MOJ MIESIAC: pazdziernik 2017

16:12


Od dobrych kilku tygodni na blogu pojawiają się wyłącznie podsumowania minionych miesięcy. Teoretycznie z poczucia winy - skoro nie dodaję wpisów na co dzień, to przywitam się chociaż raz na miesiąc, ale chyba także z czystej przyjemności. Tego jedynego rodzaju wpisów nie potrafię sobie odmówić... Jestem sentymentalna, lubię podsumowania i refleksje, zresztą jesień sprzyja właśnie takim nastrojom. Nie chcę niczego deklarować, bo z pewnością zapeszę, jednak obiecałam sobie, że w listopadzie wezmę się w przysłowiową garść i uporządkuję pewne aspekty życia - jednym z nich jest właśnie blog. 

☞ Jestem i zajmuję się:
Październik spędziłam we Wrocławiu, pomijając dwudniowy skok w bok do Poznania gdzie obecnie mieszka moja przyjaciółka. Jednocześnie była to moja pierwsza podróż pociągiem i muszę przyznać, że lotniska są o wiele bardziej czytelne i zdecydowanie mniej stresujące niż dworce PKP. Mimo wszystko dobrnęłam do celu w jednym kawałku. 

Ponadto w październiku rozpoczęłam jeden z bardziej ekscytujących etapów życia: okres studencki. Prawdę mówiąc panicznie bałam się dołączenia do kolejnego miejsca, które będzie próbowało podciąć mi skrzydła, jak miała to w zwyczaju robić każda zaliczona przeze mnie szkoła. Jednakże studia okazały się zupełnie innym światem: nie skłamię mówiąc, że z przyjemnością jeżdżę na uczelnię - poznaję fascynujące zagadnienia, ciekawych wykładowców i świetnych współstudentów - po prostu znajomych z roku.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jakim widokiem wita mnie i żegna uniwersytet. Pięknie, prawda? 


☞ Myślę:
Sądzę, że październik był takim czasem próby. Pozwoliłam sobie na odpuszczenie wielu rzeczy: nie prowadziłam bloga i social mediów, nie ćwiczyłam poza sesjami z trenerem, jadłam za to mnóstwo słodkości, a poza tym nie organizowałam się zupełnie. Dziś czuję, że muszę wrócić do pewnego rodzaju samodyscypliny, ale ten miesiąc - tak zwanego off-u - był mi niezwykle potrzebny. Sądzę, że mocno się rozluźniłam, pozwoliłam sobie na znacznie więcej niż dawniej i dobrze mi z taką świadomością. Ludzie mówią, że kiedy się zmieniasz pod wpływem nowych sytuacji to udajesz kogoś kim nie jesteś, ja uważam, że po porostu stajesz się sobą. Kolejne etapy życia pozwalają nam odkrywać nasze własne ja. 


☞ Uczę się
Ach gdyby to dało opisać się słowami! Mam wrażenie, że wracam z uczelni jak Józef - bohater utworu Dylematy, Przemysława Gintrowskiem - ze spotkań patriotycznych, z rozpalonym łbem. Czuję, że tematyka mojego kierunku zwyczajnie mnie porywa. To o czym uczą się studenci komunikacji wizerunkowej to pewnego rodzaju Matrix - prawda nie istnieje, poglądy są nabyte i stanowią jedynie dyskurs, wielkie symbole to rodzaje logo, a krowa może być zielona, bo nasz mózg sam tworzy sobie rzeczywistość. Prawdę mówiąc, śmiejemy się ze znajomymi, że po zajęciach boli nas mózg -  to co poznajemy w dużym stopniu burzy ład jaki całe życie nam wpajano i to jest właśnie piękne. Kierunek wymaga gigantycznej otwartości oraz liberalistycznego podejścia do życia - moje klimaty. 

Oczywiście nadal kontynuuję naukę walk, która daje mi coraz więcej przyjemności. Skończył się okres wymierzania prostych ciosów przed siebie, zaczyna się obrywanie i kontratak. Takiego cardio jak tarczowanie nie robiłam nigdy, pot się leje, mięśnie drżą, a skóra aż piecze - cudo. 


☞ Udało mi się:
W tym roku udało mi się wziąć udział w przebieranej imprezie halloweenowej. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie to tak wspaniała noc. Zdecydowałam się na kostium czarnego łabędzia. Pożyczyłam od mamy czarną, tiulową sukienkę - miała ją na sobie wiele lat temu podczas studniówki - maskę zakupiłam w Empiku, a w zrobieniu wysokiego koka pomógł mi zwykły wypełniacz. Być może następnym razem postawię na halloweenowy makijaż jak sztuczne rany czy sińce jednak na razie moje umiejętności są zbyt małe na tego typu artyzm ;)

Ponad to niezwykle cieszę się, że mimo miesiąca offdyscyplinowego udało mi się przychodzić na treningi, czasem nawet kosztem snu czyli popuka o 6:00 rano. Sport to taka dziedzina życia, która sprawia, że naprawdę czujesz dumę z tego co robisz. 


☞ Czekam:
Będąc zupełnie szczerą: nie istnieje coś, na co faktycznie bym czekała... Cieszyłam się na złotą jesień i czas słodyczowego obżarstwa, niestety te dwa etapy już za mną. Jakaś cząstka mnie czeka na okres świąt - zapach choinki, smak pierników i dźwięki kultowych zimowych przebojów, ale jak na razie chcę cieszyć się tym listopadem, wierzę, że będzie udanym miesiącem. 



☞ Czytam:
Październik nie sprzyjał czytelniczym podbojom, prawdę mówiąc za mną lektura tylko jednej pozycji, ale za to bardzo dobrej. W tym miesiącu zmierzyłam się Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności, autorstwa Yeonmi Park. Jest to niezwykle poruszająca historia o naturalnej potrzebie bycia wolnym i decydowania o własnym losie. W piękny sposób pokazuje jednostkę ponad ideologiami.  W przyszłości postaram się opowiedzieć o tej książce nieco więcej.

Ponadto rozpoczęłam zapoznawanie się z literaturą branżową. Póki co czytałam o komunikacji w ujęciu socjologicznym oraz sposobach organizowania konferencji prasowych. 


☞ Oglądam:
Ze wstydem przyznaję, że w październiku obejrzałam zaledwie jeden film... Wybrałam się do kina na ekranizacje powieści Jo Nesbo - Pierwszy śnieg. Jak już kiedyś wspomniałam za mną trzy tomy kultowej serii z udzałem Harry’ego Hole. Niestety twórcy filmu zdecydowali się na przedstawienie dopiero ósmego tomu, w związku z czym nie miałam do czynienia z książkowym pierwowzorem. Doszły mnie słuchy, że w stosunku do oryginału film wypadł blado aczkolwiek na mnie wywarł całkiem dobre wrażenie. 


☞ Słucham: 
W październiku znów romansowałam ze składankami Spotify - stawiałam na spokojne kompozycje związane z jesienią choć przyznaję, że już kusi mnie odpalenie świątecznej składanki Michaela Buble. Aczkolwiek postanowiłam wstrzymać się jeszcze przez kilka tygodni, po dłuższym oczekiwaniu będzie smakować zdecydowanie lepiej ;)


☞ Uważam, że: 
Październik bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Obawiałam się początków studiowania, bałam się kolejnych ram w jakie trzeba będzie się wpasować, na szczęście nic podobnego na razie mnie nie spotkało. To był dobry miesiąc, zaznałam sporej dawki spontaniczności, ale także spokoju - zdecydowanie było mi to potrzebne. 

A jak wyglądał Twój październik? 

Fotografia we wpisie: kolekcja własna



You Might Also Like

0 komentarze

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe