MOJ MIESIAC: wrzesien 2017

18:00


Obiecanki cacanki, a głupiemu radość... Bardzo zależało mi na wdrożeniu regularnego prowadzenia bloga jeszcze przed rozpoczęciem studiów. Okazuje się jednak, że znacznie lepiej działam pod presją czasu, kiedy wszystko jest elegancko ułożone w kalendarzu, a ja po prostu wiem, że jeśli nie zrobię czegoś dziś, to zapewne nie zrobię już tego wcale. Pod tym względem naprawdę bardzo cieszy mnie rozpoczynający się dziś rok akademicki: jest plan, jest kalendarz, są konkrety. A skoro cały miesiąc zawzięcie milczałam, zapraszam Was na mały wrześniowy skrót. 

☞ Jestem i zajmuję się:
Wrzesień spędziłam we Wrocławiu. Wciąż zachodzę w głowę jakim cudem ten miesiąc tak szybko dobiegł końca... Z drugiej strony, gdy pomyślę, że rozpoczął się kiedy ja jeszcze w najlepsze cieszyłam się maltańskim słońcem (jak poniżej) zaczynam odczuwać upływ czasu. Ponieważ był to już o s t a t n i miesiąc moich pomaturalnych wakacji, wrzesień starałam się wykorzystać naprawdę produktywnie. Był czas dla znajomych, rodziny i rozwój oraz domykanie różnych rozpoczętych spraw.



☞ Myślę:
Ostatnio, wielokrotnie zdarzyło mi się myśleć o zawieszeniu bloga... Bardzo bałam się, że nie pogodzę studiów ze swoimi sportowymi pasjami i prowadzeniem Definiuję. Ten strach sprawił, że straciłam motywacje do prowadzenia strony w okresie wakacji. Ciągle chodziła mi po głowie natrętna myśl: „Po co mam tworzyć wpisy skoro nie wiem czy blog przetrwa?”. Ale za każdym razem kiedy czytałam ciekawą książkę, oglądałam dobry film, a w szczególności gdy miałam tzw. życiowe rozkminy, nie mogłam sobie wyobrazić, że nie podzielę się tym wszystkim z Wami.

Kiedy byłam w klasie maturalnej blog umarł śmiercią naturalną, spadł na sam dół listy życiowych priorytetów i opustoszał. W pewnym momencie odechciało mi się budować wszystkiego na nowo, ale dziś wiem, że nie potrafię zamknąć tego miejsca na dobre. Może nie będzie idealnie i regularnie, ale będzie... Jak mawia Ola Budzyńska: „Zrobione jest lepsze od doskonałego” ;)



☞ Uczę się:
We wrześniu dostałam swoje pierwsze rękawice bokserskie i wciąż szkolę się w sztukach walki (okazuje się, że ta dyscyplina sportu przyspiesza proces spadku wagi, prawdę mówiąc nie planowałam chudnąć, więc w ostatni weekend września pozwoliłam sobie na zjedzenie pizzy z serowymi brzegami - rozkosz :D).

Dodatkowo miałam okazję wziąć udział w dwóch świetnych kursach zorganizowanych przez PS Academy, prowadzonych przez Radka Podrucznego: Sport Nutrion Basic oraz Gym Workout Theory. Spędziłam cały weekend w Salonie Edyty na Nowowiejskiej, aczkolwiek ogrom wiedzy jaki dostałam okazał się warty poświęconego czasu. Zdecydowanie opłaca się wzbogacać swoje doświadczenie, wychodzić naprzód i doskonalić się w dziedzinach, które nas fascynują.



☞ Udało mi się:
Wrzesień był miesiącem wychodzenia z własnej strefy komfortu... Momentami było naprawdę trudno zmusić się do niewygodnych działań, jednak każdy zdobyty mały szczyt pokazywał mi, że warto się przemóc i zrobić kolejny krok naprzód. Nie ma nic gorszego niż stagnacja, z którą jesteśmy pogodzeni.

We wrześniu zrobiłam także tatuaż, który zaprzątał mi głowę bardzo długi czas. Marzyłam o czymś podobnym, aczkolwiek zdawałam sobie sprawę, że otoczenie nie do końca zrozumie moją koncepcję. Wytatuowanie wzoru jest dużo prostsze niż decyzja o napisaniu czegoś na swoim ciele. Dlatego śmiało mogę mówić o tym, że udało mi się przeforsować własne zdanie: przepiękna hiszpańska sentencja jeszcze z czasów II wojny światowej zdobi odcinek skóry pod moim obojczykiem. 

"Es preferible morir de pie que vivir de rodillas" to w wolnym tłumaczeniu „Lepiej umierać stojąc niż żyć na kolanach”... Dla mnie nie ma nic wspólnego z ideologią wojny i okupacji, to po prostu piękny - w swej sile - drogowskaz na nową drogę życia, na wejście w dorosłość. Każdego ranka ma mi przypominać, że nikt za mnie nie umrze, więc nikt nie ma prawa za mnie żyć. Tatuaż ma mi także pokazywać, że czas tu  - na Ziemi - jest ograniczony, dlatego nie wolno marnować go na zajęcia, miejsca i ludzi, którzy nie są dla mnie właściwym wyborem.



☞ Czekam:
Nie wiem czy istnieje cokolwiek, na co taaak bardzo bym czekała. Na razie mam ochotę iść do przodu bez konkretnie sprecyzowanego planu. W październiku rozpoczynam studia i owszem jestem ciekawa jak będzie wyglądało akademickie życie, aczkolwiek w żadnym razie nie mam wewnętrznego parcia na poznanie konkretnego etapu. Na razie jestem cierpliwa, jak wylegujący się poniżej Leon ;)



☞ Czytam:
Muszę przyznać, że we wrześniu nie po drodze było mi z literaturą. Rozpoczęłam naprawdę wiele książek, ale żadna nie przykuła mojej uwagi na dłużej. Wyjątek stanowi rewelacyjna pozycja, na którą natknęłam się już pod koniec miesiąca - Uwolnij pewność siebie, Rafała Kołodzieja. Nie ukrywam, nie należę do grona fanów tego typu literatury i nie interesowały mnie zagadnienia dotyczące pewności siebie w relacjach między ludzkich. Osobiście szukałam pozycji, która wyjaśni mi proces pewności w zakresie podejmowanych w życiu decyzji, a książka Rafała Kołodzieja zdecydowanie spełniła moje oczekiwania.



☞ Oglądam:
We wrześniu dokończyłam oglądanie wszystkich, wyemitowanych do tej pory sezonów Mostu nad Sundem, o którym wspomniał we wpisie podsumowującym sierpień.

Nie rozpoczęłam oglądania żadnego nowego serialu, natomiast z przyjemnością wracałam do pojedynczych odcinków moich dwóch ukochanych sitcomów: Big Bang Theory oraz Modern Family - jeśli nie znacie zdecydowanie powinniście nadrobić to karygodne zaniedbanie. Ja także postanowiłam nadgonić przerażające braki w kultowej kinematografii. W końcu, po latach obejrzałam słynną Seksmisje, Juliusza Machulskiego. Muszę przyznać, że film bardzo mi się spodobał, odnalazłam w nim wiele kultowych tekstów, które weszły do mowy potocznej: "Kobieta mnie bije!", "Zastałem Jolkę?" czy Bocian, bociuś! Finał historii - mimo, że prawie każda znana mi osoba już widziała Seksmisję i pewnie gdzieś już spojlowała podczas luźnych rozmów - zdołał mnie zaskoczyć.



☞ Słucham:
W kwestii muzycznej wrzesień upłynął mi ze Spotify w tle (jak prawie każdy inny miesiąc - wielbię tę aplikację). Słuchałam głównie swoich ulubionych, delikatnych składanek czyli: Calm Down oraz Your Favourite Coffeehouse są idealne na okres jesiennego chilloutu.



☞ Uważam, że:
Wrzesień okazał się naprawdę obfitym w ciekawe doświadczenia miesiącem. Pomału zaczynałam wariować  nie mając stałego zajęcia dlatego z ciekawością przyglądam się temu co niesie dla mnie październik. Mam nadzieję, że kolejny wpis tego typu będzie optymistycznym podsumowaniem początku mojej studenckiej przygody. Trzymajcie za mnie kciuki!

PS. Czas ogarnąć, te przejmujące się grafikiem, cztery litery! Długo zastanawiałam się jak stworzyć plan publikacji wpisów aby pojawiały się regularnie, w miarę możliwości często, a jednocześnie nie chciałam by blogowanie przysłoniło mi inne aspekty życia. W związku z tym spodziewajcie się nowości na blogu co pięć dni, posty będą publikowane głównie wieczorami ;)

A jak wyglądał Twój wrzesień? 
Opowiedz mi i innym czytelnikom w komentarzu.

Fotografia we wpisie: kolekcja własna

You Might Also Like

0 komentarze

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe