaczego nie zareagowali, dlaczego pozwolili na torturowanie drugiego człowieka? Na wrocławskim rynku znaleźli się ludzie, którzy próbowali powstrzymać nieprzepisowe zatrzymanie mężczyzny (na nagraniach widać nawet przyduszanie chłopaka), ale policja pokazała im jak kończy się ingerowanie w jej wątpliwe kompetencje. Osoby nagrywające szokujące aresztowanie uprowadzono (bo trudno to mówić o zatrzymaniu skoro jak relacjonują ludzie nie doszło nawet do wylegitymowania) na komisariat, a przy tym wyśmiewano: "znaleźli się dziennikarze"... Tu chciałabym zaznaczyć jeszcze jedną rzecz. Oczywiście jestem zwolenniczką wyjaśnienia tej sytuacji i srogiego ukarania winnych, ale nie rozumiem dlaczego programy informacyjne, co rusz puszczają nam poruszające nagranie, na którym dokonywana jest zbrodnia. Czy to materiał dla sadystów? Bo jest różnica pomiędzy ujawnieniem prawdy, a epatowaniem się ludzkim cierpieniem... Tym czasem materiał leci w kółko, przy każdy nawet najmniejszym odwołaniu się do sprawy. Wszyscy wiemy co zdarzyło się tamtego majowego dnia, nie jest konieczne aby przypominać o tym odbiorcy w tak drastyczny sposób.

Prawdę mówiąc nawet nie wiem jak zakończyć ten wpis... Tworząc artykuł czułam zaangażowanie, ale teraz gdy moje emocje ujrzały światło dzienne czuję jedynie smutek i żal. Nie wiem czy jest sens abym podsumowywała jakkolwiek to co napisałam wyżej. Przemoc i bierność  to tematy rzeka, cały czas otwarte, podsumowanie sugeruje zaś zakończenie... niestety wiem, że tego problemu długo jeszcze nie zamkniemy.

......................................................................................................

A jak Ty postrzegasz zjawisko przemocy
oraz bierność wobec niej? 

Fotografia we wpisie: licencja CCO (źródło


You Might Also Like

7 komentarze

  1. Wiele spraw nas bulwersuje, na wiele nie mamy wpływu. Nie napiszę pewnie nic mądrego, a jedynie refleksje , która nasuwa mi sie na gorąco - nie patrzmy jak i co robią inni, niech każdy odpowiada za siebie, jeśli czuję, że powinnam pomóc, pomagam, może przy okazji znajdzie sie ktoś, kto sie przyłączy i będzie na dwoje. Tylko tak i aż tak, całego świata nie zbawimy, ale pozostaniemy przyzwoitymi ludźmi...
    Dobrze, że wróciłaś do pisania:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, mam nadzieję, że zostanę tu nieco dłużej :)

      Usuń
  2. Bardzo poruszył mnie Twój post. Odebrałam go tym silniej, że w 1989 dwóch pijanych mężczyzn zakatowało mojego ojca, bo wstawił się za człowiekiem, przez nich napastowanym. Przemoc rodzi się(moim zdaniem) u dwóch typów ludzi:zakompleksionych tchórzy z manią wielkości i u psychicznie chorych, których niezrównoważenie ukrywa on sam i rodzina. Wyglądasz na zdjęciu na bardzo młodą osobę i przykro jest, że zamiast cieszyć się urokiem najpiękniejszych lat, próbujesz wpływać na sumienia dorosłych.Jeżeli swoje przekonania będziesz propagowała w środowisku rówieśniczym, tak aby pokolenie wchodzące w dorosły świat, miało odwagę mówić:"nie zgadzam się", to będzie przykład dla nas dorosłych ale i podstawa do budowania lepszej przyszłości. Gratuluję tekstu, odwagi mówienia o rzeczach tabu i życzę pomyślności w każdym dniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem odizolowana od polskich mediów. Nie znam spraw, o których piszesz. Sądzę, że pojawiły się w internecie, ale ja nie otwieram artykułu, którego tytuł sugeruje przemoc.
    Dlaczego programy informacyjne epatują zbrodnią? Bo to się dobrze sprzedaje. Można pójść dalej i zapytać dlaczego ludzie lubią to oglądać, dlaczego inaczej nie kształtuje się ich gustów?
    Dlaczego ludzie nie reagowali? Bo byli w tłumie. Prawdopodobnie, gdyby byli sami sprzeciwiliby się agresorom.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam pewną sytuację - któregoś razu mój współlokator przybył do domu i okazało się, że ktoś mu podał jakiś narkotyk. Był agresywny, chciał wychodzić w bieliźnie nago - jednym słowem mógł sobie zrobić krzywdę. Żeby temu zapobiec chwytaliśmy się wszystkich rzeczy, a on krzyczał. Było to w środku nocy. Mieszkamy w bloku? Nikt nie przyszedł, chociaż było naprawdę głośno. Nikt nikogo nie bił w tym przypadku, a co jeśli jednak by tak było? Ludzie wolą tego nie widzieć, nie mam pojęcia czemu...

    OdpowiedzUsuń
  5. To wszystko nie tylko brzmi strasznie, to po prostu jest straszne, bo dzieje się cały czas w różnych miejscach i mimo teoretycznej świadomości o ogromie krzywd wyrządzanych gdzieś obok, ludzie wciąż idą na brutalną łatwiznę, chowając głowę w piasek.

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe