ROK SPELNIONYCH MARZEN

16:23


Nowy rok. 
Nie potrafię pojąć w jak zawrotnym tempie minęło tych dwanaście miesięcy. Robię w głowie małe podsumowanie i widzę te wszystkie ważne momenty jak slajdy znikające sekunda po sekundzie. Gdybym miała jakoś określić, nazwać ten czas, powiedziałbym, że rok 2017 był rokiem spełnionych marzeń. Zamknęłam jeden z ważniejszych rozdziałów w życiu, otworzyłam kolejne. Zrobiłam rzeczy o jakich marzyłam dobre osiem lat, w większości dopięłam swego. Z zadowoleniem patrzę wstecz choć momentami bliska byłam obłędu. Musiałam wykrzesać wiele sił, poddać swą determinację gigantycznej próbie. Aż ciśnie  mi się na usta zdanie, ze słowem ukochanym przez nasz naród: to był rok na pełnej... 

Dojrzałam, dorosłam

Dziewiętnasty rok życia postawił mnie do pionu i jestem mu za to wdzięczenia. Na dobre zostawiłam za sobą okres nastoletniej fascynacji listami Wertera i monologami  Hamleta, spojrzałam na świat przez inne okulary. Co prawda w wieku dwudziestu lat jeszcze nie czuję się upoważniona do mówienia o sobie per dorosła, ale wiem, że zasługuję na to określenie coraz bardziej.

Skończyłam szkołę średnią. W styczniu zaliczyłam studniówkę, ubrana w cudowną sukienkę, która skradła moje serce. Pod koniec kwietnia wręczono mi świadectwo, a w maju nadeszło to czego obawiałam się przez połowę życia: matura. Zmierzyłam się z trzema egzaminami z języka ojczystego i angielskiego, zdawałam także matematykę, wos oraz historię. Ustny polski zaliczyłam na 100% sięgając po Dżumę autorstwa Alberta Camusa oraz Mustanga w reżyserii Deniz Gamze Ergüven. U schyłku czerwca z dudniącym sercem zalogowałam się na serwer, który przekazał mi dobre wieści: zdałam maturę. 30 czerwca późnym popołudniem odebrałam świadectwo dojrzałości i raz na zawsze zamknęłam za sobą drzwi znienawidzonego liceum. Następnie pojechałam na naleśniki. 


W 2017 roku nadszedł także moment wyboru szkoły wyższej. 17 marca, na cudownym Uniwersytecie Warszawskiem napisałam ostatni etap Olimpiady Wiedzy o Mediach, a kilka godzin później szłam w deszczu po Krakowskim Przedmieściu z błogą myślą: wygrałam indeks na studia dziennikarskie. Choć szczęście było ogromne wiedziałam, że nie jest to już kierunek dla mnie. Nauka do olimpiady pokazała mi jak bezużyteczna dla zawodu wiedza kryje się pod dumnie brzmiącą nazwa: dziennikarstwo i komunikacja społeczna. 


Niemal do końca wahałam się pomiędzy elitarnym prawem, a wymarzoną  od czasów gimnazjum komunikacją wizerunkową. Finalnie m się na podpowiedź serca i od października studiuję na tak zwanym komwizie, za miesiąc zaczynam specjalizację: branding. Na dzień dzisiejszy jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru, zafascynowana kierunkiem i branżą. 

Dziecko marzyło

Spełniłam dwa wielkie marzenia z czasów dzieciństwa. Odkąd pamiętam pragnęłam zrobić tatuaż. Naklejałem na ciało naklejki, rysowałam coś długopisem i zarzekałam się, że kiedyś na pewno dam się wydziarać. Na początku 2017 roku zrobiłam pierwszy tatuaż, a potem jeszcze dwa kolejne. Fenix nad łopatką, mustang na przedramieniu i cytat pod obojczykiem – wszystko po prawej stronie ciała. Choć od pierwszego tatuażu mija prawie rok ja wciąż jestem w nim tak samo zakochana jak w dniu zrobienia.


O walkach zaczęłam marzyć gdy po raz pierwszy zobaczyłam Angeline Jolie w Pan i pani Smith, miałam wtedy dwanaście lat. Petarda! Świecącymi oczami obserwowałam jak Jane Smith wymierza ciosy i myślałam o tym jak cudowna musi być to umiejętność. Jednak kiedy doszło co do czego i zdecydowałam się zrobić ten krok byłam już tylko przerażona. W dzień pierwszego treningu chodziłam po domu zestresowana i zesztywniała zastanawiając się czy nie odwołać lekcji. Na szczęście tego nie zrobiłam. 

Pół roku później jestem już uzależniona od nowej pasji. Czasem gdy zasypiam szumi mi w głowie: bardziej skręć nogę podporową, bez przeprostu, wyrzuć rękę do końca i od razu do gardy, rotuj nadgarstek. Pojawiają się głownie te punkty, które potrzebują korekty, chyba mój mózg robi szybką analizę na przyszłość. Prawdę mówiąc jeszcze nic w życiu nie dało mi tak dzikiej satysfakcji jak sztuki walki. Uwielbiam tarczowanie, uwielbiam trzask rękawic i prąd płynący od dłoni do barków. Totalne oczyszczenie.


Na walizkach 

Pod względem podróży był to bardzo jałowy rok. Dwa kilkudniowe wypady do Warszawy i połowa sierpnia spędzona na Malcie. Wyspa mnie rozczarowała swoim surowym krajobrazem przypominającym obraz powojennego świata, ale naładowała także porządną dawką letniego słońca i soku ze świeżych pomarańczy.

Prawdę mówiąc nie czuję nawet smutku i rozczarowania z powodu tak skromnych podróżniczo miesięcy... Nie miałabym siły na większą ilość pakowania, koczowania na lotnisku czy nawet poznawania nowych zakątków świata. Potrzebowałam innego rodzaju odpoczynku i cieszę się, że udało mi się go zdobyć. Zresztą liczę, że w 2018 roku wszystko sobie odbiję.


Nie zgubić się w celu

W 2017 roku opublikowałam niespełna dwadzieścia wpisów. Przez pierwszą połowę roku nie miałam czasu na pisanie, a w kolejnych miesiącach zabrakło serca do blogowania. Długo zastanawiałam się co jest przyczyną tej nagłej stagnacji, aż w końcu zrozumiałam, że zgubiłam się we własnych celach... 

Zaczęłam prowadzić bloga dla własnej przyjemności i tak naprawdę nigdy nie oczekiwałam od tego miejsca niczego więcej. Pochłonął mnie świat social mediów. Zginęłam pod warstwą pracy około blogowej i tak naprawdę nie starczało mi czasu i siły na to co najważniejsze – na pisanie. W nowy rok wchodzę mądrzejsza o tę lekcje.

Chciałabym publikować wpisy raz na tydzień. To idealny czas by przygotować wartościowy wpis zamiast kilka zapchaj dziur. Mam nadzieję, że w 2018 roku znów zakocham się w blogowaniu jak miało to miejsce dotychczas. 


2018 rok

Na rok 2018 nie patrzę roszczeniowo. Pragnę aby był nieco spokojniejszy niż jego poprzednik aczkolwiek nie zamierzam stawać w miejscu. Mam swoją małą listę postanowień noworocznych, które mają mi pomóc rozwijać się w dwóch głównych obszarach: język angielski oraz sport. Jestem dobrej myśli.

W nowym roku pragnę życzyć Wam wszystkiego co najlepsze. Rozwijajcie się, twórzcie, działajcie, ale przede wszystkim nie dajcie się stagnacji. Mam nadzieję, że te dwanaście miesięcy będzie dla Was cudownym okresem. 

A jak wyglądał Twój rok? 

Fotografia we wpisie: kolekcja własna

You Might Also Like

33 komentarze

  1. Wszystkiego naj naj najlepszego na nowy rok :)
    Ja w 2017 odświeżyłam moje podejście do blogowania i udało mi się na nowo w nim zakochać. Czuję się czasem dokładnie tak samo, jak zaczynając studia siedziałam wieczorami przy laptopie z herbatą i po prostu pisałam, co mi ślina na język przyniosła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten blogowy flow wróci także do mnie... Niestety wciąż brakuje mi motywacji do tworzenia, cały czas obawiam się, że nadejdzie moment „totalnego braku czasu” i co ja wtedy biedna pocznę... Zamartwianie na przyszłość, nie polecam ;)

      Usuń
  2. Odnośnie dziennikarstwa dobrze, że zorientowałaś się, że to kierunek nie dla Ciebie już na tak wczesnym etapie. Sporo osób dochodzi do podobnych wniosków dopiero w trakcie nauki bądź czasem nawet po studiach. Trzymam kciuki, byś była równie zadowolona ze swoich studiów na każdym ich roku, jak i po ukończeniu ;)
    Gratuluję udanego, pełnego wrażeń i sukcesów roku. Największe wrażenie zrobiły na mnie te sztuki walki. Ja mam zamiar pójść w tym roku na zajęcia z boksu, ale trochę mam obawy :)
    Wszystkiego dobrego w 2018!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i wzajemnie wszystkiego dobrego :)
      Trzymam kciuki za lekcje boksu, pierwsze kilka treningów może być trudne, ale jak już się wkręcisz to dopiero będzie uczucie spełnienia ;)

      Usuń
  3. Miałam bardzo podobnie, gdy rok temu podsumowywałam ten szalony rok kończenia liceum - ba, dwa lata temu już miałam przeczucia, że rok 2016 będzie absurdalny, dziki i nieprzewidywalny jak mój kot, gdy ma zły humor. Stało się w tamtym czasie wszystko, a gdy patrzę na 2017 widzę, że był to po prostu rok zbierania plonów tego, co wtedy zasiałam. Dostać się na studia to pikuś, w 2017 musiałam się na nich utrzymać, zdać sesje, nie zwariować, czerpać z tego jakąś radość, nie zwątpić w misję; w 2016 zmieniłam nieco swoje ustawienie wśród przyjaciół i inne osoby stały się dla mnie ważne, a 2017 zmusił mnie przez to do określenia stanowiska w sporze między nimi. I tak dalej, bo spraw takich było sporo. Przez to ciąży mi rok 2017 i żegnam go z ulgą, jak każdy, ale bez nadziei na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem takie międzyludzkie oczyszczenie bywa niezbędne aby iść w życiu na przód...

      Usuń
  4. Gratuluję świetnie zdanej matury!
    Na czym polega komwiz? To coś jak dziennikarstwo albo marketing czy nie bardzo?
    Jako dziecko też przyklejałam sobie naklejki do ciała i rysowałam po rękach długopisem, ale o tatuażu nie marzę. Podobają mi się na kimś, ale na sobie niekoniecznie.
    Sztuki walki nigdy mnie nie pociągały, zawsze wybierałam inne sporty, ale najważniejsze to właśnie znaleźć coś dla siebie. To super, że daje Ci to tyle satysfakcji!
    Stagnacja to najgorsze co istnieje! Przynajmniej dla mnie :D Na pewno się jej nie dam. Dla mnie 2017 był przełomowy i liczę, że 2018 będzie jego godną kontynuacją!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;)
      Komwiz to komunikacja wizerunkowa, bliżej jej do marketingu niż dziennikarstwa, ale również nie do końca. Wszystko zależy od wybranej specjalizacji, ja zdecydowałam się na branding i w tym dziale będziemy się zajmować kreacją marki, grafiką, dyskursami itd. Na pewno opowiem o tym kierunku więcej po pierwszym roku, być może kogoś zachęcę ;)

      Usuń
    2. Ojeeej, brzmi jak coś zupełnie nie dla mnie XD Niemniej cieszę się, że Ty się w tym odnalazłaś i jesteś tak zafascynowana, w końcu to ważne żeby robić coś co się lubi!

      Usuń
    3. To prawda, studia trzeba czuć, w innym wypadku nic z tego nie wyjdzie ;)

      Usuń
  5. Piękny rok! Super, że udało Ci się spełnić tyle marzeń, gratuluję determinacji w realizowaniu pasji i olimpiady, fajnie, że wybrany kierunek okazał się dobrym wyborem. To jest chyba najważniejsze - żeby studiować coś, co nie tylko daje perspektywy, ale autentycznie fascynuje.
    A z ciekawości, jaką konkretnie sztukę walki trenujesz? :)
    Byłam na Malcie. Rzeczywiście, strasznie gorąco, strasznie sucho, a krajobraz smętnie wyschnięty i w odcieniach żółci. Ale nie wszędzie - na przykład na Gozo jest znacznie więcej zieleni i tam podobało mi się bardzo. Zdążyłam jeszcze zobaczyć Azurre Window, teraz to już niestety niemożliwe. Ogromna szkoda, bo to było przepiękne miejsce, aż zapierało dech w piersiach - granatowe, syczące, pieniące się morze w starciu z monumentalnymi, dumnymi skałami (wygranym do spółki z czasem i kruszeniem skał), małe, płytkie jeziorka pełne małych żyjątek i roślin, zapach morskiej bryzy i soli. Niesamowite przeżycie. Podobało mi się też w stolicy oraz w Mdinie, cichym mieście, gdzie byłam o wieczornej porze - piękna architektura. Generalnie Malta jest ciekawą wyspą z historią i chociaż nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwyciła, klimat dla mnie zdecydowanie zbyt suchy i gorący, a pobyt miał swoje gorsze momenty, to aż sama jestem zdziwiona, jak dobrze wspominam wiele miejsc. Można powiedzieć, że podoba mi się tam teraz bardziej, niż kiedy rzeczywiście tam byłam :D Chyba po prostu zapamiętałam te ładne lokalizacje i te miłe wspomnienia.
    Pozdrawiam ciepło i oby 2018 był pięknym, pełnym rozwoju i cudownych nowych przygód rokiem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i wzajemnie wszystkiego dobrego :)
      Taaak Gozo jest znacznie piękniejsze od Malty, niestety ja już się nie załapałam na Azurre Window, ale i tak miejsce robi niesamowite wrażenie :)
      Jeśli chodzi o walki, obecnie trenuję mma, ale myślę, że za kilka miesięcy sprecyzuję konkretną dziedzinę i będę w niej starała się robić pasy, walka "w klatce" raczej mnie nie pociąga, choć samo trenowanie jest super ;)

      Usuń
  6. Ależ te matury dają obecnie możliwości sięgania po naprawdę ciekawe i warte uwagi dzieła. Trochę zazdroszczę, bo "Dżuma" to powieść wybitna, a "Mustang" film co najmniej dobry. Ja tam standardowo losowałem pytania o "Pana Tadeusza"...
    Myślę sobie, że także wyjazdy miałaś bardzo udane, może i nie dodasz do opowieści setek zabytków odwiedzonych w tym roku, ale wypoczynek jest mimo wszystko od ambicji ważniejszy.
    Powodzenia w Nowym Roku, obyś znowu miała o czym pisać! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Pomijając towarzyszący mi stres naprawdę wspaniale się bawiłam opowiadając te moje przemyślenia literacko-filmowe na maturze ;)

      Usuń
  7. Ja robiłam tatuaż już ponad rok temu, na 19 urodziny chłopak zrobił mi prezent i też jestem w nim nadal zakochana <3 Planuję też drugi, ale pierw muszę 1. mieć kasę 2. psychicznie przygotować się na ból, bo mam dryg do wybierania stref o dużym natężeniu bólu xD
    Też miałam studniówkę w 2017 - ukradłam mamie złotą kieckę i bawiłam się z chłopakiem do 2 w nocy, bo potem DJ zaczął puszczać idiotyzmy xD W ogóle wzięłam płaskie buty na zmianę, ale okazało się, że nie nadają się do tańczenia, więc cała noc na obcasie :D (odkryłam, że mam bardzo wygodne wysokie buty) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się czaję na czwarty w formie prezentu na 20 urodziny ;) Mam kilka pomysłów, teraz pozostaje tylko poważne przemyślenie tematu ;)

      Usuń
    2. Ja już po dwudziestce, zażyczyłam sobie torebkę tym razem :D
      Nie no ja chcę sobie zrobić wzdłuż linii majtek leżącą różę, kolorową :D

      Usuń
  8. Chciałabym zapytać o dziennikarstwo, ponieważ sama kiedyś myślałam nad tym kierunkiem. Jaka wiedza tam była Twoim zdaniem nie potrzebna i dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokuszę się o sparafrazowanie tego o czym rozmaiłam z moją polonistką jeszcze w klasie maturalnej, dziennikarstwo uczy o gatunkach, o słynnych nadawca - kod/komunikat-odbiorca (co jest niczym innym jak zwinięciem schematu przepływu prądu, tego dowiedziałam się na studiach kiedy profesor obalał słynną teorie Jacobsona), uczą o historii dziennikarstwa o języku, a tak naprawdę nie wiele czasu poświęca się nauce pisania/wypowiadania, a przede wszystkim po studiach dziennikarskich nie ma się sprecyzowanej wiedzy potrzebnej do zawodu. Polonistka opowiadała mi o zdolnej studentce dziennikarstwa, której wykładowca chciał załatwić prace u przyjaciela redaktora, a ten pokiwał głową i spytał: „Ale co ona umie, co wie, na czym się zna?”. Cieszę, się, że ktoś odbył ze mną taką rozmowę, to tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że do bycia dziennikarzem nie trzeba studiować dziennikarstwa

      Usuń
    2. Ah, rozumiem. To trochę podobnie jak u mnie ze studiami. Chciałam studiować fotografię a najwięcej zajęć miałam z historii sztuki, malarstwa, rysunku, RZEŹBY (lol) - ja rozumiem, że to były przedmioty mające na celu rozwój widzenia, wyobraźni, pojmowania przestrzeni/wymiaru itp . Nie rozumiem czemu nie można się skupić bardziej na konkretach, tylko wciskają takie - no nie powiem, że mało istotne, ale może mniej potrzebne rzeczy.

      Usuń
    3. Dokładnie, mnie również irytuje taki przerost formy nad treścią, wepchnięcie w program jak największej ilości rzeczy bez kompletnego przemyślenia

      Usuń
  9. Wooo ja! Tyle sie dzialo w jeden rok! To az no gdzie jak mozliwe? Wiec naprawde gratuluje! Zwlaszcza genialnej matury indeksu i spelnienia marzen! Oraz kolejnych nowych pasji :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      Również pozdrawiam

      Usuń
  10. Nawet nie wiem co komentować najpierw, chyba to, że zniknęłaś na jakiś czas , bo przynajmniej u mnie wyświetlał sie komunikat - taka strona nie istnieje, wiec ciesze sie, że jednak jesteś:-)
    Śpieszę więc pogratulować tych wszystkich nowości w twoim życiu i szczęścia, które słychać miedzy wierszami:-)
    Wpisuję na nowo Twój blog do zakładek i pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      To prawda, zniknęłam na trochę z internetowego świata, ale za bardzo brakuje mi blogowania bym mogła odpuścić ;)

      Usuń
  11. gratuluję spełnionych marzeń:)
    Mnie Malta nie przekonała, piękna wyspa, ale raczej więcej tam nie wrócę, cieszę się, że Tobie się spodobała:)
    może wzajemna obs?
    daj znać, buziole:*
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodobała to za dużo powiedziane, sam wyjazd był miłym przeżyciem, ale wyspa mocno rozczarowuje ;)

      Usuń
  12. Miniony rok na pewno był pełen wrażeń i emocji - życzę Ci, aby 2018 również taki był. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Studiuje dziennikarstwo i już drogi rok pomagałam przy organizacji drugiego etapu. Z tego, co się orientuje... wiedza, którą macie na olimpiadzie, ma się trochę nijak do samych studiów xD Zwłaszcza, że na kierunku mamy w sumie mieszankę filologii polskiej, reklamy/PRu i politologii. Plus oczywiście trochę rzeczy dziennikarskich (praca w radiu, pisanie informacji itd.). Przynajmniej moje studia są stosunkowo praktyczne. Jasne, jest sporo zajęć, które są nudne/bez sensu (co jest zależne od wykładowcy, bo fajny wykładowca i z nudnego zrobi coś fajnego), ale to dalej ciekawy kierunek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że olimpiada nie była jedynym powodem, dla którego zrezygnowałam z dziennikarstwa, sporo osób odradzało mi także ten kierunek, dodając wszystko uznałam, że nie jest to po prostu miejsce dla mnie ;)

      Usuń
  14. Zdecydowanie sama z siebie nie polecę teraz dziennikarstwa. Chyba, że ktoś nie chce zbyt wiele robić, chce pracować, mieć dyplom i czas na imprezy. Poza tym - większość z tych rzeczy raczej nie byłoby problemem nauczyć się samodzielnie. Choćby na praktykach, stażach czy czytając odpowiednie książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie wiele osób znających temat od środka tak mówi... Chcilam studiować dziennikarstwo jakieś 5 lat sowiego życia, także nie była to nagła fanaberia, ale uznałam że czasem warto posłuchać mądrzejszych od siebie i jeśli tak wiele osób coś odradza to już raczej nie przypadek.

      Usuń

Twoja wypowiedź to bardzo istotna część tej strony, śmiało dodaj coś od siebie :))

zBLOGowani.pl

Subscribe