MOJ MIESIAC: pazdziernik 2017

21:41




Od dobrych kilku tygodni na blogu pojawiają się wyłącznie podsumowania minionych miesięcy. Teoretycznie z poczucia winy - skoro nie dodaję wpisów na co dzień, to przywitam się chociaż raz na miesiąc, ale chyba także z czystej przyjemności. Tego jedynego rodzaju wpisów nie potrafię sobie odmówić... Jestem sentymentalna, lubię podsumowania i refleksje, zresztą jesień sprzyja właśnie takim nastrojom. Nie chcę niczego deklarować, bo z pewnością zapeszę, jednak obiecałam sobie, że w listopadzie wezmę się w przysłowiową garść i uporządkuję pewne aspekty życia - jednym z nich jest właśnie blog. 

☞ Jestem i zajmuję się:
Październik spędziłam we Wrocławiu, pomijając dwudniowy skok w bok do Poznania gdzie obecnie mieszka moja przyjaciółka. Jednocześnie była to moja pierwsza podróż pociągiem i muszę przyznać, że lotniska są o wiele bardziej czytelne i zdecydowanie mniej stresujące niż dworce PKP. Mimo wszystko dobrnęłam do celu w jednym kawałku. 

Ponadto w październiku rozpoczęłam jeden z bardziej ekscytujących etapów życia: okres studencki. Prawdę mówiąc panicznie bałam się dołączenia do kolejnego miejsca, które będzie próbowało podciąć mi skrzydła, jak miała to w zwyczaju robić każda zaliczona przeze mnie szkoła. Jednakże studia okazały się zupełnie innym światem: nie skłamię mówiąc, że z przyjemnością jeżdżę na uczelnię - poznaję fascynujące zagadnienia, ciekawych wykładowców i świetnych współstudentów - po prostu znajomych z roku.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć jakim widokiem wita mnie i żegna uniwersytet. Pięknie, prawda? 


☞ Myślę:
Sądzę, że październik był takim czasem próby. Pozwoliłam sobie na odpuszczenie wielu rzeczy: nie prowadziłam bloga i social mediów, nie ćwiczyłam poza sesjami z trenerem, jadłam za to mnóstwo słodkości, a poza tym nie organizowałam się zupełnie. Dziś czuję, że muszę wrócić do pewnego rodzaju samodyscypliny, ale ten miesiąc - tak zwanego off-u - był mi niezwykle potrzebny. Sądzę, że mocno się rozluźniłam, pozwoliłam sobie na znacznie więcej niż dawniej i dobrze mi z taką świadomością. Ludzie mówią, że kiedy się zmieniasz pod wpływem nowych sytuacji to udajesz kogoś kim nie jesteś, ja uważam, że po porostu stajesz się sobą. Kolejne etapy życia pozwalają nam odkrywać nasze własne ja. 


☞ Uczę się
Ach gdyby to dało opisać się słowami! Mam wrażenie, że wracam z uczelni jak Józef - bohater utworu Dylematy, Przemysława Gintrowskiem - ze spotkań patriotycznych, z rozpalonym łbem. Czuję, że tematyka mojego kierunku zwyczajnie mnie porywa. To o czym uczą się studenci komunikacji wizerunkowej to pewnego rodzaju Matrix - prawda nie istnieje, poglądy są nabyte i stanowią jedynie dyskurs, wielkie symbole to rodzaje logo, a krowa może być zielona, bo nasz mózg sam tworzy sobie rzeczywistość. Prawdę mówiąc, śmiejemy się ze znajomymi, że po zajęciach boli nas mózg -  to co poznajemy w dużym stopniu burzy ład jaki całe życie nam wpajano i to jest właśnie piękne. Kierunek wymaga gigantycznej otwartości oraz liberalistycznego podejścia do życia - moje klimaty. 

Oczywiście nadal kontynuuję naukę walk, która daje mi coraz więcej przyjemności. Skończył się okres wymierzania prostych ciosów przed siebie, zaczyna się obrywanie i kontratak. Takiego cardio jak tarczowanie nie robiłam nigdy, pot się leje, mięśnie drżą, a skóra aż piecze - cudo. 


☞ Udało mi się:
W tym roku udało mi się wziąć udział w przebieranej imprezie halloweenowej. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się, że będzie to tak wspaniała noc. Zdecydowałam się na kostium czarnego łabędzia. Pożyczyłam od mamy czarną, tiulową sukienkę - miała ją na sobie wiele lat temu podczas studniówki - maskę zakupiłam w Empiku, a w zrobieniu wysokiego koka pomógł mi zwykły wypełniacz. Być może następnym razem postawię na halloweenowy makijaż jak sztuczne rany czy sińce jednak na razie moje umiejętności są zbyt małe na tego typu artyzm ;)

Ponad to niezwykle cieszę się, że mimo miesiąca offdyscyplinowego udało mi się przychodzić na treningi, czasem nawet kosztem snu czyli popuka o 6:00 rano. Sport to taka dziedzina życia, która sprawia, że naprawdę czujesz dumę z tego co robisz. 


☞ Czekam:
Będąc zupełnie szczerą: nie istnieje coś, na co faktycznie bym czekała... Cieszyłam się na złotą jesień i czas słodyczowego obżarstwa, niestety te dwa etapy już za mną. Jakaś cząstka mnie czeka na okres świąt - zapach choinki, smak pierników i dźwięki kultowych zimowych przebojów, ale jak na razie chcę cieszyć się tym listopadem, wierzę, że będzie udanym miesiącem. 



☞ Czytam:
Październik nie sprzyjał czytelniczym podbojom, prawdę mówiąc za mną lektura tylko jednej pozycji, ale za to bardzo dobrej. W tym miesiącu zmierzyłam się Przeżyć. Droga dziewczyny z Korei Północnej do wolności, autorstwa Yeonmi Park. Jest to niezwykle poruszająca historia o naturalnej potrzebie bycia wolnym i decydowania o własnym losie. W piękny sposób pokazuje jednostkę ponad ideologiami.  W przyszłości postaram się opowiedzieć o tej książce nieco więcej.

Ponadto rozpoczęłam zapoznawanie się z literaturą branżową. Póki co czytałam o komunikacji w ujęciu socjologicznym oraz sposobach organizowania konferencji prasowych. 


☞ Oglądam:
Ze wstydem przyznaję, że w październiku obejrzałam zaledwie jeden film... Wybrałam się do kina na ekranizacje powieści Jo Nesbo - Pierwszy śnieg. Jak już kiedyś wspomniałam za mną trzy tomy kultowej serii z udzałem Harry’ego Hole. Niestety twórcy filmu zdecydowali się na przedstawienie dopiero ósmego tomu, w związku z czym nie miałam do czynienia z książkowym pierwowzorem. Doszły mnie słuchy, że w stosunku do oryginału film wypadł blado aczkolwiek na mnie wywarł całkiem dobre wrażenie. 


☞ Słucham: 
W październiku znów romansowałam ze składankami Spotify - stawiałam na spokojne kompozycje związane z jesienią choć przyznaję, że już kusi mnie odpalenie świątecznej składanki Michaela Buble. Aczkolwiek postanowiłam wstrzymać się jeszcze przez kilka tygodni, po dłuższym oczekiwaniu będzie smakować zdecydowanie lepiej ;)


☞ Uważam, że: 
Październik bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Obawiałam się początków studiowania, bałam się kolejnych ram w jakie trzeba będzie się wpasować, na szczęście nic podobnego na razie mnie nie spotkało. To był dobry miesiąc, zaznałam sporej dawki spontaniczności, ale także spokoju - zdecydowanie było mi to potrzebne. 

A jak wyglądał Twój październik? 

Fotografia we wpisie: kolekcja własna



You Might Also Like

10 komentarze

  1. Trochę zazdroszczę ludziom, którzy zaczynają studia... Raczej trudno zacząć je po raz drugi, można inny kierunek czy coś tam, ale to nie będzie TO uczucie robienia czegoś absolutnie pierwszy raz. Na drugim roku zaczynam widzieć wady uniwerku, niektóre rzeczy mnie irytują, ludzie już wcale nie są tacy fascynujący jak wcześniej i zaczyna pojawiać się paniczna wizja licencjatu. Ale cieszę się, że studia Ci podeszły, nie wiem czy istnieje na świecie coś lepszego niż dobre, kochane studia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lizzy Mad Hatter3 listopada 2017 21:18

    Nie rozumiem tego wstydu "w tym miesiącu obejrzałam tylko x filmów/przeczytałam x książek". Ja przez całe gimnazjum i pierwszą klasę liceum czytałam około 50 książek rocznie. Teraz czytam zdecydowanie mniej (teraz, w trzeciej liceum, to praktycznie już wyłącznie lektury), ale się tym nie przejmuję. To przecież moja sprawa, a mam wrażenie, że jak ktoś kto pisze, że czyta mało, od razu musi się usprawiedliwiać, bo zostanie przez innych zlinczowany. Że to taka rywalizacja "kto więcej przeczyta". A przecież nie o to chodzi. Z tego co piszesz wynika, że masz bardzo zabiegane życie i jesteś z tym szczęśliwa - po co sobie robić wyrzuty? Ja kiedyś nie miałam znajomych i miałam problemy ze snem - i czytałam bardzo dużo. Teraz wolę się spotkać z przyjaciółką, którą nie widziałam długi czas, niż zostać w domu i czytać. Może ktoś uważa, że to źle i jak tak można - no cóż, nie dbam o to. Ja jestem ze swoim życiem szczęśliwa i tego się trzymam. Polecam to samo każdemu :D Zresztą, ciesz się że ta jedna książka, którą przeczytałaś w październiku, była dobra - bo ja w październiku przeczytałam tylko "Wesele" i nie powiem, żeby mnie jakoś szczególnie porwało...

    OdpowiedzUsuń
  3. Twój kierunek brzmi super! Mój też mi się na początku bardzo podobał, bo zburzył wszystkie konstrukty, które miałam zakodowane w głowie, ale teraz na 3 roku tylko marzę o tym, aby w końcu nie musieć już się w to bawić haha :D Oby listopad też był dla Ciebie taki przyjemny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo i wzajemnie - dobrego listopada :D

    OdpowiedzUsuń
  5. I bardzo słuszne podejście :D Mi jest jednak zawsze wstyd samej przed sobą, bo uwielbiam kulturę i zawsze sobie obiecuję aktywność w tym temacie :D

    Niestety klasa amturalna ma to do siebie, że zabiera pół życia, ale za to dobijesz sobie naaajdłuższymi wakacjami w życiu gdy my studenci będziemy srać się przed sesjami ;D
    Ps. Wesele słabe wykonanie - genialna koncepcja ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie 2 tygodnie temu jeden z moich wykładowców udowadniał nam, że już niewiele czasu do pisania licencjatu, więc warto myśleć nad tematem :D Nie powiem, mam już kilka pomysłów ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. O mamo, no mój październik był tak samo rozleniwiony i jak rozpoczął się listopad to dopiero zdałam sobie z tego sprawę i postanowiłam się poprawić. Szczerze mówiąc już zaczęły mi przeszkadzać nieregularne i nie najzdrowsze posiłki, ze słodkościami to też co za dużo to nie zdrowo, no i przez kontuzję jeszcze nie mogłam ćwiczyć. Ale w tym miesiącu mam się poprawić. :D Więc i Tobie i sobie życzę tego lepszego listopada! :) A co do kostiumu halloweenoweo - to bardzo fajny. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój październik też był taki rozleniwiony. Zapomniałam o regularnych posiłkach, jadłam bardziej niezdrowo niż zwykle, no i opychałam się słodkościami. :p I jeszcze przez kontuzję kolana w ogóle nie ćwiczyłam. Ale już mi zaczęło przeszkadzać te rozmemłanie życiowe i mam nadzieję, że listopad będzie pod tym względem dużo lepszy. :D. A i fajny kostium halloweenowy. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję bardzo i mam nadziję, że listopad bedzie bardziej produktywny :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też ostatnio najczęściej podsumowania po miesiącu wrzucam... W każdym razie, ładny kostium, ale za Chiny bym nie zgadła, że czarnego łabędzia :D. Sama nie wiem, za co bym się przebrała, jakbym miała iść na taki... Ech :). Fajny temat.

    OdpowiedzUsuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe